Dlaczego nie kupimy Chivu...

lichy

7 lipca 2007, 13:56

Brak komentarzy
Wygląda na to, że uczucie które łączy Barçę i Chivu to miłość, na którą żadna ze stron nie może sobie pozwolić. Zarówno klub jak i zawodnik cały czas krążą wokół siebie, ale jakoś ich drogi nie mogą się skrzyżować. Mimo wielkich słów o uczuciu, ślubu nie będzie. Skoro obie strony pałają do siebie tak żarliwym uczuciem czemu nie potrafią znaleźć wspólnego języka?

Sięgnijmy pamięcią o miesiąc wstecz, kiedy to postanowiono, że pragnienia Txiki Begiristaina i Frank Rijkaarda zostaną urzeczywistnione, a Cristian Chivu wzmocni defensywę Barcelony. Azulgrana skontaktowała się z agentem zawodnika Giovanim Becali oraz z prawą ręką managera, byłym zawodnikiem Tente, który przebywa w Barcelonie, Sanchezem. Becali wyjaśnił działaczom Barçy, że z całego zainteresowania nic nie wyniknie, bowiem piłkarz jest już praktycznie w Interze Mediolan. Zaznaczył jednak, że: "Inter oferuje Romie 11 milionów euro, 7 milionów dla zawodnika i 4 miliony dla mnie za włożony trud"

Działacze Barçy stwierdzili, że "uważają te kwoty za zbyt wysokie jak na jej możliwości finansowe". Jedyną rzeczą, która łączyła wówczas Chivu z Dumą Katalonii było zdanie, które piłkarz powiedział swojemu agentowi, to że woli grać w Barçy niż w Interze.

Ta szczerość spowodowała, że działacze Blaugrany zainicjowali rozmowy z Romą. Txiki Begiristain udał się do Włoch w tym samym dniu, kiedy Ferran Soriano zakończył w Londynie transfer Thierry'ego Henry. Barça znała już propozycję Interu, więc przedstawiła Romie swoją ofertę, wyższą o jeden milion.

Klub należący do rodziny Sensich zawiódł się propozycją, którą złożyli Hiszpanie. Mimo to dyrektor ds. sportowych AS Romy, Daniele Pradè, udał się do Katalonii by spotkać się z Soriano i Txikim w jednej z barcelońskich restauracji. Nie wskórał wiele. Jego żądanie - 18 milionów euro za obrońcę zostało uznane przez działaczy Blaugrany za szaleństwo, bowiem za rok Chivu będzie mógł odejść całkowicie za darmo.

Mimo to Barça była nadal bardzo zainteresowana pozyskaniem Chivu. Rumun i jego agent także postanowili zmniejszyć swe żądania. Azulgrana zaproponowała zawodnikowi kontrakt tego samego typu, co wszystkim swoim piłkarzom: składający się z większej, pewnej części (60%) i z mniejszej, zależnej od sukcesów (40%). Nie przekonało to Chivu bowiem, gdyby nawet udało mu się wywalczyć dwa tytuły i wystąpić w odpowiedniej ilości spotkań zarabiałby i tak mniej niż w Interze.

W tym momencie na scenę wkroczył Pedrag Mijatovic, dyrektor ds. sportowych Realu Madryt. Przedstawiciel Blancos zszokował wszystkich kładąc na stół tyle ile nie chciała wyłożyć ani Barça, ani Inter: 18 milionów euro. Real nie rozmawiał jednak wcześniej z Becalim, który doskonale wiedział, że Chivu nie chce grać w Madrycie.

W zeszły wtorek Barça otrzymała propozycję od Giovaniego Becali. Agent zgodził się na zmniejszenie jego prowizji (niektórzy twierdzą, że o całe 5%, inne mówią, że zamiast 4 może przystać na 3 miliony euro). Chivu poprosił o 80% części pewnej, resztę zaś stanowiłyby dodatki. Barça odrzuciła ich ofertę.

[źródło: Mundo Deportivo]
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (0)

Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze