Królewska Barça rozbija Getafe! Kosmiczny występ Messiego!
Getafe... W sumie zespół bardzo ciekawy, o którym można wiele napisać. Jest jednak jedna specyficzna cecha zespołu spod (niestety) Madrytu. Dobra i skuteczna obrona, która straciła najmniej bramek w lidze. Podopieczni Bernda Schustera może nie grają piłki efektownej, ale za to skuteczną. Któż bowiem spodziewałby, że zespól, który dopiero niedawno awansował do La Liga będzie miał najkorzystniejszy bilans straconych bramek? Nie wiem czy znaleźli by się tacy szaleńcy. Przed spotkaniem szkoleniowiec Getafe komplementował Katalończyków, którzy chcieli udowodnić, iż nie były to tylko puste słowa. Fakt faktem, że Márquez i spółka już dawno nie dostali tylu pochwał. Niemiecki trener nie chciał tylko stracić na Camp Nou 5 bramek... Trzeba było tak nie wlewać podopiecznym Rijkaarda, którzy owe słowa wzięli sobie do serca.
Barça po fantastycznym meczu rozbiła Getafe aż 5-2 prezentując przy tym wspaniały futbol, jak za najlepszych momentów ery Rijkaarda. Joga Bonito w wykonaniu Dumy Katalonii... za tym wszyscy tęskniliśmy!
Frank Rijkaard podając skład wyjściowy dzisiejszego pojedynku zaskoczył wszystkich, nawet mnie, nie ukrywam, że w sposób pozytywny. Większość Culés spodziewało się na szpicy Javiera Savioli, specjalisty od gry w Copa del Rey i zarazem najskuteczniejszego strzelca tych rozgrywek. Miejsce ‘El Conejo' zajął Eidur Gudjohnsen i jak się później okazało była to trafna decyzja. Ale do rzeczy...
Początek spotkaniu został zdominowany przez Messiego i spółkę, ale gospodarze nie potrafili przedostać się przez szczelną obronę przyjezdnych. Dopiero w 18 minucie, piłkarze w bordowo-granatowych zbrojach po raz pierwszy dali się we znaki graczom z przedmieść Madrytu. Ładnym zagraniem z prawej części popisał się Lionel Messi, który zagrał do Xaviego, ten obrócił się z piłką ośmieszając w ten sposób dwóch defensorów, po czym sprytnym uderzeniem po raz pierwszy pokonał Luisa Garcię. To był poważny sygnał dla wszystkich zgromadzonych tego wieczora, na Camp Nou. Kilka minut po wspomnianej akcji gracze Mistrza Hiszpanii znów popisali się świetną sytuacją, przy której na trybunach słychać tylko było odgłosy zachwytu, jednak sytuacja nie zakończyła się strzałem na bramkę.
Chwilę później publiczność zobaczyła jednak coś, co z pewnością zapamiętają na długie lata. Młokos Messi przejął piłkę na połowie boiska, po czym zdecydował się na indywidualną akcję. Niczym Bode Miller tyczki w slalomie gigancie, mijał kolejnych rywali zostawiając za sobą smugę ognia jak w rasowej rajdówce Subaru Imbreza. W kilka sekund wkręcił w ziemię 5 (słownie pięciu!) rywali, bramkarza i strzelił do pustej bramki. TIKI TAKA TIKI TAKA TIKI TAKA! Wydarłby się z pewnością znany nam wszystkim komentator. Fenomenalna akcja Messiego, który za magicznego gola dostał owacje na stojąco. Jeszcze się dziwisz, dlaczego porównują tego małego geniusza do Maradony? Głupi jesteś. Bez wątpienia był to jeden z najpiękniejszych goli w historii klubu, a sam piłkarz udowodnił, iż fantastyczny występ podczas Gran Derby nie był dziełem przypadku. Nawet będący w wielkiej formie Cristiano Ronaldo nie strzelił w tym sezonie bramki po tak cudownym rajdzie. Nie widziałeś jeszcze tego gola? Zgrzeszyłeś! Portugalczyk mógłby po tym rajdzie wyczyścić Lionelowi lśniące buty Adidasa, wykręcić korki, wkręcić nowe, zawiązać sznurowadła i oddać swój żel do włosów. Reakcja publiczności oraz partnerów z drużyny mówiła wszystko. Nie będę już dalej rozczulał się nad tą akcją, bo tego po prostu nie da się opisać, to trzeba zobaczyć. Nieważne, co bym tu naskrobał, żadne słowa nie oddają tego, co wyczyniał w 29 minucie magik znany jako Lionel Messi. It's gonna magic!
Po chwili okresu nieco wolniejszej gry, Barça ponownie przyśpieszyła i zaczęła popisywać się wspaniałymi akcjami. Jedną z nich była ta w 44 minucie spotkania. Deco minął rywala, dośrodkował w pole karne, piłkę przyjął Messi i... 3:0! Ale styl, w jakim wykończył akcję Argentyńczyk... "na kolana chamy"! Zwód, upozorowanie uderzenia i stoper Getafe nie wiedział jak się nazywa, gdzie się urodził i w jakiej gra koszulce. Kolejny popis młokosa, który zaczarował Camp Nou.
Chwilę później arbiter zakończył pierwszą połowę, po czym zaprosił piłkarzy do szatni. W tunelu zapewne poprosił Messiego o autograf wraz ze zdjęciem, a po meczu ukradł mu strój i buty.
Druga połowa zapowiadała się niesamowicie. Nawet sam Joan Laporta, który przyzwyczaił wszystkich, iż zawsze spóźnia się na drugą połowę przyszedł przed czasem biegnąc z powrotem na sektor dla VIP-ów niczym Maurice Green na bieżni. Co prawda uniform inny, ale kto wie czy na nogach nie miał kolców (wcale bym się nie zdziwił).
Jak to bywa w zwyczaju Barça od początku zyskała inicjatywę. W 52 minucie świetną akcja dwójkową popisali się Iniesta i Deco, ale ten drugi minimalnie przestrzelił. Jak mówi stare piłkarskie przysłowie "niewykorzystane sytuacje się mszczą", ale kto by pomyślał, że gracze Getafe, którzy byli jak bezbronne dziecko uciekające przed mamą bojąc się klapsa zdołają zadać ból Barcelonie? Pewnie nikt. W 58 minucie strzał Casquerro wybronił (znaczy chciał wybronić) Jorquera po czym ‘wypluł' piłkę do przodu. Do futbolówki dopadł Guiza, który strzelił na 1:3. Albert nie zdążył nawet przeanalizować swojego błędu, a już było 2:3. Nieuwagę katalońskiej defensywy wykorzystał Nacho i już nikomu do śmiechu nie było. Szału dostał nawet Frank Rijkaard, który nawrzeszczał na swoich zawodników jak rasowy facet na swoją kobietę, która przeszkadza w trakcie oglądania meczu gadając z przyjaciółką o ciuchach przez telefon. Pomogło.
Czemu? Jak się później okazało podopieczni Schustera jeszcze bardziej rozwścieczyli byka z bordowo-granatową flagą na rogach. Zaledwie kilka minut wystarczyło by kilkadziesiąt tysięcy Culés znów cieszyło się z efektownego gola. W 63 minucie z rzutu rożnego dośrodkowywał Xavi, a świetnym strzałem z powietrza popisał się Gudjohnsen. Islandczyk chwilę później opuścił plac gry, żegnany gromkimi brawami przez kibiców zgromadzonych w świątyni futbolu. Po golu numer 6 w meczu, gra jeszcze bardziej się ożywiła, goście zaczęli grac agresywniej, ale nie wiele im to dało. Na kwadrans przed końcem Samuel Eto'o dobił rywali strzelając na 5:2 i wykorzystując precyzyjne podanie Xaviego.
Kilkadziesiąt sekund po trafieniu Kameruńczyka boisko opuścił Meeeeeesssssiiiii, żegnany owacją na stojąco. Najzagorzalsi kibice (pozdrawiam Jimmy'ego) z pewnością kłaniali się młodemu maestro. Trudno się dziwić, było za co dziękować. Miejsce Argentyńczyka zajął jego rodak, Javier Saviola.
Mecz ‘siadł' i kibice do ostatniego gwizdka nie widzieli już żadnych groźnych sytuacji. W 93 minucie, arbiter zagwizdał po raz ostatni. Wszyscy fani zgromadzeni na Camp Nou podziękowali swoim ulubieńcom za teatr ze snu, jaki mieli okazję podziwiać. Czy to znak, iż na koniec sezonu Barça złapała formę do jakiej nas przyzwyczaiła w ostatnich dwóch sezonach? Nie mielibyśmy nic przeciwko. Z taką grą wszystkie Reale Madryty, Seville i Valencie nie mogą nawet marzyć o zdobyciu tytułu Mistrza Hiszpanii, który zarezerwowany jest dla króla ze stolicy Katalonii. Muchos gracias magnífico Barça!
Barcelona - Getafe 5:2 (3:0)
1-0, min.18: Xavi. 2-0, min. 29: Messi. 3-0, min.44: Messi. 3-1, min.59: Güiza. 3-2, min.61: Nacho. 4-2, min.63: Gudjohnsen. 5-2, min. 74, Eto'o.
Barcelona:
25. Jorquera, 11. Zambrotta, 4. Márquez, 5. Puyol, 12. Van Bronckhorst; 6. Xavi, 20. Deco, 24. Iniesta; 19. Messi, 7. Gudjohnsen, 9. Eto'o
Getafe:
1. Luis García; 3. Paredes, 4. Belenguer, 20. Alexis, 21. Cortés, 15. Nacho, 24. Alberto, 6. Celestini, 7. Cotelo, 22. Casquero, 14. Manu.
Żółte karki: Cotelo, Nacho, Cortés - Márquez
Arbiter: Mejuto González
Barça po fantastycznym meczu rozbiła Getafe aż 5-2 prezentując przy tym wspaniały futbol, jak za najlepszych momentów ery Rijkaarda. Joga Bonito w wykonaniu Dumy Katalonii... za tym wszyscy tęskniliśmy!
Frank Rijkaard podając skład wyjściowy dzisiejszego pojedynku zaskoczył wszystkich, nawet mnie, nie ukrywam, że w sposób pozytywny. Większość Culés spodziewało się na szpicy Javiera Savioli, specjalisty od gry w Copa del Rey i zarazem najskuteczniejszego strzelca tych rozgrywek. Miejsce ‘El Conejo' zajął Eidur Gudjohnsen i jak się później okazało była to trafna decyzja. Ale do rzeczy...
Początek spotkaniu został zdominowany przez Messiego i spółkę, ale gospodarze nie potrafili przedostać się przez szczelną obronę przyjezdnych. Dopiero w 18 minucie, piłkarze w bordowo-granatowych zbrojach po raz pierwszy dali się we znaki graczom z przedmieść Madrytu. Ładnym zagraniem z prawej części popisał się Lionel Messi, który zagrał do Xaviego, ten obrócił się z piłką ośmieszając w ten sposób dwóch defensorów, po czym sprytnym uderzeniem po raz pierwszy pokonał Luisa Garcię. To był poważny sygnał dla wszystkich zgromadzonych tego wieczora, na Camp Nou. Kilka minut po wspomnianej akcji gracze Mistrza Hiszpanii znów popisali się świetną sytuacją, przy której na trybunach słychać tylko było odgłosy zachwytu, jednak sytuacja nie zakończyła się strzałem na bramkę.
Chwilę później publiczność zobaczyła jednak coś, co z pewnością zapamiętają na długie lata. Młokos Messi przejął piłkę na połowie boiska, po czym zdecydował się na indywidualną akcję. Niczym Bode Miller tyczki w slalomie gigancie, mijał kolejnych rywali zostawiając za sobą smugę ognia jak w rasowej rajdówce Subaru Imbreza. W kilka sekund wkręcił w ziemię 5 (słownie pięciu!) rywali, bramkarza i strzelił do pustej bramki. TIKI TAKA TIKI TAKA TIKI TAKA! Wydarłby się z pewnością znany nam wszystkim komentator. Fenomenalna akcja Messiego, który za magicznego gola dostał owacje na stojąco. Jeszcze się dziwisz, dlaczego porównują tego małego geniusza do Maradony? Głupi jesteś. Bez wątpienia był to jeden z najpiękniejszych goli w historii klubu, a sam piłkarz udowodnił, iż fantastyczny występ podczas Gran Derby nie był dziełem przypadku. Nawet będący w wielkiej formie Cristiano Ronaldo nie strzelił w tym sezonie bramki po tak cudownym rajdzie. Nie widziałeś jeszcze tego gola? Zgrzeszyłeś! Portugalczyk mógłby po tym rajdzie wyczyścić Lionelowi lśniące buty Adidasa, wykręcić korki, wkręcić nowe, zawiązać sznurowadła i oddać swój żel do włosów. Reakcja publiczności oraz partnerów z drużyny mówiła wszystko. Nie będę już dalej rozczulał się nad tą akcją, bo tego po prostu nie da się opisać, to trzeba zobaczyć. Nieważne, co bym tu naskrobał, żadne słowa nie oddają tego, co wyczyniał w 29 minucie magik znany jako Lionel Messi. It's gonna magic!
Po chwili okresu nieco wolniejszej gry, Barça ponownie przyśpieszyła i zaczęła popisywać się wspaniałymi akcjami. Jedną z nich była ta w 44 minucie spotkania. Deco minął rywala, dośrodkował w pole karne, piłkę przyjął Messi i... 3:0! Ale styl, w jakim wykończył akcję Argentyńczyk... "na kolana chamy"! Zwód, upozorowanie uderzenia i stoper Getafe nie wiedział jak się nazywa, gdzie się urodził i w jakiej gra koszulce. Kolejny popis młokosa, który zaczarował Camp Nou.
Chwilę później arbiter zakończył pierwszą połowę, po czym zaprosił piłkarzy do szatni. W tunelu zapewne poprosił Messiego o autograf wraz ze zdjęciem, a po meczu ukradł mu strój i buty.
Druga połowa zapowiadała się niesamowicie. Nawet sam Joan Laporta, który przyzwyczaił wszystkich, iż zawsze spóźnia się na drugą połowę przyszedł przed czasem biegnąc z powrotem na sektor dla VIP-ów niczym Maurice Green na bieżni. Co prawda uniform inny, ale kto wie czy na nogach nie miał kolców (wcale bym się nie zdziwił).
Jak to bywa w zwyczaju Barça od początku zyskała inicjatywę. W 52 minucie świetną akcja dwójkową popisali się Iniesta i Deco, ale ten drugi minimalnie przestrzelił. Jak mówi stare piłkarskie przysłowie "niewykorzystane sytuacje się mszczą", ale kto by pomyślał, że gracze Getafe, którzy byli jak bezbronne dziecko uciekające przed mamą bojąc się klapsa zdołają zadać ból Barcelonie? Pewnie nikt. W 58 minucie strzał Casquerro wybronił (znaczy chciał wybronić) Jorquera po czym ‘wypluł' piłkę do przodu. Do futbolówki dopadł Guiza, który strzelił na 1:3. Albert nie zdążył nawet przeanalizować swojego błędu, a już było 2:3. Nieuwagę katalońskiej defensywy wykorzystał Nacho i już nikomu do śmiechu nie było. Szału dostał nawet Frank Rijkaard, który nawrzeszczał na swoich zawodników jak rasowy facet na swoją kobietę, która przeszkadza w trakcie oglądania meczu gadając z przyjaciółką o ciuchach przez telefon. Pomogło.
Czemu? Jak się później okazało podopieczni Schustera jeszcze bardziej rozwścieczyli byka z bordowo-granatową flagą na rogach. Zaledwie kilka minut wystarczyło by kilkadziesiąt tysięcy Culés znów cieszyło się z efektownego gola. W 63 minucie z rzutu rożnego dośrodkowywał Xavi, a świetnym strzałem z powietrza popisał się Gudjohnsen. Islandczyk chwilę później opuścił plac gry, żegnany gromkimi brawami przez kibiców zgromadzonych w świątyni futbolu. Po golu numer 6 w meczu, gra jeszcze bardziej się ożywiła, goście zaczęli grac agresywniej, ale nie wiele im to dało. Na kwadrans przed końcem Samuel Eto'o dobił rywali strzelając na 5:2 i wykorzystując precyzyjne podanie Xaviego.
Kilkadziesiąt sekund po trafieniu Kameruńczyka boisko opuścił Meeeeeesssssiiiii, żegnany owacją na stojąco. Najzagorzalsi kibice (pozdrawiam Jimmy'ego) z pewnością kłaniali się młodemu maestro. Trudno się dziwić, było za co dziękować. Miejsce Argentyńczyka zajął jego rodak, Javier Saviola.
Mecz ‘siadł' i kibice do ostatniego gwizdka nie widzieli już żadnych groźnych sytuacji. W 93 minucie, arbiter zagwizdał po raz ostatni. Wszyscy fani zgromadzeni na Camp Nou podziękowali swoim ulubieńcom za teatr ze snu, jaki mieli okazję podziwiać. Czy to znak, iż na koniec sezonu Barça złapała formę do jakiej nas przyzwyczaiła w ostatnich dwóch sezonach? Nie mielibyśmy nic przeciwko. Z taką grą wszystkie Reale Madryty, Seville i Valencie nie mogą nawet marzyć o zdobyciu tytułu Mistrza Hiszpanii, który zarezerwowany jest dla króla ze stolicy Katalonii. Muchos gracias magnífico Barça!
Barcelona - Getafe 5:2 (3:0)
1-0, min.18: Xavi. 2-0, min. 29: Messi. 3-0, min.44: Messi. 3-1, min.59: Güiza. 3-2, min.61: Nacho. 4-2, min.63: Gudjohnsen. 5-2, min. 74, Eto'o.
Barcelona:
25. Jorquera, 11. Zambrotta, 4. Márquez, 5. Puyol, 12. Van Bronckhorst; 6. Xavi, 20. Deco, 24. Iniesta; 19. Messi, 7. Gudjohnsen, 9. Eto'o
Getafe:
1. Luis García; 3. Paredes, 4. Belenguer, 20. Alexis, 21. Cortés, 15. Nacho, 24. Alberto, 6. Celestini, 7. Cotelo, 22. Casquero, 14. Manu.
Żółte karki: Cotelo, Nacho, Cortés - Márquez
Arbiter: Mejuto González
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)