Atlético Madryt grozi FC Barcelonie skargą do FIFA i oskarża kataloński klub o nieuprawnione kontakty z Juliánem Álvarezem. Tymczasem hiszpańskie media coraz częściej zwracają uwagę na pewną niekonsekwencję w stanowisku madrytczyków. Zarówno Mundo Deportivo, jak i Marca przypominają sytuacje z przeszłości, które stawiają obecną narrację Atlético w nieco innym świetle.
Według Mundo Deportivo sam Julián Álvarez przy okazji transferu do Atlético latem 2024 roku otwarcie przyznał, że jeszcze jako piłkarz Manchesteru City rozmawiał z Diego Simeone oraz zawodnikami madryckiego klubu. Argentyńczyk podpisał kontrakt z Atlético dopiero w sierpniu 2024 roku, ale już wcześniej wiedział o zainteresowaniu ze strony Los Colchoneros.
Podczas swojej prezentacji napastnik ujawnił, że Simeone kontaktował się z nim osobiście i przekonywał go do przeprowadzki do Madrytu. Nie był zresztą jedyną osobą z otoczenia Atlético, z którą rozmawiał. Álvarez przyznał również, że konsultował się z Rodrigo De Paulem, Nahuelem Moliną, Giuliano Simeone czy Ángelem Correą, aby lepiej poznać klub, do którego miał trafić.
Mundo Deportivo przypomina także wypowiedzi piłkarza z okresu igrzysk olimpijskich w Paryżu. Wówczas, będąc jeszcze zawodnikiem Manchesteru City, publicznie sugerował możliwość odejścia z angielskiego klubu. Narzekał na brak występów w najważniejszych meczach i zapowiadał, że po zakończeniu turnieju spokojnie przeanalizuje swoją przyszłość.
Słowa Argentyńczyka wywołały reakcję Pepa Guardioli, który stwierdził, że gdy zawodnik podejmie decyzję, jego agent skontaktuje się z dyrektorem sportowym City Txikim Begiristainem i wtedy klub oceni sytuację. Kilka tygodni później transfer do Atlético stał się faktem.
Na podobny aspekt zwraca uwagę również Marca. Dziennik przypomina, że obecne zachowanie Juliána Álvareza wcale nie jest niczym wyjątkowym na rynku transferowym. Gazeta przywołuje przypadek Roberta Lewandowskiego z 2022 roku, gdy Polak publicznie naciskał na Bayern Monachium, by umożliwił mu transfer do Barcelony. "Moja historia w Bayernie dobiegła końca. Nie widzę możliwości dalszej gry w tym klubie. Najlepszym rozwiązaniem jest odejście" – mówił wówczas Lewandowski.
Kilka tygodni później Bayern zgodził się na transfer, a Barcelona zapłaciła za napastnika około 50 milionów euro. Według Marki właśnie takie publiczne deklaracje zawodników często stają się elementem negocjacji pomiędzy klubami i mają pomóc w odblokowaniu rozmów transferowych.
Dziennik zwraca również uwagę na jeszcze jeden interesujący wątek. Obecnym dyrektorem sportowym Atlético jest Mateu Alemany, który w 2022 roku pełnił identyczną funkcję w Barcelonie i był jednym z architektów transferu Lewandowskiego na Camp Nou. Zdaniem Marki doskonale zna więc mechanizmy funkcjonujące przy tego typu operacjach.
Choć Atlético pozostaje nieugięte i zapowiada, że nie będzie negocjować sprzedaży Juliána Álvareza do Barcelony, część hiszpańskich mediów zauważa, że podobne sytuacje miały już miejsce zarówno w samym madryckim klubie, jak i w wielu innych głośnych transferach ostatnich lat. Dlatego pojawiają się głosy, że oburzenie władz Atlético może być dziś odbierane jako przejaw pewnej hipokryzji.
Komentarze (13)