Pięć wniosków po meczu z Newcastle

Michał Gajdek

19 marca 2026, 11:48

69 komentarzy

Fot. Getty Images

FC Barcelona rozbiła Newcastle aż 7:2 i awansowała do ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Co warto wyróżnić po tym spotkaniu?

1. Dzień świstaka

Biorąc pod uwagę że Barcelona już w pierwszej połowie strzeliła aż trzy bramki, tak naprawdę losy dwumeczu powinny zostać rozstrzygnięte już wtedy. Tak się jednak nie stało z uwagi na tradycyjną już niefrasobliwość podopiecznych Hansiego Flicka w obronie. Po raz kolejny Barça straciła właściwie identyczne bramki: piłka za plecy obrońców na skrzydło, a następnie dogranie w pole karne, gdzie czeka już zawodnik, który z najbliższej odległości pakuje ją do siatki. Jeżeli Blaugranę stać na to, żeby w każdym meczu strzelać siedem goli, to na nieporadność w defensywie i straty takie jak ta Lamine Yamala można przymknąć oko. Jeżeli nie - co wydaje się niestety bardziej prawdopodobne - to w kolejnych meczach Champions League trzeba będzie wreszcie spróbować zachować czyste konto.

2. Dobrana para 

Pau Cubarsí oraz Gerard Martin. Przed startem sezonu pewnie nikt by nie pomyślał, że właśnie ci zawodnicy regularnie będą tworzyć parę stoperów FC Barcelony. Choć w świetle poprzedniego wniosku może to zabrzmieć dziwnie, to akurat do obu Hiszpanów trudno się przyczepić. Na wyróżnienie zasługuje z pewnością fakt, że przez 180 minut dwumeczu Newcastle nie tylko nie zdobyło żadnego gola po stałym fragmencie gry, ale nawet nie za specjalnie tworzyło jakiekolwiek zagrożenie pod bramką Joana Garcíi. Cubarsí zaczyna przypominać swoją najlepszą wersję i ewidentnie pozytywnie wpływa na niego gra z lewonożnym partnerem. Gerard Martín zasługuje na słowa uznania także w aspektach ofensywnych - to on rozpoczął dwie akcje bramkowe, a także zaliczył przytomną asystę. 

3. Jestem legendą

Rzadko się zdarza, żeby piłkarz rozegrał tak diametralnie różne połowy. Nie ma co owijać w bawełnę - przed przerwą Robert Lewandowski wyglądał zwyczajnie fatalnie. Nie mógł znaleźć sobie miejsca na boisku, przegrywał pojedynki fizyczne, piłka mu odskakiwała i zmarnował świetną sytuację. W drugiej połowie Lewy pokazał zaś, czemu nie jest przypadkiem, że konsekwentnie bije wszystkie możliwe rekordy. Istnieje spora szansa, że po zaledwie 4 latach w FC Barcelonie Polak zostanie drugim najlepszym strzelcem w historii klubu w Lidze Mistrzów i wskoczy do czołówki klasyfikacji najbardziej skutecznych zawodników Barçy ogółem. Lewy patrzy, jak jego rola się zmienia - wydaje się, że w hierarchii strzelców rzutów karnych spadł już na trzecie miejsce, po Raphinhi oraz Lamine Yamalu (kolejność dowolna). Zobaczymy, czy w ogóle i jaką funkcję będzie pełnił w Barcelonie w przyszłym sezonie. Jedno jest jednak pewne - mamy tu do czynienia z jednym z najlepszych napastników w historii i legendą klubu. Cieszmy się, póki możemy go jeszcze oglądać. 

4. Fantastyczna czwórka 

Gdy zespół zdobywa siedem bramek, trudno nie poświęcić choć trochę miejsca każdemu z zawodników ofensywnych. Nie tylko Lewandowski zagrał świetne spotkanie. Lamine Yamal nie popisał się w defensywie, ale wziął na siebie odpowiedzialność i zamienił na bramkę drugi w tym dwumeczu rzut karny; w drugiej połowie świetnie zaś obsłużył Lewandowskiego. Fermín i Raphinha asystowali sobie wzajemnie. Ponadto, Hiszpan był niezmordowany przy wychodzeniu na wolne pole. Brazylijczyk zaś był klasą samą dla siebie - dwie bramki i dwie asysty nie wymagają komentarza. Warto też docenić, że wszyscy zawodnicy ofensywni angażowali się w pressing. To w sporej mierze oni zdecydowali o tym, że piłkarze Newcastle, z najbardziej intensywnej ligi na świecie, zupełnie opadli z sił.

5. Hooligans

2020, 2021 - COVID. 2022, 2023 - wygnanie do Ligi Europy. 2024, 2025 - przenosiny na Montjuïc. Dziś Barcelona rozegrała pierwszy mecz fazy pucharowej Ligi Mistrzów przy publiczności zgromadzonej na Camp Nou od 2019 roku. Dość powiedzieć, że jako ostatni bramkę na stadionie z kibicami świętował… Leo Messi, popisując się fenomenalnym strzałem z rzutu wolnego przeciwko Liverpoolowi. Od tego czasu zarówno w futbolu, jak i w świecie ogólnie minęła epoka, jeżeli nie kilka. Jedno się jednak nie zmienia - piłkarze czują wsparcie fanów. Dziś można było zobaczyć, jak Fermín czy Lamine Yamal motywowali kibiców do jeszcze głośniejszego dopingu. Ci zaś stanęli - a właściwie, stanęliśmy - na wysokości zadania. Fakt, że udało się otworzyć Camp Nou dla prawie 60 tysięcy widzów to znakomita informacja. Szkoda jedynie, że nie nastąpiło to nieco wcześniej, gdy zespół potrzebował wsparcia kibiców podczas szaleńczej pogoni za Atlético. Cóż, nie można mieć wszystkiego - ale z pewnością obejrzymy jeszcze wiele magicznych nocy. 

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (69)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze