W takim meczu jak ten z Barbastro nie można wyciągać zbyt daleko idących wniosków. Po każdym spotkaniu można jednak pokusić się o pewne przemyślenia, z zachowaniem proporcji dotyczących trudności wyzwania. Co nasuwa się na myśl po rywalizacji w Pucharze Króla?
1. Cenne powroty
Mecz z Barbastro zwiększa nadzieje na poszerzenie rotacji w zespole Flicka. Do gry wrócił Ronald Araujo, który wyglądał naprawdę dobrze na poziomie fizycznym. Pokazał, że spokojnie może w najbliższych tygodniach powalczyć o miejsce w składzie. Eric García znów zagrał jako defensywny pomocnik, a najważniejsze, że miał okazję do złapania trochę więcej rytmu, podobnie jak Fermín López, Frenkie de Jong, Gerard Martin, Gavi, Sergi Dominguez i Ansu Fati. Między innymi właśnie temu służył ten pojedynek. Barça potrzebuje na gwałt poszerzenia kadry, a spotkanie może pomóc w podbudowaniu formy chociaż niektórych z tych graczy, bo pewnie nie każdy zdoła wnieść coś ważnego do zespołu Flicka. Na przykład Fati niestety na każdym poziomie wygląda jak cień zawodnika sprzed lat, ale ważne, że mógł trochę pograć.
2. Pierwszy krok debiutantów
Szczęsny w końcu zadebiutował w Barcelonie. W starciu, w którym nie miał zbyt wielu okazji do jakiegokolwiek działania, generalnie zachowywał czujność. Był jednak bliski utraty gola w końcówce po nieporozumieniu z Gerardem Martinem. Obrońca zdaje się liczył, że bramkarz wyjdzie po piłki, a Polak tego nie zrobił. Trudno rozstrzygać, kto zawinił w tej komunikacji. Najważniejsze, że Szczęsny w końcu zaczął łapać rytm meczowy po powrocie z emerytury, bo bez tego nie może liczyć na nawiązanie walki z Iñakim Peñą.
Debiut zaliczył też zawodnik będący na początku swojej kariery – Toni Fernández. 16-latek pokazał swój talent, bo w 9 minut gry wszystkie jego 6 podań było celnych, a dwa zagrania zostały uznane jako kluczowe. Stworzył niezłą szansę Fermínowi. Do Toniego należy przyszłość i świetnie, że zyskał jakiekolwiek przetarcie, choć szkoda, że nie pojawił się na murawie na dłużej, skoro były ku temu odpowiednie okoliczności, a Barça ma takie problemy z liczbą dostępnych napastników.
3. Skuteczny Pablo Torre
21-latek w meczu z Barbastro zanotował dwie asysty, sam trafił do siatki i zaliczył sześć kluczowych podań. Torre znów miał wpływ na zdobycz bramkową, a jego bilans w tym sezonie prezentuje się naprawdę dobrze. Podczas 348 minut na murawie pomocnik strzelił cztery gole i zaliczył trzy asysty. Ma więc bezpośredni wpływ na trafienia co 49 minut. Jeśli ktoś pokazał Flickowi, że warto dać mu trochę więcej szans, to właśnie Torre.
4. Fatalna murawa
Nie da się ukryć, że nawierzchnia boiska czwartoligowca pozostawiała wiele do życzenia, delikatnie mówiąc. Trudno było w takich okolicznościach pokazywać kombinacyjne akcje i grę na jeden kontakt. Na szczęście Barcelona miała graczy, którzy dzięki długim piłkom potrafili sobie poradzić w takiej sytuacji. Zwłaszcza Pablo Torre, który zanotował asystę przy bramce Roberta Lewandowskiego i łącznie zaliczył sześć kluczowych podań. Z kolei Frenkie de Jong długim zagraniem znalazł Ronalda Araujo, który zaliczył asystę przy trafieniu Erica Garcíi. Te zagrania ustawiły mecz.
5. Spalone
Systemie VAR, ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie, kto cię stracił. W spotkaniu z Barbastro nie było wideoarbitrażu, który mógłby pomóc sędziom. I przy co najmniej kilku ważnych sytuacjach arbiter nie podniósł chorągiewki, gdy wydawało się, że był spalony. Na przykład przy drugim golu Lewandowskiego. W takich pojedynkach widać, jak ważny jest VAR, nawet jeśli jest niedoskonały, bo odbiór spotkania się pogarsza, gdy nie ma żadnej możliwości weryfikacji decyzji arbitra, zwłaszcza przy tak niepewnych sytuacjach jak ofsajdy. A teraz pomyślmy, jak działałby system Flicka z tą wysuniętą linią obrony i łapaniem na spalone przy rozstrzyganiu sytuacji „na oko” przez sędziego liniowego. Totalny archaizm na poziomie kopania piłki ze świńskiego pęcherza.
Komentarze (25)