Na refleksje przyszedł czas...
Sezon dobiegł końca. Z nadmuchanego do granic możliwości balonu sukcesów Barcelony pozostało jedynie wspomnienie. Triumfujący Real sprawia, że czytając nagłówki informujące o odrodzeniu odwiecznego rywala chciałoby się, by kolejny sezon właśnie się zaczynał. Chciałoby się może nawet, by Barça zagrała z Realem ostatni mecz sezonu, który być może poprawiłby nasze słabe w tym momencie morale. Przypomnijmy sobie jednak, gdzie Barcelona była cztery lata temu, a gdzie mimo wszystko jest teraz.
Czteroletnia praca Joana Laporty zaowocowała sukcesami marketingowymi, sportowymi i finansowymi. Czego chcieć więcej? Może tylko tego, by kryzys przyszedł rok, dwa lata później. Przyjść musiał, bo takie są prawa futbolu, każda hegemonia kiedyś dobiega końca. Przynajmniej mistrzostwo Barça przegrała na własne życzenie, ale tak naprawdę na wszystkich frontach zespół Franka Rijkaarda nie imponował formą. Zastanawia fakt czego teraz bardziej żałujemy? Tego, że nie wywalczyliśmy trzeciego z rzędu tytułu czy tego, że wywalczył go Real. Odwieczny rywal zdobył go po czterech latach bez sukcesów, tak jak po sześciu w 2005 roku zrobiła to Barça. Głód sukcesu w Madrycie był ogromny, a Barcelona tylko ten apetyt zaostrzyła.
W niedzielę na trybunach Nou Estadi radość i smutek przeżywał każdy. Byli i Madridiści i kibice Azulgrany, którzy manifestowali swoją satysfakcję po tym jak "Królewscy" męczyli się z Mallorcą. Po końcowym gwizdku szczęściem zachłysnęli się jednak ci pierwsi, choć wielu racjonalnie myślących Culés obserwując przebieg boiskowych wydarzeń w stolicy Hiszpanii wiedziała, że taki właśnie musi być scenariusz. Nie zmieniła tego ani bramka Majorki ani wysokie prowadzenie Barçy. Tytuł przegraliśmy wcześniej, a wczorajsze wydarzenia były tylko kropką nad "i".
Nie byliśmy w stanie wygrać w tym sezonie trzech ligowych meczów z rzędu. Zarząd i trenerzy popełnili błędy, mylili się także zawodnicy, pamiętajmy jednak, że również my kibice nie zawsze byliśmy sprawiedliwi. Wiele było momentów, w których drużyna się starała, lecz po prostu coś się zacięło, nie szło jak powinno i nikt nie potrafił znaleźć metody, by było lepiej. Kryzys potrwa tylko rok. Każdy Culé w to wierzy. W sierpniu Barça powróci silniejsza, ambitniejsza, zmobilizowana do walki. Powróci do walki pod wodzą Laporty i Rijkaarda, którym choćby z tytułu olbrzymich sukcesów z ostatnich lat, należy się przynajmniej roczny kredyt zaufania.
Visca el Barça!
[źródło: własne]
Czteroletnia praca Joana Laporty zaowocowała sukcesami marketingowymi, sportowymi i finansowymi. Czego chcieć więcej? Może tylko tego, by kryzys przyszedł rok, dwa lata później. Przyjść musiał, bo takie są prawa futbolu, każda hegemonia kiedyś dobiega końca. Przynajmniej mistrzostwo Barça przegrała na własne życzenie, ale tak naprawdę na wszystkich frontach zespół Franka Rijkaarda nie imponował formą. Zastanawia fakt czego teraz bardziej żałujemy? Tego, że nie wywalczyliśmy trzeciego z rzędu tytułu czy tego, że wywalczył go Real. Odwieczny rywal zdobył go po czterech latach bez sukcesów, tak jak po sześciu w 2005 roku zrobiła to Barça. Głód sukcesu w Madrycie był ogromny, a Barcelona tylko ten apetyt zaostrzyła.
W niedzielę na trybunach Nou Estadi radość i smutek przeżywał każdy. Byli i Madridiści i kibice Azulgrany, którzy manifestowali swoją satysfakcję po tym jak "Królewscy" męczyli się z Mallorcą. Po końcowym gwizdku szczęściem zachłysnęli się jednak ci pierwsi, choć wielu racjonalnie myślących Culés obserwując przebieg boiskowych wydarzeń w stolicy Hiszpanii wiedziała, że taki właśnie musi być scenariusz. Nie zmieniła tego ani bramka Majorki ani wysokie prowadzenie Barçy. Tytuł przegraliśmy wcześniej, a wczorajsze wydarzenia były tylko kropką nad "i".
Nie byliśmy w stanie wygrać w tym sezonie trzech ligowych meczów z rzędu. Zarząd i trenerzy popełnili błędy, mylili się także zawodnicy, pamiętajmy jednak, że również my kibice nie zawsze byliśmy sprawiedliwi. Wiele było momentów, w których drużyna się starała, lecz po prostu coś się zacięło, nie szło jak powinno i nikt nie potrafił znaleźć metody, by było lepiej. Kryzys potrwa tylko rok. Każdy Culé w to wierzy. W sierpniu Barça powróci silniejsza, ambitniejsza, zmobilizowana do walki. Powróci do walki pod wodzą Laporty i Rijkaarda, którym choćby z tytułu olbrzymich sukcesów z ostatnich lat, należy się przynajmniej roczny kredyt zaufania.
Visca el Barça!
[źródło: własne]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)