Porażka Barcelony z Atlético była dla kibiców katalońskiego klubu prawdziwym szokiem. Po tym spotkaniu możemy wyciągnąć wnioski dotyczące problemów ciągnących się od dłuższego czasu, a uwidaczniających się w specyficznych okolicznościach, które miały miejsce właśnie na Metropolitano.
1. Wyjątkowo koszmarny mecz
Wszelkie analizy trzeba rozpocząć podstawowym założeniem, że był to po prostu z perspektywy Barcelony szczególnie paskudny i też pechowy mecz. Takie spotkania, w których wszystko układa się fatalnie dla drużyny, można policzyć w skali sezonu na palcach jednej ręki (co najwyżej). Począwszy od braku kluczowych piłkarzy, przez koszmarny indywidualny błąd świetnego bramkarza, który podciął skrzydła, wynikający z tego rozpęd rywala, brak wykorzystania nielicznych szans, decyzje sędziowskie hamujące remontadę Barcelony, wreszcie konieczność gry w osłabieniu w ostatniej fazie pojedynku. Nie chodzi o to, żeby bagatelizować fatalną grę zespołu (zaraz do tego przejdziemy), bo nic nie może jej usprawiedliwić, jednak powinniśmy brać pod uwagę, że takie spotkanie, gdy w zasadzie nikomu na boisku nic nie wychodzi, prawdopodobnie już się Blaugranie w tym sezonie nie przydarzy. Bo, jeżeli byśmy mieli wyciągać daleko idące wnioski po tym jednym starciu, niechybnie musielibyśmy stwierdzić, że do wymiany jest w zasadzie literalnie wszystko.
2. Problemy fizyczne
Często się mówi, że w futbolu wszystko zaczyna się od przygotowania fizycznego i odnoszę wrażenie, że tutaj też tkwił podstawowy problem Barcelony. Podopieczni Flicka w najważniejszych momentach akcji bardzo odstawali od rywali, byli wolniejsi, mniej wytrzymali, słabsi. Dynamicznie grający zawodnicy Atlético całkowicie zdominowali Blaugranę na poziomie fizycznym. Widać to np. po licznych przegranych pojedynkach szybkościowych takiego sprintera jak Alejandro Balde. Coś tu było nie tak, niezależnie od tego, czy przyczyną był bardzo późny nocny przylot do Madrytu, co mogło zaburzyć rytm dobowy graczy Barçy, czy też zmęczenie natłokiem meczów z ostatnich tygodni. A gdy fizyczność siada, wszystkie inne problemy i wady mogą się tylko jeszcze mocniej uwidaczniać.
3. Krucha obrona i brak kontroli
Oczywiście fizyczność to jedno, a błędne ustawienia i reakcje to inne tematy. Ich również absolutnie nie można bagatelizować. Zwłaszcza że mieliśmy do czynienia z całym mnóstwem złych zachowań w drużynie Barcelony. Zbyt wysokie ustawienie obrony przy gorszym stanie fizycznym było proszeniem się o kłopoty. Zwłaszcza gdy rywal miał doskonale rozczytane, co powinien robić w takich sytuacjach. W ostatnich tygodniach Barça zazwyczaj tę linię miała względnie stonowaną jak na zespół Flicka, a jednak dziś, po utracie bramki, znów wychodziła wręcz na połowę przeciwnika, nawet gdy nie była pod jego polem karnym. Nadmierne ryzyko kompletnie nie popłaciło, zwłaszcza w omawianych okolicznościach, przy braku Pedriego czy Raphinhi usprawniających cały mechanizm pressingowy. Do tego dochodzą złe zachowania pojedynczych graczy - błędne rotowanie w obronie, koszmarnie powolne powroty (De Jong [*]), zbyt wysokie wyskoki do krycia i brak świadomości tego, co dzieje się za plecami. Nie możemy też uciekać od tematu braku kontroli przy posiadaniu piłki w pierwszej połowie, uspokojenia gry, bo w powstałym chaosie Atlético odnajdywało się doskonale.
https://x.com/Pedrigavilamine/status/2022302430289920092
4. Sędziowie trzymają poziom
Co prawda jest on okropnie niski, ale przynajmniej solidny, żeby nie użyć innego, powszechnie wykorzystywanego w mowie potocznej zwrotu. Całe to zamieszanie związane z anulowaniem gola Pau Cubarsíego musi wystawić zespołowi sędziowskiemu niską notę. Tym bardziej, że ostatnie ujęcia wskazują, że spalonego nie było, a znów użyto błędną klatkę do wyznaczenia linii. Gdyby to był pierwszy raz w tym sezonie, można by machnąć ręką, ale podobna sytuacja miała już miejsce np. w starciu z Realem Sociedad. A przecież dosłownie chwilę wcześniej VAR nie był tak skrupulatny, gdy Giuliano Simeone wjeżdżał w nogę Alejandro Balde. Znów po meczu w Hiszpanii gros dyskusji zajmują kwestie sędziowskie i nie bez powodu.
5. Co z tymi zmianami?
Atlético prowadzi w drugiej połowie. Jakie zmiany robi Simeone? Wpuszcza trzech ofensywnych piłkarzy. Barcelona przegrywa w drugiej połowie. Jakie zmiany robi Flick? Wpuszcza trzech defensorów. Można wskazywać, że trener Barçy zrobił ofensywną zmianę jeszcze w pierwszej połowie, a ostatnia korekta wynikała z czerwonej kartki Erica Garcíi. To wszystko prawda, ale trudno nie odnieść wrażenia, że Flick znów ogranicza się do określonych nazwisk w ataku. Ta ofensywa drużyny nie funkcjonowała dobrze, Lamine Yamal był mocno osamotniony, a Fermín López nieskuteczny. Mimo to niemiecki szkoleniowiec od wejścia Lewandowskiego już do końca grał takim samym atakiem, jakby miało dojść do jakiejś magicznej zmiany tego, co nie działa. Świetne występy Roony’ego Bardghjiego popadają w zapomnienie, Szwed coraz mocniej rdzewieje, a Barça wkrótce znów nie będzie miała żadnej opcji na wypadek kontuzji. Wskazuję na ten aspekt, bo nie jest to pierwsza sytuacja, gdy Barcelona musi gonić wynik, a tych roszad za bardzo nie widać, gdy pole manewru jest ograniczone urazami. Znów powtarza się wariant, że Barça nie ma przygotowanej alternatywy, nie wpuści nikogo świeżego do ataku, nie wprowadzi jakiegoś elementu zaskoczenia struktury defensywnej rywala. Pozostaje tylko się modlić, żeby kontuzje oszczędzały napastników, ale przy tak wąskiej rotacji to zakrawa na cud.
Takie i wiele innych ciekawych statystyk oraz wyniki na żywo znajdziesz u naszego Partnera - aplikacji Superscore.
Komentarze (31)