FC Barcelona wygrała 2:1 z Atlético i wykorzystała potknięcie Realu Madryt na Majorce. Przewaga Blaugrany nad Królewskimi w tabeli wynosi już siedem punktów. Z czego zapamiętamy wczorajsze spotkanie?
1. Mecz w cieniu kontrowersji
Kwestie czysto piłkarskie niestety zeszły wczoraj na drugi plan. Mimo że zobaczyliśmy kilka naprawdę ciekawych akcji, to w zbiorowej pamięci zostanie przede wszystkim jedna scena – interwencja VAR przy sytuacji z Gerardem Martínem i cofnięta czerwona kartka dla Hiszpana. To właśnie o tym epizodzie mówi dziś cały piłkarski świat i to on ustawił narrację wokół całego spotkania.
Nie ma sensu powielać tu wszystkich argumentów obu stron – jedni widzą w tej decyzji ewidentny błąd sędziego, inni obronę przed zbyt surową karą przy niecelowym zagraniu. Zakładam, że o tej sprawie wypowiedziały się już nawet Wasze ciocie przy śniadaniu wielkanocnym. I, jak to bywa w dyskusjach przy świątecznym stole, nikt nikogo nie przekona.
Warto jednak przy okazji zwrócić uwagę na pewien paradoks. Ostatecznie Atlético grało całą drugą połowę w osłabieniu i cofnęło się głęboko, zagęszczając pole karne i ograniczając się do kontr. Efekt? Barcelona miała przewagę jednego zawodnika, ale w praktyce oznaczało to mozolne rozbijanie nisko ustawionego bloku i momentami większe trudności, niż mogłoby to mieć miejsce przy grze dziesięciu na dziesięciu, gdy na boisku naturalnie pojawiłoby się więcej przestrzeni. Oczywiście nie chodzi o to, by twierdzić, że oszczędzając Gerarda Martína sędzia pomógł Atlético czy zaszkodził Barcelonie – w praktyce jednak podopiecznych Hansiego Flicka wcale nie spotkało łatwe zadanie.
Osobną kwestią jest to, jak wielki szum medialny powstał po kontrowersji, jakich w tej lidze - niestety - mamy wiele.
2. Warto oglądać mecze
Gdyby ktoś oceniał wczorajsze spotkanie wyłącznie na podstawie wyniku oraz listy strzelców i asystentów, mógłby dojść do wniosku, że Lamine Yamal zawiódł w kolejnym wielkim meczu. Taka teza szybko obnaża jednak jedno – brak kontaktu z rzeczywistością boiskową jej autora. Bo żeby tak pomyśleć, trzeba było po prostu nie oglądać meczu.
Lamine był wszędzie, szczególnie w pierwszej połowie, gdy na boisku było jeszcze więcej przestrzeni. Wymusił czerwoną kartkę rywala, choć warto zaznaczyć, że wcześniejsze zagranie Nico González, który złapał piłkę w ręce, było po prostu kuriozalne. Dryblingi, siatki, zagrania zewnętrzną częścią stopy – to był pełen repertuar nastolatka. Po przerwie, gdy na boisku było mniej miejsca, było też mniej błysku 10-tki Barçy, ale wciąż potrafił on stworzyć coś z niczego i był o krok od gola po świetnej akcji indywidualnej.
Poprzedni sezon pokazał nam, że najlepsza wersja Hiszpana przychodzi w decydującym momencie rozgrywek. W kluczowych tygodniach, gdy ważyły się losy trofeów, był bezapelacyjnie najlepszym piłkarzem świata. Jeśli historia ma się powtórzyć, to bardzo możliwe, że to, co zobaczyliśmy wczoraj, było dopiero preludium do tego, co nastolatek pokaże w najbliższych tygodniach.
3. Liczby jednak czasem kłamią...
We wczorajszym spotkaniu pierwszą bramkę zdobył Marcus Rashford po asyście Daniego Olmo. Zarówno Anglik, jak i Hiszpan na co dzień nie są pewni miejsca w wyjściowym składzie FC Barcelony. Zawodnik wypożyczony z Manchesteru United zastępował kontuzjowanego Raphinhę, natomiast mistrz Europy pełnił rolę fałszywej dziewiątki, podczas gdy na ławce pozostali Robert Lewandowski i Ferran Torres.
Choć obaj zapisali się w protokole meczowym, trudno uznać ich występ za w pełni satysfakcjonujący. Rashford był chaotyczny w ataku – wdawał się w niepotrzebne pojedynki, tracił piłki, a jego wkład w defensywę praktycznie nie istniał. Olmo z kolei długo nie potrafił znaleźć swojego miejsca i to nie on dochodził do najgroźniejszych sytuacji w sektorach typowych dla „dziewiątki”. Częściej pojawiał się tam Fermín López, choć jemu akurat brakowało wczoraj altruizmu oraz skuteczności.
Wniosek jest prosty – liczby jednak czasem mogą mylić. Barcelona potrzebuje znacznie lepszej wersji swoich ofensywnych zmienników, a szczególnie Rashforda. Dla Anglika najbliższe tygodnie to być albo nie być w Barcelonie, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że zastępuje kontuzjowanego Raphinhę. Na chwilę obecną wydanie na niego 30 milionów euro nie jest oczywistą decyzją.
4. ... A czasem nie
Robert Lewandowski pojawił się wczoraj na boisku dopiero w końcowej fazie meczu. Hansi Flick w przedmeczowym wywiadzie dał do zrozumienia, że Polak potrzebuje odpoczynku po komplecie minut rozegranych w barażach z Albanią i Szwecją. I zrobił dokładnie to, co do niego należy – zdobył bramkę. W sposób dość niecodzienny, bo "strzałem" klatką piersiową… trudno to jednoznacznie nazwać, ale najważniejsze, że pokonał Juana Musso.
To już drugi sezon z rzędu, gdy Lewandowski podaje Barcelonie tlen na Metropolitano, strzelając gola właściwie „z niczego”. Wystarczy przypomnieć sytuację z poprzednich rozgrywek po dośrodkowaniu Íñigo Martíneza, które zdecydowanie nie zapowiadało takiego finału.
Na drugim biegunie znalazł się Ferran Torres. Po niezłym okresie w reprezentacji wczoraj wrócił do swojej wersji z ostatnich tygodni. Jego seria bez gola trwa już ponad dwa miesiące, a wczoraj, gdy piłka trafiała do niego w polu karnym, nie było widać nawet przekonania, że jest w stanie pokonać bramkarza Atlético. Wczoraj problem napastnika w Barcelonie zamaskował Lewandowski, ale w perspektywie kolejnych tygodni może on tylko narastać – a Flick w decydującej fazie sezonu potrzebuje przynajmniej jednej „dziewiątki” w topowej formie. Pozostaje mieć nadzieję, żę Polak, który w tych rozgrywkach rozegrał najmniej minut od lat, pokaże nam jeszcze swoją najlepszą wersję.
5. Bitwa wygrana, a jak będzie z wojną?
FC Barcelona pokonując wczoraj Atlético istotnie przybliżyła się do mistrzostwa. Dwumecz w Lidze Mistrzów to jednak zupełnie inna historia. Nie ulega wątpliwości, że Diego Simeone zarządzał w tym meczu siłami – część kluczowych zawodników nawet nie podniosła się z ławki rezerwowych, niezależnie od wyniku. W lidze Atlético praktycznie nie ma już o co grać, natomiast w Europie wszystko zaczyna się od zera i Argentyńczyk z pewnością będzie chciał wykorzystać tę sytuację, by ponownie spróbować ograć w dwumeczu Hansiego Flicka.
Problem w tym, że Barcelona zapłaciła za to zwycięstwo fizycznie. Pedri, Lamine Yamal i inni kluczowi zawodnicy rozegrali pełne 90 minut, a z urazami zeszli Ronald Araújo oraz Marc Bernal. Ewentualna absencja tego drugiego byłaby szczególnie bolesna, biorąc pod uwagę, że na najbliższe spotkanie najpewniej nie zdąży wrócić Frenkie de Jong. Pozytywem są pierwsze minuty po urazie Julesa Koundé, choć z kolei Alejandro Balde w ogóle nie pojawił się na boisku (a João Cancelo skończył swój imponujący występ wyczerpany).
Kluczowe w rywalizacji w Lidze Mistrzów może okazać się to, z jaką kadrą i w jakiej formie fizycznej Flick podejdzie do tego dwumeczu. Pewnym atutem może być sytuacja w lidze – przewaga punktowa pozwala potencjalnie zdjąć nogę z gazu w derbach z Espanyolem rozgrywanych między starciami z Atlético. Z drugiej strony madrycki zespół tuż po rywalizacji z Barceloną zagra finał Pucharu Króla, więc również nie będzie mógł pozwolić sobie na maksymalne obciążenie w rewanżu. Wczoraj udało się zwyciężyć, ale dopiero w najbliższych dziesięciu dniach nadejdzie prawdziwy test – i odpowiedź na pytanie, kto wygra tę wojnę.
Komentarze (25)