Pięć wniosków po meczu z Leganés

Michał Gajdek

13 kwietnia 2025, 06:30

29 komentarzy

Fot. Getty Images

FC Barcelona pokonała 1:0 Leganés i przynajmniej na kilkanaście godzin zwiększyła przewagę nad Realem Madryt do 7 punktów. Z czego zapamiętamy to spotkanie?

1. Leganés = Getafe 2.0

O ile jesienną porażkę z Los Pepineros można było jeszcze zrzucić na słabszy okres zespołu Hansiego Flicka, tak po wczorajszym spotkaniu nie może być już wątpliwości - Leganés to niezwykle niewygodny dla Barçy rywal. To drużyna dobrze zorganizowana w obronie, potrafiąca szybko przejść do ataku, grająca agresywnie, a przy tym próbująca wykorzystać najmniejszy nawet kontakt z przeciwnikiem do zwijania się z bólu i próby zyskania cennych sekund. Warto przy tym docenić sędziego Hernándeza Maeso, który najczęściej nie nabierał się na te zagrania. W każdym razie, skojarzenia z inną ekipą spod Madrytu są oczywiste, a Borja Jimenez doprowadził wręcz w tym sezonie do tego, że... to José Bordalas narzekał na "stawianie autobusu". Ogórkom wiedzie się jednak gorzej niż rywalowi zza miedzy i znajdują się obecnie w strefie spadkowej. Piłkarze Blaugrany z pewnością ucieszyliby, gdyby okazało się, że nie będą musieli mierzyć się z Leganés w kolejnym sezonie.

2. Zmęczenie daje się we znaki

Choć piłkarze powrócili do klubów po zakończeniu zgrupowań reprezentacji ledwie nieco ponad trzy tygodnie temu, to Barca zdążyła rozegrać w tym czasie już sześć meczów. Taka dawka musi odbić się na dyspozycji fizycznej zawodników. Najbardziej wymownym przykładem tego był wczoraj Pedri. Gdy Kanaryjczyk runął na murawę po jednym z fauli piłkarzy Leganés, sprawiał wrażenie, jakby najchętniej pozostał już na stałe w pozycji leżącej. Ponadto, im więcej minut w nogach zawodników, tym większe ryzyko urazu - boleśnie przekonał się o tym Alejandro Balde. Przed Barçą kluczowa faza sezonu, która zadecyduje o tym, czy i ile troefów uda się zdobyć. Szkoda, że zarząd nie zapewnił Hansiemu Flickowi komfortu w postaci dwóch-trzech solidnych zmienników, a Niemiec będzie musiał radzić sobie z naprawdę wąską kadrą.

3. Cierpienia Araujo 

Wyprowadzenie piłki nie należy do największych zalet Ronalda Araujo. Wiedzą o tym wszyscy, nie wyłaczając niestety przeciwników. Borja Jimenez ewidentnie polecił swoim piłkarzom, by nie atakowali Urugwajczyka, starając się zmusić Barçę, by często rozgrywała piłkę własnie z jego wykorzystaniem. Między innymi dlatego w pierwszej połowie akcje były pozbawione tempa, a podopieczni Hansiego Flicka praktycznie nie dochodzili do klarownych sytuacji. Araujo opuścił boisko już w przerwie, podobnie jak chociażby w lutowym starciu z Deportivo Alavés, w którym również drużynie nie szło. Powstaje pytanie, na ile Urugwajczyk jest przydatny w meczach, w których wiadomo, że Barça będzie spędzać zdecydowaną większość czasu na połowie rywala, który zaprezentuje niski, trudny do rozerwania blok obrony. Wydaje się oczywiste, że jego zalety objawiają się raczej w innych kontekstach. 

4. Kapitan Frenkie

Przesunięcie na pozycję stopera Erica Garcíi oraz wprowadzenie Frenkiego de Jonga w przerwie meczu zdecydowanie poprawiło płynność gry Barçy, przynajmniej czasowo. Holender zaliczył bardzo udany występ - nie tylko wziął na siebie ciężar rozegrywania akcji (zaliczył aż 53 kontakty z piłką), ale był także bardzo istotny w obronie. Warto wyróżnić zwłaszcza to, co do tej pory nie było cechami rozpoznawczymi Holendra, czyli zdecydowanie i nieustępliwość. Frenkie wziął na siebie rolę kapitana, twardo dyskutując z piłkarzami Leganés, a nawet bez zastanowienia przerywając ich groźnie zapowiadającą się akcję za cenę żółtej kartki. Zmiana w jego postawie jest widoczna gołym okiem, a nowa wersja de Jonga musi się podobać. 

5. Na zero z tyłu

Bardzo szybko stało się jasne, że jeżeli Barça chce myśleć o wygraniu meczu, to tym razem  nie może pozwolić sobie na stratę bramki. Piłkarze Leganés groźnie kontrowali i niekiedy dochodzili do dogodnych sytuacji, ale ostatecznie Blaugrana zachowała czyste konto. Spora w tym zasługa świetnej interwencji Wojciecha Szczęsnego na samym początku meczu, a także Iñigo Martíneza w jego końcówce. Polak otrzymał tytuł MVP spotkania, ale na wyróżnienie zasługuje także Bask, który efektownym wślizgiem powstrzymał Munira. Bez nich wczorajszego zwycięstwa z pewnością by nie było. Choć Barça bije w tym sezonie rekordy strzeleckie, to ostatecznie dla losów mistrzowskiego tytułu kluczowa może okazać się obrona. 

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (29)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze