Albert Masnou: "Emocjonujące i imponujące było pożegnanie argentyńskich kibiców z Leo Messim w jego ostatnim meczu w barwach Albicelestes rozgrywanym w kraju. Napastnik nie zamknął drzwi przed udziałem w przyszłorocznym mundialu w Ameryce Północnej, ale stało się jasne, że wczorajsze spotkanie przeciwko Wenezueli (3:0) było jego ostatnim oficjalnym występem w ojczyźnie. Kibice, którzy wypełnili po brzegi Monumental, zgotowali mu zasłużony i długi hołd za 20 lat kariery w reprezentacji.
Leo Messi się wzruszył, zapłakał i podziękował za tę miłość: Móc zakończyć w ten sposób tutaj, to było moje marzenie od zawsze, móc świętować z moimi ludźmi. Przez wiele lat miałem to uczucie w Barcelonie, wciąż je mam, a moim marzeniem było przeżyć to także tutaj, w moim kraju, z moimi ludźmi – powiedział. Początki Messiego z Argentyną były trudne, bo sukcesy, które osiągał w Barcelonie, nie przekładały się na kadrę. Błyszczał w barwach Blaugrany, a cierpiał z Albicelestes. Oskarżano go, że nie czuje koszulki. Nawet raz zakończył karierę reprezentacyjną, ale wrócił, by wygrać mundial i dwa razy Copa América. Odchodzi w pokoju z drużyną, której bronił do upadłego. A teraz drużyna oddaje mu wszystko tym pierwszym hołdem, który sprawił, że płakał Leo, jego koledzy z zespołu i każdy, kto oglądał te obrazy. To było poruszające. A z perspektywy Barcelony - bardzo smutne.
Bardzo smutne, bo jeśli Leo spędził 20 lat w reprezentacji Argentyny, to 21 w Barcelonie i to właśnie na Camp Nou osiągnął swoje największe sukcesy, które przyniosły mu aż osiem Złotych Piłek i status najlepszego piłkarza, jakiego kiedykolwiek widziano na boisku. Mit, punkt odniesienia dla obecnych i przyszłych pokoleń. Najlepszy z najlepszych.
A ten dorobek został zlekceważony przez Joana Laportę - tego samego, który wyrzucił go z klubu po obietnicach wiecznej miłości, który użył jego nazwiska, by wygrać wybory, a potem powiedział mu, że nie może przedłużyć kontraktu. W jeden dzień przeszedł od podpisania nowej umowy do podpisania rozstania. To była pełnoprawna upokarzająca zniewaga Messiego i futbolu w ogóle. Lekceważenie, którego wciąż nie da się przełknąć, choć minęły już cztery lata. Nadal boli tyle kłamstw. A culé patrzy dziś z zazdrością, jak kibice Argentyny mogą pożegnać zawodnika, którego będą pamiętać całe życie. Culé czeka, aż nadejdzie ten moment - moment, który nie nastąpi, dopóki Laporta pozostanie na stanowisku".
Komentarz FCBarca.com: Obrazki z Monumental robią wrażenie i trudno się dziwić, że culés patrzą na nie z zazdrością. Łatwo jednak sprowadzić całą historię do tezy, że Barça "nie uhonorowała" Leo. W rzeczywistości w 2021 roku klub po prostu nie miał możliwości zarejestrowania nowej umowy Messiego w ramach limitów LaLigi. Formalności i przepisy okazały się silniejsze od woli obu stron - i dlatego rozstanie wyglądało tak brutalnie. To prawda, że Laporta obiecał coś, czego nie dało się spełnić - i tu rodzi się największy żal. Deklaracje zderzyły się z matematyczną rzeczywistością. Messi musiał odejść, choć chciał zostać, a culés zostali z poczuciem zdrady i niespełnienia. Dlatego od czterech lat kibice czekają na moment, w którym klub wreszcie naprawi tamtą ranę. Laporta nieustannie podkreśla, że planuje wielkie pożegnanie na nowym Camp Nou - i dopiero wtedy Barcelona będzie mogła powiedzieć Leo "dziękuję" tak, jak na to zasługuje.
Komentarze (25)