Czy Calderon pójdzie śladem Laporty?
Ramon Calderon przegląda się w lustrze... I kogo widzi? Joana Laportę! Prezydent Realu Madryt bardzo chciałby pójść śladem jego vis a vis z FC Barcelony i wprowadzić stołeczny klub w nową erę pełną sukcesów. Pozostaje tylko pytanie: "Czy to aby możliwe?"
Gdy podczas sezonu 2003/2004 Joan Laporta przejmował stery w katalońskim klubie, niewielu wierzyło, że ten człowiek może cokolwiek zmienić. Barça pod wodzą Joana Gasparta popadła w ogromne długi, wydając bezmyślnie pieniądze na Rochembacka, Riquelme, Sorina, Geovanniego, Christanvala, którzy do drużyny "Dumy Katalonii" nie wnieśli nic pozytywnego. Gdy odwieczny rywal Katalończyków - Real Madryt święcił największe triumfy pod wodzą Vicente del Bosque, stawał się najbardziej rozpoznawalną marką na świecie, Barcelona spadła na samo dno. Laporta przejął klub, w którym trzeba było zmienić dosłownie wszystko. Wielokrotnie zapewniał, że dołoży wszelkich starań, aby "postawić ten klub na nogi". Podstawą sukcesu miała być ciężka praca, ciężka praca i jeszcze raz ciężka praca.
Nowy prezydent klubu zaczął od zatrudnienia Holendra Franklina Rijkaarda na stanowisku szkoleniowca zespołu, sprowadził także na Camp Nou Ronaldinho, przed którym drzwi do kariery stały otworem. Brazylijczyk miał za sobą bardzo udane Mistrzostwa Świata w Korei i Japonii i chciał wynieść się z malutkiego Paris Saint Germain.
Teraz Laporta może powiedzieć, że czuje się człowiekiem spełnionym jako prezydent najwspanialszego klubu na świecie. W trzy sezony Katalończycy zdobyli dwa mistrzostwa Hiszpanii, zwyciężyli w elitarnej Lidze Mistrzów oraz dwukrotnie wygrali w dwumeczu o Superpuchar Hiszpanii.
Ramon Calderon jest dopiero na półmetku swojego pierwszego sezonu na fotelu prezydenta stołecznego klubu. Zatrudnił dobrze znanego w Madrycie włoskiego szkoleniowca Fabio Capello, sprowadził na Santiago Bernabeu weteranów Ruuda van Nistelrooya, Emersona, Fabio Cannavaro oraz młodego defensywnego pomocnika Mahamadou Diarrę. Jeżeli te zmiany nie przyniosą pożądanych rezultatów, w następnym sezonie możemy jednak zobaczyć całkowicie nową drużynę.
Na razie Calderon pozbył się dwóch zawodników, których Capello uznał za "zbędnych" w drużynie "Królewskich". Coraz częściej podkreśla jednak, że Realowi potrzebna jest gwiazda z prawdziwego zdarzenia, "madrycki odpowiednik Ronaldinho".
Najważniejszą zmianą, która zaszła w klubie ze stolicy Hiszpanii po dojściu Calderona do władzy jest kompletne zaufanie dla człowieka, któremu powierzyło się misję budowy nowego zespołu. Media huczą o dymisji włoskiego szkoleniowca jednakże chyba nikt na poważnie nie myśli o tym, że prezydent Realu zdecydowałby się na tak radykalny ruch.
Czy ambitne plany prezydenta "Królewskich" ziszczą się? Barcelona pod wodzą Laporty także nie zaczęła wygrywać z dnia na dzień. Kto wie? Może droga obrana przez następcę Florentino Pereza to ta właściwa droga...
[źródło: Sport]
Gdy podczas sezonu 2003/2004 Joan Laporta przejmował stery w katalońskim klubie, niewielu wierzyło, że ten człowiek może cokolwiek zmienić. Barça pod wodzą Joana Gasparta popadła w ogromne długi, wydając bezmyślnie pieniądze na Rochembacka, Riquelme, Sorina, Geovanniego, Christanvala, którzy do drużyny "Dumy Katalonii" nie wnieśli nic pozytywnego. Gdy odwieczny rywal Katalończyków - Real Madryt święcił największe triumfy pod wodzą Vicente del Bosque, stawał się najbardziej rozpoznawalną marką na świecie, Barcelona spadła na samo dno. Laporta przejął klub, w którym trzeba było zmienić dosłownie wszystko. Wielokrotnie zapewniał, że dołoży wszelkich starań, aby "postawić ten klub na nogi". Podstawą sukcesu miała być ciężka praca, ciężka praca i jeszcze raz ciężka praca.
Nowy prezydent klubu zaczął od zatrudnienia Holendra Franklina Rijkaarda na stanowisku szkoleniowca zespołu, sprowadził także na Camp Nou Ronaldinho, przed którym drzwi do kariery stały otworem. Brazylijczyk miał za sobą bardzo udane Mistrzostwa Świata w Korei i Japonii i chciał wynieść się z malutkiego Paris Saint Germain.
Teraz Laporta może powiedzieć, że czuje się człowiekiem spełnionym jako prezydent najwspanialszego klubu na świecie. W trzy sezony Katalończycy zdobyli dwa mistrzostwa Hiszpanii, zwyciężyli w elitarnej Lidze Mistrzów oraz dwukrotnie wygrali w dwumeczu o Superpuchar Hiszpanii.
Ramon Calderon jest dopiero na półmetku swojego pierwszego sezonu na fotelu prezydenta stołecznego klubu. Zatrudnił dobrze znanego w Madrycie włoskiego szkoleniowca Fabio Capello, sprowadził na Santiago Bernabeu weteranów Ruuda van Nistelrooya, Emersona, Fabio Cannavaro oraz młodego defensywnego pomocnika Mahamadou Diarrę. Jeżeli te zmiany nie przyniosą pożądanych rezultatów, w następnym sezonie możemy jednak zobaczyć całkowicie nową drużynę.
Na razie Calderon pozbył się dwóch zawodników, których Capello uznał za "zbędnych" w drużynie "Królewskich". Coraz częściej podkreśla jednak, że Realowi potrzebna jest gwiazda z prawdziwego zdarzenia, "madrycki odpowiednik Ronaldinho".
Najważniejszą zmianą, która zaszła w klubie ze stolicy Hiszpanii po dojściu Calderona do władzy jest kompletne zaufanie dla człowieka, któremu powierzyło się misję budowy nowego zespołu. Media huczą o dymisji włoskiego szkoleniowca jednakże chyba nikt na poważnie nie myśli o tym, że prezydent Realu zdecydowałby się na tak radykalny ruch.
Czy ambitne plany prezydenta "Królewskich" ziszczą się? Barcelona pod wodzą Laporty także nie zaczęła wygrywać z dnia na dzień. Kto wie? Może droga obrana przez następcę Florentino Pereza to ta właściwa droga...
[źródło: Sport]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)