FC Barcelona pokonała 4:1 Gironę i kontynuuje zwycięską passę w LaLidze. Z czego zapamiętamy dzisiejsze starcie?
1. Strzelby Barçy nie zawodzą
Podobnie jak w czwartkowym starciu z Osasuną dziś do siatki trafili zarówno Robert Lewandowski, jak i Ferran Torres. Polak zanotował dublet, a zwłaszcza jego ekwilibrystyczne trafienie na 2:1 zasługuje na docenienie. Ostatecznie Lewy nie pozwolił na zmniejszenie dystansu w klasyfikacji pichichi Kylianowi Mbappe, a mógł wręcz zwiększyć przewagę - koledzy w końcówce meczu wybierali jednak inne, bardziej egoistyczne opcje. Z kolei Ferran ustalił wynik spotkania, precyzyjnym uderzeniem pokonując Gazzanigę. Hiszpan ma już w LaLidze dziewięć goli i mimo niewielkiej liczby minut, w klasyfikacji strzelców wyprzedza już Bellinghama i Griezmanna, a goni Viníciusa (gol straty) czy Juliana Álvareza (dwa gole straty). Snajperzy Barçy mają ostatnio bardzo dobrze nastawione celowniki, a biorąc pod uwagę, że obaj oferują zupełnie inny profil, Hansi Flick ma sporo opcji przy ustalaniu składu.
2. Casting na trzeciego pomocnika wciąż otwarty
Dwa miejsca w linii pomocy Barçy wydają się obsadzone niemal na stałe - Frenkie de Jong takimi występami jak dzisiaj tylko umacnia swoją pozycję, a od Pedriego trzeba zaczynać wybór składu. Niedawna kontuzja Daniego Olmo spowodowała jednak, że w środku pola zwolniło się miejsce w once de gala FC Barcelony. Zarówno Fermín, jak i Gavi podeszli do zadania poważnie i zaciekle rywalizują o miejsce w jedenastce. Dobra forma ich obu musi cieszyć, szczególnie biorąc pod uwagę, że żaden z Andaluzyjczyków nie notował póki co świetnego sezonu. Teraz uraz starszego i bardziej doświadczonego kolegi otworzył im drogę do pierwszego składu w nadchodzących, kluczowych meczach przeciwko Atlético i BVB... a znając podatność Daniego Olmo na kontuzje, kto wie, może któryś z nich zadomowi się w once de gala na dłużej? Warto też wspomnieć o Pablo Torre, który wnosi do drużyny świeżość, ilekroć pojawia się na boisku, ale jego notowania u Hansiego Flicka wydają się jednak zdecydowanie niższe.
3. Trudno wejść w buty Balde
Dziś w pierwszym składzie zagrał Gerard Martin. Po dość nerwowym początku Hiszpan zaliczył przyzwoite spotkanie, ale po raz kolejny pokazał, że odwaga i dynamika w ofensywie nie należą do jego cech wiodących. Zwłaszcza pod nieobecność Raphinhi aż prosiło się, żeby lewy defensor częściej pojawiał się w polu karnym rywala, ale były gracz Cornelli preferował bezpieczne rozwiązania. Fantazji nie można było natomiast odmówić Alejandro Balde. Na pewno pomogło mu to, że wszedł na boisko przy wyniku 3:1, ale i tak trzeba docenić jego nadzwyczajną dynamikę i dryg do ofensywnej gry. Co ciekawe, nie pierwszy już raz w tym sezonie obaj lewi obrońcy Barçy przebywali na boisku jednocześnie - być może jest to wariant, z którego Hansi Flick będzie jeszcze przynajmniej okazjonalnie korzystał.
4. Cierpliwość popłaca...
Pierwsza połowa w wykonaniu Barçy była pokazem cierpliwości. Brak podyktowania rzutu karnego na Fermínie? Genialna interwencja Gazzanigi przy strzale Araujo? Niewielki spalony przy bramce Koundé? Szereg niecelnych uderzeń i niedokładności pod polem karnym Girony? Żaden problem. Podopieczni Hansiego Flicka nie poddawali się i konsekwentnie robili swoje, a efekt przyszedł w najmniej spodziewanym momencie, gdy goście sami strzelili sobie bramkę. Ani brak gola przez prawie całą pierwszą połowę, ani niespodziewane wyrównanie wyniku przez Gironę choćby na moment nie zdeprymowało piłkarzy Barçy, którzy spokojnie dążyli do celu, mając pełne przekonanie, że kolejne bramki są tylko kwestią czasu.
5. ... ale czasem warto też zabić mecz szybciej
Gdy w 53. minucie meczu Girona wyrównała po bramce Danjumy, wielu z nas z pewnością miało już przed oczami potencjalną stratę punktów. Choć ostatecznie wszystko skończyło się dobrze, a Barça zanotowała wysokie zwycięstwo, to warto wynieść z tego lekcję - nawet słaby, niestwarzający żadnych okazji rywal może wykorzystać ten jeden, jedyny błąd. Aby zminimalizować to ryzyko, w starciach, w których różnica klas jest widoczna gołym okiem, warto ją szybciej udokumentować większą niż jednobramkową przewagą. Margines błędu w lidze jest minimalny, szczególnie biorąc pod uwagę, że Real Madryt zdaje się punktować w niemal każdych okolicznościach.
Komentarze (63)