Barcelona stoi przed niezwykle trudnym zadaniem odrobienia strat w rywalizacji z Atlético na Metropolitano. W katalońskim klubie panuje wiara, że remontada jest możliwa, i są ku temu konkretne argumenty.
Nastawienie zespołu
W klubie nie ma absolutnie żadnego cienia wątpliwości, że drużyna jest w stanie odrobić straty. Od władz klubu, przez sztab szkoleniowy, po piłkarzy - wszyscy wierzą, że jest to możliwe. Emanują pewnością siebie i przekonaniem o szansach na remontadę. Od samego nastawienia do sukcesu wiedzie długa droga przez wcielenie swoich założeń na sytuację boiskową, ale nie ma wątpliwości, że ta mentalna podstawa, która często jest fundamentem triumfów sportowych, jest odpowiednio mocna. Zawodnicy mają w sobie sportową złość, także wywołaną przebiegiem rywalizacji z Atlético, i głód sukcesu.
Trzy zwycięstwa nad Atlético Simeone
Podczas kadencji Hansiego Flicka Barcelonie udało się trzy razy wygrać z Atlético w rozmiarach, które dziś dałyby co najmniej dogrywkę. Warto przyjrzeć się zwłaszcza jednemu z tych meczów, rozgrywanemu na Metropolitano 16 marca ubiegłego roku w LaLidze. Barça do 72. minuty przegrywała 0:2, a jednak zdołała zwyciężyć 4:2. Skoro w tak krótkim czasie była w stanie strzelić rywalowi cztery gole, to czemu miałaby tego nie zrobić w większym wymiarze minut?
Pozostałe dwie wygrane miały już miejsce na stadionie Barcelony. Wygrana 3:0 w rewanżowym starciu półfinału Pucharu Króla nie dała drużynie awansu, ale pokazała, że ekipa Flicka jest w stanie całkowicie zdominować Atlético, pokazać swoją wyższość i wysoko zwyciężyć. W tym sezonie Barça ograła też Rojiblancos w LaLidze 3:1. To nie jest więc tak, że Blaugrana nie jest w stanie pokonać drużyny Diego Simeone w odpowiednich rozmiarach. A przecież Katalończycy nawet podczas słabego ostatniego sezonu Xaviego potrafili zwyciężyć na Metropolitano 3:0.
Królowa remontad
Barcelona pod wodzą Hansiego Flicka jest też specjalistką od odrabiania strat. Jak wylicza Mundo Deportivo, Barça potrafiła dokonać remontady aż 10 razy w tym sezonie - 7 razy w LaLidze i 3 w Lidze Mistrzów. Co więcej, 6 z tych przypadków miało miejsce na wyjazdach. Barcelona dwukrotnie odwracała losy rywalizacji ligowych z Atlético, zarówno we wspomnianym starciu u siebie (z 0:1 na 3:1), jak i potem na wyjeździe (z 0:1 na 2:1). Najważniejsze jest w tych wyliczeniach to, że ta drużyna nigdy się nie poddaje, nawet gdy dostaje duży cios. Ekipa Flicka potrafi odradzać się jak feniks z popiołów, a jej siła ofensywna pozwala na przełamywanie defensywy rywala broniącego wyniku. Poprzedni sezon Ligi Mistrzów też pokazał to dobitnie. Charakteru Barcelonie nie powinno zabraknąć.
Suma szczęścia wynosi (?) zero
Czasem przy próbie tych remontad, ale nie tylko, brakuje trochę szczęścia. W starciach z Atlético można odnieść wrażenie, że w dużej mierze to rywale mają fortunę po swojej stronie. Gdyby nie decyzje sędziowskie z pierwszego meczu w półfinale Pucharu Króla, rywalizacja mogłaby wyglądać inaczej. Barça miała pretensje do arbitrów również po starciu w Lidze Mistrzów, a przecież sama czerwona kartka Pau Cubarsíego nastąpiła w dość pechowych okolicznościach. Niezależnie od poziomu gry Katalończykom przydarzyło się w tych pojedynkach dużo złych rzeczy, natomiast w Atlético niemal wszystko potoczyło się po ich myśli. Być może, jak mawiał Andrzej Strejlau, suma szczęścia wynosi zero i teraz wszystko się wyrówna.
Przed meczem wskazywał na to nie kto inny jak Hansi Flick. Niemiec zwracał uwagę na znaczenie w futbolu pojedynczych momentów determinujących losy spotkania. Trener wyraził nadzieję, że tym razem będą one po stronie Barcelony. Do tej pory wyglądało to trochę tak, jakby Atlético wykorzystywało 100% tego, co dają mu jego możliwości, a Barça – nie do końca. Widać to po różnicy np. w oczekiwanych golach czy oddawanych strzałach – Blaugrana powinna mieć dużo więcej bramek w stosunku do tego, co produkuje. Może dziś po prostu w końcu będzie wpadać. Negatywny splot różnych okoliczności musi się w końcu rozwiązać.
Atlético nie ma już żelaznej defensywy
W tym kontekście warto dodać, że Atlético nie jest już tym samym defensywnym tytanem co kiedyś. W całym sezonie Rojiblancos stracili więcej bramek w LaLidze od krytykowanej defensywy Barcelony. Z kolei w Lidze Mistrzów dali sobie strzelić 24 gole, co jest drugim najgorszym wynikiem w rozgrywkach. Czyste konto zachowali jedynie w konfrontacji z… Blaugraną, grając jednak dużą część meczu w przewadze. A mimo to Barça potrafiła dominować nad grą, podczas gdy rywal nie był w stanie kontrolować sytuacji i przejąć inicjatywy. Atléti traci w Lidze Mistrzów średnio 1,85 bramki na spotkanie.
Osłabienia
Co więcej, Atlético zagra bez Marca Pubilla i Davida Hancko, swoich podstawowych defensorów. W obronie będzie musiał zatem wystąpić Clement Lenglet, który, o czym doskonale wiedzą kibice Barcelony, nie daje żadnych gwarancji w defensywie. Nie na darmo w Lidze Mistrzów Francuz ostatnim razem pojawił się na murawie 30 września. Oczywiście Barcelona też ma swoje braki, wśród których najbardziej odczuwalna jest utrata Raphinhi, ale jeśli przyjąć optymistyczny wariant, w absencjach Atléti można upatrywać pewnych szans. A w Blaugranie ważny może być powrót kolejnego pomocnika „robiącego grę” – Frenkiego de Jonga.
Odrabianie dwóch goli
Barcelonie w 5 z 12 przypadków udało się odrobić dwa gole straty po pierwszym spotkaniu w Lidze Mistrzów. Problem polega jednak na tym, że wszystkie te mecze odbyły się na stadionie Barçy. Zresztą na wyjeździe tylko Manchester United zdołał w 2019 roku odwrócić losy takiej rywalizacji w całej w historii rozgrywek. Dokonał tego dzięki... obecnemu zawodnikowi Barcelony Marcusowi Rashfordowi. Pół żartem, pół serio można wskazać, że Barça ma jedynego gracza w dziejach, który jest w stanie dopiąć taką remontadę.
Liderzy
Barcelona ma po swojej stronie większe gwiazdy, bardziej decydujących zawodników i tego musi się trzymać. Lamine Yamal to piłkarz o poziomie Złotej Piłki i musi na takiej scenie pokazać, dlaczego mógłby do niej aspirować. Z kolei Pedri jest uznawany za najlepszego pomocnika na planecie. Ta dwójka jest w stanie robić rzeczy wielkie i czas, by to zrobili. Natomiast Joan García może dopiąć udany sezon robiącym różnicę występem w Lidze Mistrzów. Z kolei Robert Lewandowski stoi przed szansą na pokazanie, że nigdy nie można lekceważyć starych mistrzów.
Oczywiście te wszystkie rozważania nie sprawiają, że remontada Barcelony staje się pewnikiem. Mogą jednak stanowić pewną nutkę optymizmu przed dzisiejszą rywalizacją, bo warto marzyć, dopóki piłka jest w grze.
Komentarze (30)