FC Barcelona po emocjonującej remontadzie pokonała 3:2 Levante. Z czego zapamiętamy to spotkanie?
1. Mecz na wodzie
Gdyby Barça nie wygrała, byłoby to potraktowane jako tania wymówka. Skoro jednak ostatecznie udało się wygrać, to warto wspomnieć o nietypowych warunkach, które stworzyli gospodarze. Murawa została przez nich "zroszona" tak obficie, że można było mieć wrażenie, jakby nad Walencją dopiero co przeszła gigantyczna ulewa. Tak jednak oczywiście nie było - to samo Levante zdecydowało się drastycznie utrudnić rozgrywanie piłki po ziemi. Warto przy tym wspomnieć, że w porze rozgrywania meczu w dalszym ciągu termometry wskazywaly 27-28 stopni. Stworzenie tak trwałych kałuż to niemałe "osiągnięcie".
2. Powrót królów remontad
Ostatni sezon był w historii Barcelony wyjątkowy - podopieczni Hansiego Flicka pobili wszelkie klubowe rekordy, jeżeli chodzi o remontady, czyli skuteczne odrobienie strat. Spotkania Barçy cieszyły się dużym zainteresowaniem także wśród postronnych kibiców, bowiem często były pełne emocji. Nie inaczej stało się wczoraj, gdy Blaugrana schodziła na przerwę przegrywając 0:2. Co ciekawe, także i ostatnie starcie na Estadi Ciutat de Valencia mialo podobny przebieg, a piłkarze Barçy zwycięstwo zapewnili sobie dopiero w samej końcówce - starcie zostało zakończone pamiętną główką Luuka de Jonga.
3. Lider obrony poszukiwany...
Warto jednak chwilę zatrzymać się nad tym, co doprowadziło do tego, że Barça w ogóle musiała odrabiać straty. Levante miało jasny plan na mecz: próba przechytrzenia wysoko ustawionej linii obrony gości i uniknięcia spalonego. Sędzia liniowy zdawał się unosić chorągiewkę zupełnie losowo, natomiast gdy już drużyna z Walencji mogła kontynuować akcję, to tworzyła spore zagrożenie. Niestety, nowa para stoperów (?) Barçy nie zaprezentowała się wczoraj najlepiej - zwłaszcza Pau Cubarsí dał się przy pierwszym golu ograć w sposób odpowiadający jego metryce, a nie doświadczeniu boiskowemu. Po odejściu Iñigo Martíneza, ktoś musi wykonać krok do przodu i przejąć jego liderską rolę.
4. ... lider pomocy jest jasny...
Pierwsza połowa - Casadó, Pedri, Raphinha. Druga połowa - Gavi, Pedri, Olmo. Nietrudno dostrzec jedyny stały element w środku pola FC Barcelony. Choć Pedri nie był tak błyskotliwy w rozegraniu, jak nas do tego przyzwyczaił, to i tak okazał się kluczowy. To on był zdecydowanie najczęściej przy piłce (144 kontakty!), to on stworzył najlepszą sytuację Barçy w pierwszej połowie (dogranie do Ferrana Torresa, który uderzył w poprzeczkę) i to wreszcie on dał sygnał do odrabiania strat pięknym uderzeniem w okienko. Mimo młodego wieku Kanaryjczyk rozpoczął właśnie szósty (!) sezon w pierwszym składzie Barçy. Obecnie trudno wyobrazić sobie tę drużynę bez niego. Na marginesie warto zauważyć, że znany z unikania kontrowersji zawodnik mocno wypowiedział się o decyzji sędziego Hernándeza Hernándeza o przyznaniu na rzecz Levante rzutu karnego.
5. ... lider ataku szkodził i pomagał
Lamine Yamal napędził wczoraj trzy akcje bramkowe. Niestety, po dwóch z nich gole padły dla... Levante. Hiszpan najpierw stracił piłkę stosunkowo blisko środkowej linii boiska, a koledzy z obrony nie zdążyli założyć pułapki ofsajdowej. Następnie, tuż przed przerwą, młody zawodnik za wszelką cenę szukał strzału sprzed pola karnego, co zakończyło się kolejną kontrą gospodarzy i ich bramką. Nastolatkowi nie można zarzucić, że uchyla się od odpowiedzialności - on także zaliczył ponad 100 kontaktów z piłką, a przy tym wszedł w aż 24 pojedynki (12 skutecznych) i 19 razy podjął próbę dryblingu (9 skutecznych - statystyki za SofaScore). Widoczne było jednak, że tego dnia piłka zwyczajnie mu "nie siedziała" - można się zresztą spodziewać, że zabieg z murawą gospodarze przygotowali specjalnie dla niego. Ostatecznie jednak Lamine po raz kolejny okazał się kluczowy - to po jego wrzutce Levante Elguezabal trafił do własnej siatki. Ewidentne jest jednak, że gra młodego zawodnika w tym sezonie ewoluuje, a on sam jeszcze częściej podejmuje ryzyko, co wymaga zmian strukturalnych w całej drużynie.
Komentarze (57)