Villarreal - Barcelona 2:0, minimalizm Barçy
"Tytuł jest w naszych rękach" - od kilku tygodni ten utarty frazes pewnie powtarzali zawodnicy i trener Barcelony. Chcieć to jednak nie zawsze móc i boleśnie przekonali się o tym dzisiaj Cules, bo Barça po słabym meczu zasłużenie przegrała na El Madrigal z Villarreal. Pierwsza połowa dawała nadzieję na dobry rezultat, druga ową nadzieję zgasiła kiedy Pires umieścił piłkę w bramce Valdésa. Goście może i chcieli, ale niewiele z ich akcji ofensywnych wynikało. Nieobecny poprzednio Ronaldinho nie zaczarował publiczności na Madrigal, Samuel Eto'o imponował, ale niemocą strzelecką, a Leo Messi próbował, lecz jego indywidualne akcje nie miały nic wspólnego z tą jedyną, którą do dziś wspominają media na całym świecie.
Spotkanie rozpoczęło się zgodnie z planem, bowiem to Barça była przy piłce, to Barça starała się atakować, ale gospodarze nie zamierzali składać broni. W 8. minucie groźnie strzelał Forlan, ale piłka przeleciała obok słupka bramki Valdésa. Po kwadransie gry golkipera przyjezdnych starał się zaskoczyć Josico, jego uderzenie głową przeleciało jednak nad poprzeczką. Piłkarze Barcelony poczuli, że z Villarreal łatwo nie będzie i kilkukrotnie zagrozili bramce Viery. Najpierw Messi z 20 metrów, parę minut później Ronaldinho głową i w obu sytuacjach dobrze bronił bramkarz gospodarzy. W 31. minucie Barça powinna wyjść na prowadzenie, lecz Eto'o w sytuacji "sam na sam" zbyt długo zwlekał ze strzałem i ostatecznie próbując podbić piłkę trafił w Vierę. Chwilę później przyszły dwie kolejne znakomite sytuacje podopiecznych Rijkaarda i ponownie w negatywnej roli głównej wystąpił najpierw Eto'o, a później Ronaldinho. W 43. minucie Brazylijczyk po dokładnym krótkim podaniu Xaviego skopiował wyczyn Kameruńczyka sprzed 12 minut, w sytuacji "sam na sam" strzelając wprost w bramkarza. Koniec pierwszej połowy i zawodnicy Villarreal mogli odetchnąć z ulgą, bowiem tylko nieskuteczności napastników Dumy Katalonii zawdzięczali bezbramkowy remis.
A druga połowa to już zupełnie inna historia. Po raz kolejny potwierdziła się teza, że Barça nie potrafi należycie zmotywować się kiedy wie, że niezależnie od rezultatu swojego meczu pozostanie liderem La Liga. Potwierdziło się też, że w tym sezonie Katalończycy grają głównie dobrą pierwszą połowę, a kiedy wynik umiarkowanie dobrze rokuje na dalsze losy meczu, druga część gry jest fatalna. I Barcelona po przerwie zagrała więc słabo, na tyle słabo, by zasłużenie przegrać z Villarreal. Najpierw próbował Pires i jeszcze dobra obrona Valdésa, ale chwilę później ten sam piłkarz był już bezbłędny. Wystarczyły dwa szybkie podania i obrona gości została rozłożona na łopatki. Zaspał Zambrotta, który został w miejscu kiedy reszta defensywy zrobiła krok do przodu, na czystą pozycję wyszedł więc wspomniany Pires i w sytuacji "sam na sam" bez problemu pokonał Valdésa. To miało podziałać jak zimny prysznic na zespół Rijkaarda, tymczasem podziałało wręcz odwrotnie, bowiem Barça całkowicie straciła zapał do kreowania akcji ofensywnych. Znów oglądaliśmy to co jest znakiem firmowym tej drużyny - długie utrzymywanie się przy piłce, atak pozycyjny i znów niewiele z tego wynikało. Rijkaard czekał ze zmianami, a groźne sytuacje stwarzali miejscowi - bliski podwyższenia rezultatu był Diego Forlan. W 73. minucie na boisku pojawił się Gudjohnsen, który dwie minuty później mógł odmienić losy meczu. Po podaniu Messiego znalazł się w dogodnej sytuacji, lecz z ostrego kąta trafił w Vierę. W 84. minucie losy meczu zostały rozstrzygnięte. Niepewnie piłkę wybijał Iniesta, Puyol dał się ograć Jose Mari, który podał na 16 metr do Marcosa, a ten mocnym płaskim strzałem umieścił piłkę w lewym rogu bramki Valdésa. W doliczonym czasie gry rozmiary porażki mógł zmniejszyć Ronaldinho, jednak jego dobre uderzenie z rzutu wolnego zatrzymało się na poprzeczce bramki Villarreal. Piłkarze Barcelony schodzili do szatni z opuszczonymi głowami.
Barça przegrała na własne życzenie, przegrała mecz, który spokojnie można było wygrać. Po dzisiejszym spotkaniu Frank Rijkaard musi pokornie schylić głowę i zdać sobie sprawę, że przed nim ciężka praca, nie tylko w tym, ale i w następnym sezonie. Prysł mit mówiący, że z magicznym tridente w składzie Barça nie przegrywa. Ani Ronaldinho, ani Messi, ani Eto'o nie zagrali dziś wystarczająco dobrze, by zasłużyć na wyróżnienie. Najlepszym w zespole mistrza Hiszpanii był mimo wszystko Carles Puyol, który w wielu sytuacjach interweniował wręcz perfekcyjnie. Być może gdybyśmy mieli czterech takich Puyolów w defensywie podobne błędy nie zdarzałyby się. Duma Katalonii pozostaje liderem, ale wystarczy już tylko jedna kolejka, by to zmienić, bowiem i Sevilla i Real dopisały w tej serii gier po trzy oczka do swojego dorobku. La Liga jest jednak w tym sezonie tak nieprzewidywalna, że bardzo prawdopodobnym jest, iż za tydzień dzisiejsi przegrani będą triumfować, z aktualni zwycięzcy ocierać łzy po porażce. Bo pamiętajmy, że to Barça wciąż jest liderem i to Barça ciągle dyktuje warunki gry reszcie stawki.
Szczegóły w relacji live!
Bramki:
56' Pires
84' Marcos
Składy:
FC Barcelona:
Valdés, Zambrotta, Thuram, Puyol, Sylvinho, Xavi, Iniesta, Deco, Messi, Ronaldino, Eto'o
Villarreal CF:
Viera, Javi Venta, Cygan, Fuentes, Jose Enrique, Cani, Josico, Senna, Marcos, Pires, Forlán.
Spotkanie rozpoczęło się zgodnie z planem, bowiem to Barça była przy piłce, to Barça starała się atakować, ale gospodarze nie zamierzali składać broni. W 8. minucie groźnie strzelał Forlan, ale piłka przeleciała obok słupka bramki Valdésa. Po kwadransie gry golkipera przyjezdnych starał się zaskoczyć Josico, jego uderzenie głową przeleciało jednak nad poprzeczką. Piłkarze Barcelony poczuli, że z Villarreal łatwo nie będzie i kilkukrotnie zagrozili bramce Viery. Najpierw Messi z 20 metrów, parę minut później Ronaldinho głową i w obu sytuacjach dobrze bronił bramkarz gospodarzy. W 31. minucie Barça powinna wyjść na prowadzenie, lecz Eto'o w sytuacji "sam na sam" zbyt długo zwlekał ze strzałem i ostatecznie próbując podbić piłkę trafił w Vierę. Chwilę później przyszły dwie kolejne znakomite sytuacje podopiecznych Rijkaarda i ponownie w negatywnej roli głównej wystąpił najpierw Eto'o, a później Ronaldinho. W 43. minucie Brazylijczyk po dokładnym krótkim podaniu Xaviego skopiował wyczyn Kameruńczyka sprzed 12 minut, w sytuacji "sam na sam" strzelając wprost w bramkarza. Koniec pierwszej połowy i zawodnicy Villarreal mogli odetchnąć z ulgą, bowiem tylko nieskuteczności napastników Dumy Katalonii zawdzięczali bezbramkowy remis.
A druga połowa to już zupełnie inna historia. Po raz kolejny potwierdziła się teza, że Barça nie potrafi należycie zmotywować się kiedy wie, że niezależnie od rezultatu swojego meczu pozostanie liderem La Liga. Potwierdziło się też, że w tym sezonie Katalończycy grają głównie dobrą pierwszą połowę, a kiedy wynik umiarkowanie dobrze rokuje na dalsze losy meczu, druga część gry jest fatalna. I Barcelona po przerwie zagrała więc słabo, na tyle słabo, by zasłużenie przegrać z Villarreal. Najpierw próbował Pires i jeszcze dobra obrona Valdésa, ale chwilę później ten sam piłkarz był już bezbłędny. Wystarczyły dwa szybkie podania i obrona gości została rozłożona na łopatki. Zaspał Zambrotta, który został w miejscu kiedy reszta defensywy zrobiła krok do przodu, na czystą pozycję wyszedł więc wspomniany Pires i w sytuacji "sam na sam" bez problemu pokonał Valdésa. To miało podziałać jak zimny prysznic na zespół Rijkaarda, tymczasem podziałało wręcz odwrotnie, bowiem Barça całkowicie straciła zapał do kreowania akcji ofensywnych. Znów oglądaliśmy to co jest znakiem firmowym tej drużyny - długie utrzymywanie się przy piłce, atak pozycyjny i znów niewiele z tego wynikało. Rijkaard czekał ze zmianami, a groźne sytuacje stwarzali miejscowi - bliski podwyższenia rezultatu był Diego Forlan. W 73. minucie na boisku pojawił się Gudjohnsen, który dwie minuty później mógł odmienić losy meczu. Po podaniu Messiego znalazł się w dogodnej sytuacji, lecz z ostrego kąta trafił w Vierę. W 84. minucie losy meczu zostały rozstrzygnięte. Niepewnie piłkę wybijał Iniesta, Puyol dał się ograć Jose Mari, który podał na 16 metr do Marcosa, a ten mocnym płaskim strzałem umieścił piłkę w lewym rogu bramki Valdésa. W doliczonym czasie gry rozmiary porażki mógł zmniejszyć Ronaldinho, jednak jego dobre uderzenie z rzutu wolnego zatrzymało się na poprzeczce bramki Villarreal. Piłkarze Barcelony schodzili do szatni z opuszczonymi głowami.
Barça przegrała na własne życzenie, przegrała mecz, który spokojnie można było wygrać. Po dzisiejszym spotkaniu Frank Rijkaard musi pokornie schylić głowę i zdać sobie sprawę, że przed nim ciężka praca, nie tylko w tym, ale i w następnym sezonie. Prysł mit mówiący, że z magicznym tridente w składzie Barça nie przegrywa. Ani Ronaldinho, ani Messi, ani Eto'o nie zagrali dziś wystarczająco dobrze, by zasłużyć na wyróżnienie. Najlepszym w zespole mistrza Hiszpanii był mimo wszystko Carles Puyol, który w wielu sytuacjach interweniował wręcz perfekcyjnie. Być może gdybyśmy mieli czterech takich Puyolów w defensywie podobne błędy nie zdarzałyby się. Duma Katalonii pozostaje liderem, ale wystarczy już tylko jedna kolejka, by to zmienić, bowiem i Sevilla i Real dopisały w tej serii gier po trzy oczka do swojego dorobku. La Liga jest jednak w tym sezonie tak nieprzewidywalna, że bardzo prawdopodobnym jest, iż za tydzień dzisiejsi przegrani będą triumfować, z aktualni zwycięzcy ocierać łzy po porażce. Bo pamiętajmy, że to Barça wciąż jest liderem i to Barça ciągle dyktuje warunki gry reszcie stawki.
Szczegóły w relacji live!
Bramki:
56' Pires
84' Marcos
Składy:
FC Barcelona:
Valdés, Zambrotta, Thuram, Puyol, Sylvinho, Xavi, Iniesta, Deco, Messi, Ronaldino, Eto'o
Villarreal CF:
Viera, Javi Venta, Cygan, Fuentes, Jose Enrique, Cani, Josico, Senna, Marcos, Pires, Forlán.
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)