„Czy socios Barçy są ślepi, głusi czy obojętni?” – tak brzmi tytuł felietonu Pedro Moraty (Marca), który w swoim tekście wypowiedział się na temat działań zarządu FC Barcelony i prezydenta Joana Laporty. Poniżej podsumowanie artykułu z przetłumaczonymi fragmentami.
– Lubię Joana Laportę. Kto go nie lubi? Jest człowiekiem o szczególnym uroku i wdzięku. Miałem okazję zjeść z nim prywatny posiłek i jest on bardzo miłym towarzyszem. Łatwo go polubić. Ma wrogów, jak każda osoba piastująca ważne stanowisko. Ścigają go plotki, których do tej pory nie udało się udowodnić. Wszystko to zdarza się często w przypadku osób sprawujących władzę i pełniących swoje funkcje przez wiele lat – pisze we wstępie dziennikarz.
– Jestem zdumiony tym, co dzieje się w Barcelonie, ponieważ żaden z socios, o ile mi wiadomo, nie zwrócił się do sądu ani nie złożył skargi lub wniosku o udzielenie informacji przed podjęciem działań sądowych. Czy Víctor Font myśli, że prezydentura spadnie mu z nieba? Joan Laporta nie zostanie usunięty z Barçy przez wybory, mając tak słabego rywala jak Víctor Font. Jeśli jeszcze tego nie zrozumiał, to dlatego, że nadal jest w przedszkolu. Laporta jest piep*zonym mistrzem barcelonismo, pomimo wielu przeciwności losu – czytamy dalej. Pedro Morata przedstawia następnie sprawy, które są „najbardziej nie do przyjęcia”.
NIKE
"49 milionów euro prowizji dla Darrena Deina za wynegocjowanie nowej umowy z Nike. Kwota jest tak ogromna i tak żenująca, że nie rozumiem, dlaczego prokuratura nie podjęła działań. 2,9% wartości kontraktu z Nike, wypłacone zgodnie z wyjaśnieniami obu stron (prawie 30 tysięcy euro dla Barçy). Od 1998 roku klub nigdy nie potrzebował pośrednika do negocjacji z Nike. Negocjacje prowadzono bezpośrednio, unikając płatności, które można było przeznaczyć na przykład na transfery zawodników.
Darren Dein jest znanym w Barçy pośrednikiem handlowym. Nie jest to pierwszy raz, kiedy Barça z nim współpracuje, ale nigdy nie dotyczyło to czegoś tak obraźliwego w oczach wszystkich. Jego ojciec David pomógł już Laporcie w wyborczej obietnicy dotyczącej Beckhama. A syn Darren uczestniczył na przykład w sprowadzeniu Thierry'ego Henry'ego.
Wiem na pewno, że cała prowizja w wysokości 49 milionów euro nie została pobrana wyłącznie przez Darrena Deina. Piszę to, ponieważ doskonale wiem, że są na to świadkowie, którzy mi to potwierdzili. Pobieranie prowizji nie jest nielegalne. Nielegalne jest natomiast pobieranie części tej prowizji przez osobę, która nie powinna tego robić. Inną kwestią jest estetyka. Ja zajmuję się estetyką, a druga kwestia powinna być przedmiotem zainteresowania sędziego, gdyby tak rzeczywiście było. Nie mogę udowodnić, że Darren Dein nie otrzymał nic poza niewielkim procentem, ale mogę udowodnić, że sam to przyznał. Ten sam Darren Dein otrzymuje również 5% rocznego dochodu z umowy ze Spotify".
LIMAK
"W Barcelonie tylko dwie osoby wiedziały, że wybór tureckiej firmy budowlanej pachniał nieświeżą rybą. Było to bardzo dziwne, biorąc pod uwagę, że zgłosiły się firmy budowlane o międzynarodowym doświadczeniu, takie jak FCC.
Jednak Limak została wybrana bez spełnienia początkowych warunków i dostosowania do niej zasad, zmieniając je tak, aby mogła wygrać. Informacja ta nie została zaprzeczona przez Barçę, a skarbnik Ferrán Olivé stwierdził, że Limak „została wybrana przez Goldman Sachs”. W związku z tym cała ta farsa z warunkami i komisją kierowniczą do wyboru firmy budowlanej była tylko teatrem, a poprzednicy byli zwykłymi manekinami. Co za wstyd. Jak to możliwe, że barbarzyństwo, brutalność i bezczelność stały się normą? Żyjemy w świecie, w którym nic już nas nie szokuje, a w szczególności w świecie piłki nożnej. Do krateru normalności trafiają wszelkiego rodzaju ekscesy i barbarzyństwa. Nikt się już niczego nie wstydzi.
W nie tak odległej przeszłości prezydent nie odważyłby się robić takich niegodnych, ostentacyjnych rzeczy, płacić tak wygórowanych prowizji itp. Przyznaję, że być może jestem nieco przestarzały, ale moralność nie ma wieku. Nie powinna tracić ważności. Jednak nie tylko straciła ważność, ale wręcz umarła, wraz z apatią i zmęczeniem społecznym ludzi. Socjologiczna kapitulacja. Zwycięstwo tych, którzy nie znają granic.
Wracając do Limak: trzeba było to zrobić na siłę, ponieważ nie było możliwości, aby była to najlepsza opcja, więc firma budowlana zgodziła się ukończyć stadion w listopadzie 2024 roku i płacić 1 milion dziennie za każdy dzień opóźnienia. To sprawiło, że firma została wybrana, wiedząc, że nie da się dotrzymać terminów ani zapłacić kary, ale wszyscy milczeli. Milczało społeczeństwo obywatelskie Katalonii (architekci, stowarzyszenia, partnerzy itp.).
Teraz jest problem i wszyscy szukają kogoś, kogo można obarczyć winą. Laporta miałby ogromną przewagę, gdyby mógł wyegzekwować od Limak ponad 300 milionów euro, które już są należne z tytułu kary, ale ani nie zamierza ich wyegzekwować, ani Limak nie zamierza ich zapłacić. Wiedzą o tym również dwaj poprzednicy. Być może rozegrają jakiś teatrzyk, domagając się ich zwrotu.
Umowa między Barçą a Limak jest bardzo brzydka. Wydziela zapach, który wszyscy rozpoznajemy i domyślamy się, ale trzeba to udowodnić. Wydaje się jednak, że wystarczają wyjaśnienia klubu, które są w zasadzie nie do przyjęcia: że wybrał ją Goldman Sachs (co już jest przedmiotem dochodzenia) i że technicznie jest lepiej przygotowana niż większość dużych hiszpańskich firm budowlanych.
Nie wspominam nawet o całym tym bałaganie w księgowości Barçy, z ciągłymi poprawkami i korektami dokonywanymi przez samych audytorów klubu. Bez rzeczywistych 627 milionów z dźwigni i sprzedaży majątku Barça straciłaby ponad 600 milionów w ciągu ostatnich 5 sezonów".
Laporta pozywa Bartomeu
"Pomijając wszystkie powyższe okrucieństwa oraz kwestie finansowe, dźwignie i straty, przeczytałem ostatnio, że sam Laporta pozwał swojego poprzednika i dawnego przyjaciela Bartomeu za prowizję w wysokości 8,5 mln euro wypłaconą pośrednikowi Minguelli w związku z transferem Malcoma. Muszę też powiedzieć, że uważam tę prowizję za bardzo wysoką, tylko za to, że udało się zapobiec jego transferowi do Romy, kiedy był już na lotnisku, aby lecieć do Rzymu.
Oprócz tej sprawy skarga dotyczy również 15 milionów euro wypłaconych Atlético Madryt w ramach transferu Griezmanna. Barça była narażona na realne niebezpieczeństwo, że Atléti udowodni, że Barça negocjowała z zawodnikiem, który miał ważny kontrakt, i w związku z tym miałaby kłopoty. Dlatego oprócz 120 milionów z klauzuli, Barça uzgodniła z Atléti polubowne odszkodowanie w wysokości kolejnych 15 milionów, któremu nadano formę prawną poprzez opcje zakupu zawodników trzeciego poziomu z Atléti.
Laporta ma prawo złożyć skargę, jeśli uważa, że Barça poniosła szkodę lub pieniądze trafiły nielegalnie w niepowołane ręce. Bartomeu również może przedstawić dowody, jeśli je posiada, i wyjaśnić sprawę. Jednak kwestie z czasów Bartomeu w porównaniu z tymi, o których wspomniałem wcześniej w odniesieniu do Laporty… to zaledwie ziarenko piasku na całej plaży.
A co z nami, dziennikarzami? Czy codzienne przekazywanie lub uzupełnianie informacji o Barçy jest tak ważne dla mediów lub dziennikarzy, że lekceważą oni dochodzenie, które prowadzono od zawsze, dotyczące wszystkich tych spraw, które mają miejsce i są naprawdę skandaliczne? Czy w dziennikarstwie sportowym Barcelony zapanowała taka wygoda, że mamy skurcze karku od odwracania wzroku od wiadomości o transferach, wywiadów lub uprzejmych telefonów rzeczników Barçy na co dzień? Jak możemy wymagać od dziennikarzy rygoru wobec prezesów, skoro sami leżymy na plecach i tym samym jesteśmy częścią problemu, ponieważ zrezygnowaliśmy z sensu istnienia naszego zawodu?
To prawda, że dziennikarze nie są właścicielami Barçy. Ale jesteśmy właścicielami naszego sumienia i poza nielicznymi, godnymi szacunku wyjątkami (które można policzyć na palcach jednej ręki), zawód ten poddał się lub dostosował do dyplomacji, a nie dziennikarstwa w mieście i klubie, w którym mają miejsce te prawdziwe barbarzyństwa, które powszechna kapitulacja pomogła znormalizować. Jaka szkoda. Jaka bezsilność. Jakie to smutne. Fair Play, zasada 1:1 to żart w porównaniu z powyższym.
I tu zadaję sobie pytanie o rolę właścicieli klubu: czy socios Barçy są ślepi, głusi, obojętni, czy po prostu nic ich nie obchodzi? Tak jak Laporta poszedł do sądu przeciwko Bartomeu, czy naprawdę nie ma ani jednego socio Barçy, który chciałby wiedzieć, czy jego klub jest okradany, i upewnić się, że nie ma w tym wszystkim nic nielegalnego ani nieprawidłowego? Jeśli spośród 140.000 socios Barçy nie ma ani jednego, który poszedłby do sądu... to niech żyje Laporta!
To, co robi i czego nie robi, jest dla wszystkich dobre. Jeśli liczą się tylko chwilowe wyniki, w obliczu tych wątpliwości, tych czynów, tych obscenicznych płatności, to wyłączmy to i chodźmy sobie. Niech robi, co chce, i niech żaden socio klubu nie narzeka potem na nic, a tym bardziej nie chwali się, że jest prawdziwym kibicem Barcelony.
Nie mam żadnego interesu ani złych intencji, aby Laporta trafił do sądu. Wręcz przeciwnie. Jeśli on trafił do sądu jako prezes i socio klubu, to dlaczego nikt inny nie mógłby zrobić tego samego w sprawie ekstrawaganckich i podejrzanych działań jego zarządu? A priori przyznaję mu domniemanie niewinności i zakładam, że nie ma w tym nic nielegalnego: jeśli pójdzie do sądu i wygra, będzie miał jeszcze większą siłę, aby wygrać najbliższe wybory (które i tak wygra, nawet jeśli są co do tego wątpliwości). Nie ufam jednak barcelonismo w tej kwestii. Pokornie przepraszam za moje wątpliwości".
Komentarze (4)