Wojna i pokój Eto'o z Ronaldinho

IceMan

15 lutego 2007, 13:15

Brak komentarzy
Eto'o rzuca bombę do szatni Barcelony - lamentowała w środę hiszpańska prasa, donosząc, że Kameruńczyk będzie musiał opuścić klub. Kilka godzin później podczas treningu Eto'o i Ronaldinho zawarli pokój. Na jak długo?

"Wojna w Barcelonie. Real chce Eto'o" - alarmowała w środę na pierwszej stronie "Marca", największa gazeta w Hiszpanii. Potwierdzał to barceloński "Sport", oceniając, że Kameruńczyk "rzucił bombę do szatni i zmusił Barcelonę, by się go pozbyła". "Dlaczego to zrobiłeś, dlaczego? Dlaczego obraziłeś trenera i piłkarza, który jest symbolem tego klubu?" - pytał dramatycznie "Sport".

Wszystko zaczęło się w niedzielę podczas wygranego 2:0 meczu z Racingiem Santander. Wracający po kontuzji Eto'o siedział na ławce rezerwowych, a gdy w 84. min trener Frank Rijkaard chciał go wpuścić na boisko, odmówił. Na pomeczowej konferencji Rijkaard powiedział o tym publicznie. Największy gwiazdor drużyny Ronaldinho (strzelił Racingowi dwa gole) dodał, że Samuel powinien więcej myśleć o drużynie, a mniej o sobie.

Eto'o wpadł w furię. W poniedziałek, gdy wszyscy spodziewali się, że przeprosi trenera, on zaatakował. - Tylko zły człowiek mógł powiedzieć, że nie chciałem grać. Jeśli ma jaja, to niech wyjdzie i powie mi w twarz, o co mu chodzi - rzucił do dziennikarzy. A na słowa Ronaldinho zareagował tak: - Jeśli ktoś mówi, że nie myślę o kolegach, to bardzo się myli, bo ja myślę wyłącznie o kolegach. Nigdy ich nie zawiodłem. Niech on sam lepiej myśli o kolegach.

Eto'o dodał, że w klubie są dwie grupy, jedna z prezesem Joanem Laportą i druga, która jest przeciw prezesowi. - To nie moja wojna, ale obrywam w niej ja - mówił, sugerując, że komuś w klubie jest nie na rękę, że wraca do gry.

W Barcelonie afera wybuchła na dobre. Po południu Eto'o zadzwonił do redakcji "Sportu", tłumacząc, że nie nazwał trenera złym człowiekiem, że źle go zrozumiano i że bardzo szanuje Rijkaarda. Z wypowiedzi pod adresem Ronaldinho jednak się nie wycofał. Co więcej, w rozmowie z dyrektorem Txiki Beguiristainem oznajmił ponoć, że jest na Brazylijczyka wściekły.

Wydawało się, że konflikt dwóch największych gwiazd jest nie do rozwiązania. W błyskawicznej ankiecie "Sportu" aż 64 proc czytelników uznało, że Kameruńczyk absolutnie nie ma racji, a tylko 15 proc. go poparło.

Do akcji wkroczył prezes. Po spotkaniu z Eto'o oznajmił, że zachowanie Kameruńczyka jest wynikiem frustracji po czterech miesiącach leczenia. "Sport" spekulował nawet, że piłkarz jest załamany, bo kolano wciąż go boli i leczenie może się przedłużyć. Laporta oddał sprawę Eto'o w ręce Rijkaarda i Beguiristaina. W środę po południu dyrektor klubu ogłosił, że Barcelona nie ma zamiaru karać piłkarza w jakikolwiek sposób. Beguiristain stwierdził, iż za piłkarzem wstawił się... trener Rijkaard. Przytoczył argument Holendra, który stwierdził, że gracze "mogą zająć się sobą sami". - Rijkaard jest bardzo zadowolony, że wszystko tak szybko się rozwiązało. Po meczu z Racingiem mieliśmy problem z dialogiem, ale teraz już go nie mamy - dodał Begiristain.

Jednak dziennikarze już spekulują, gdzie odejdzie Eto'o. "Marca" pisze o Realu Madryt, angielskie media przypominają, że niedawno o Kameruńczyka starała się Chelsea.

Cała Barcelona z zapartym tchem oczekiwała na kolejny odcinek dramatu, który miał się wydarzyć na wczorajszym treningu, pierwszym od meczu z Racingiem. Piłkarze Barçy wyszli na murawę, Ronaldinho podszedł do Eto'o i objął go, Eto'o odpowiedział równie serdecznym uściskiem. "Uścisk pokoju" - podpis pod zdjęciem w internetowych wydaniach "Marki" i "Sportu" był identyczny. Inicjatorem pojednania był defensywny pomocnik Thiago Motta, a inni gracze Barcelony powitali radością pokój zawarty przez liderów drużyny.

Nie wiadomo jednak, co zrobi Rijkaard. W środę na treningu traktował Eto'o normalnie, nawet przez jakiś czas ćwiczył z nim indywidualnie. Czy będzie traktował Kameruńczyka tak, jakby nic się nie stało? Możliwe, bo jest niespotykanie spokojnym człowiekiem.

W niedzielę liderująca w lidze Barça gra z innym kandydatem do tytułu - Valencią. Na Estadio Mestalla będzie się można przekonać, czy w najlepszym klubie Europy dominuje wojna, czy pokój.

Mirosław Trzeciak, dyrektor Legii Warszawa, były piłkarz Osasuny Pampeluna: "Ogromna rywalizacja między Eto'o i Ronaldinho trwa nie od dziś. Obaj są gwiazdami, ale to Brazylijczyk traktowany jest w Barcelonie jak święta krowa. Cztery razy podnoszono mu pensję, przymyka się oko, gdy nie chce mu się trenować, kręci reklamówki albo spóźnia się z wakacji. Ronaldinho jest symbolem klubu i zgarnia wszystkie indywidualne nagrody. Za to Eto'o zawsze był synonimem profesjonalizmu - haruje jak wół, kiedy Rijkaard go prosił, grywał nawet kontuzjowany. Dlatego słowa Ronaldinho tak zabolały Eto'o. Bo Brazylijczyk jest ostatnim piłkarzem, który mógłby mu zarzucić, że nie myśli o drużynie, ale o sobie. Eto'o był wściekły także na Rijkaarda. Przed meczem z Racingiem on i także wracający po kontuzji Messi rozmawiali z trenerem. Trener obiecał, że zagrają po 20 minut. Messi zagrał, Eto'o odmówił wejścia na parę minut."

"Co będzie dalej? Myślę, że pokój Eto'o i Ronaldinho jest tymczasowy. To musi się skończyć odejściem jednego z nich. Barça zdecyduje się prawdopodobnie na sprzedanie Eto'o, bo wszyscy w klubie stoją po stronie Brazylijczyka. A o Eto'o już od wtorku starają się ponoć Real i Chelsea."

[źródło: gazeta.pl]
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (0)

Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze