"Plan szokowy" Hansiego Flicka

Mateusz Doniec

27 listopada 2025, 08:47

Sport

91 komentarzy

Fot. Getty Images

Mimo dotkliwej porażki z Chelsea Hansi Flick był po meczu bardzo stanowczy. Zapowiedział, że zobaczymy inną Barçę. Wie, co musi zrobić, by poprawić grę swoich piłkarzy, zwłaszcza w defensywie, i ma świadomość, że w nadchodzących tygodniach inne aspekty również powinny zacząć działać na korzyść kierowanej przez niego drużyny. Dziennik Sport nazywa to "planem szokowym" Flicka. Plan ten zakłada:

Powrót kontuzjowanych

W ostatnich tygodniach gabinet medyczny Barçy był przepełniony. Ważni dla wyjściowego składu zawodnicy, tacy jak Joan García, Raphinha czy Pedri, byli poza grą, a Lamine nie mógł występować na 100% ze względu na problemy z pachwiną. Stopniowo zawodnicy ci wracali jednak do zdrowia. Joan García rozegrał już dwa ostatnie mecze i daje bezpieczeństwo. Raphinha wrócił na boisko w starciu z Athletikiem i dostał minuty w Londynie - jest już gotowy, by wyjść od początku. Jego obecność ma kluczowe znaczenie dla pressingu. Na mecz z Alavés będzie mógł znaleźć się w kadrze także Pedri. Poza grą pozostaną jedynie Ter Stegen i Gavi, a Flick wreszcie będzie mógł dać oddech kilku zawodnikom przy bardzo napiętym kalendarzu aż do końca sezonu.

Lamine idący w górę

Jednym z piłkarzy, którzy nie mogli dawać z siebie wszystkiego w pierwszym fragmencie sezonu, jest Lamine Yamal - najbardziej nieprzewidywalny i kluczowy ofensywnie zawodnik zespołu. Młody napastnik z Rocafondy prezentował niższy poziom występów z powodu pubalgii, która sprawiła, że opuścił pięć meczów, w tym ligową porażkę z Sevillą na Pizjuán.

W przypadku Lamine Yamala stosowano konkretny plan, by jego powrót przebiegł pomyślnie. To prawda, że jego występ na Stamford Bridge - podobnie jak całej drużyny - nie był dobry, ale równie prawdą jest, że jego forma rośnie wraz z upływem tygodni i stopniowym ustępowaniem dolegliwości w okolicach spojenia łonowego. Zagrał świetnie w Brugii, a jego mecze z Celtą i Athletikiem również były bardzo udane. Gdy Lamine jest w dobrej dyspozycji, siła ofensywna Barçy zdecydowanie rośnie.

W klubie przyznają jednak, że pojawia się pewien niepokój związany z tym, iż Lamine stał się w każdym wyjazdowym spotkaniu publicznym wrogiem numer jeden. Tak było we wtorek na Stamford Bridge, taki sam scenariusz miał miejsce w Brugii i podobnie w El Clásico na Santiago Bernabéu, gdzie mecz zakończył się awanturą.

Wzlot od stycznia

Drużyna nie może grać przez cały sezon na 100%. W poprzednim sezonie zespół Flicka zanotował bardzo słabe wyniki w listopadzie i grudniu, które wniosły do klubowego słownika określenie "shit november". Kiedy wielu uznało, że Barcelona pożegnała się z walką o tytuł, drużyna od stycznia odbiła i ostatecznie zdobyła krajowy triplet, będąc o minuty od wejścia do finału Ligi Mistrzów.

Sztab jest przekonany, że w tym sezonie scenariusz będzie podobny i od stycznia zobaczymy drużynę na wyśmienitym poziomie - wtedy też rozgrywany będzie pierwszy tytuł w sezonie, Superpuchar w Arabii Saudyjskiej. Barça zmierzy się w półfinale z Athletikiem, a Real i Atlético Madryt zagrają w drugim półfinale.

Powrót na Spotify Camp Nou

Choć poprzedni sezon na Estadi Olimpic Lluís Companys nie był dla zespołu Flicka zły, wszyscy czekali jak na zbawienie na powrót na Spotify Camp Nou. Powrót do domu to dodatkowa motywacja dla całej grupy. Teraz drużyna może grać przy 45 tysiącach kibiców, a wkrótce liczba ta wzrośnie do 62 tysięcy.

Piłkarze Barçy rozegrali już świetne spotkanie w minioną sobotę przeciwko Athletikowi i są przekonani, że z pomocą kibiców mogą zmienić Spotify Camp Nou w twierdzę nie do zdobycia zarówno w lidze, jak i w Lidze Mistrzów, w której podejmą Eintracht i FC Kopenhagę.

Poprawa systemu defensywny

Choć nigdy nie powiedział tego publicznie, Flickowi nie spodobało się odejście Iñigo Martíneza - lidera defensywy i kluczowego elementu systemu obronnego w poprzednim sezonie. Barça traci wiele bramek: po pierwsze, rywale znają już jej sposób gry, a po drugie, pojawia się zbyt wiele niedoskonałości w ustawieniu. Niemiecki trener nieustannie powtarza, że fundamentem jest dobra presja na rywalu, gdy ma piłkę, i właśnie nad tym pracuje i naciska każdego dnia.

Rywaliacja to obowiązek

Flick dostrzegł kilka pozytywnych rzeczy w dotkliwej porażce na Stamford Bridge, ale nie spodobało mu się, że drużyna opuściła ręce przez znaczną część drugiej połowy, zwłaszcza po drugim golu Chelsea autorstwa Estevão. Sprawiało to wrażenie, że zawodnicy - grając w dziesiątkę i przegrywając dwoma bramkami - uznali zdobycie punktów w Londynie za niemożliwe.

Niemiecki szkoleniowiec jest przekonany, że wszystkie powyższe punkty zostaną spełnione i że Barça będzie inną, znacznie silniejszą drużyną niż ta, którą widziano przeciwko Chelsea czy w innych meczach, takich jak te z PSG czy Realem Madryt. W większej sile i lepszej wersji siebie Barça ma rywalizować w każdym spotkaniu i walczyć o wszystkie możliwe trofea.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (91)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze