Superpuchar Hiszpanii dla Sevilli

lichy

20 sierpnia 2007, 09:10

Brak komentarzy
38 minut wystarczyło Sevilli, by udowodnić, że nowa drużyna Realu Madryt jeszcze nie istnieje. "Królewscy" zostali upokorzeni na Santiago Bernabeu przegrywając 3:5.

"Schuster powinien raczej za Gutiego umrzeć" - napisał jeden z komentatorów "Marki" w wielkiej polemice, która rozpętała się po decyzji nowego trenera, że w rewanżu z Sevillą w Superpucharze (w pierwszym meczu było 0:1) zostawia blond rozgrywającego na ławce rezerwowych. W okresie przygotowawczym Guti był jedynym graczem, który umiał uporządkować grę "Królewskich". Tyle, że jest w klubie z Madrytu od 11 lat i mimo niekwestionowanego talentu żaden trener na niego nie stawiał. A prezes klubu Ramon Calderon pozwolił sobie niedawno na okrutny żart nazywając 31-letniego gracza "wiecznym talentem".

Co więc w tym dziwnego, że na Gutiego nie stawia także Schuster? Skoro wydał 27 mln euro na sprowadzenie Sneijdera, musi dać szansę kierowania zespołem Holendrowi. Poszukiwanie rozgrywającego to podstawowe zadanie Niemca, który chce zerwać z filozofią poprzednika. Włoch Fabio Capello w środku pomocy ustawiał dwóch graczy defensywnych. Na razie jednak Sneijder liderem nie jest. Nie jest nim też Raul, na którego, w odróżnieniu od Gutiego, stawiają wszyscy, mimo iż charyzmatyczny kapitan gra słabo od czterech lat. Po 45 minutach nie było wyjścia, trzeba było dać szansę gry Gutiemu, który miał ratować sytuację przy stanie 2:3. Nie uratował, mimo iż grał o klasę lepiej niż Sneijder, asystował przy bramce Sergio Ramosa na 3:3 i po jego wejściu przewaga "Królewskich" była największa. W drugiej połowie Sevilla właściwie tylko się broniła. Choć gdy tylko Real wyrównał, ruszyła do przodu i Frederic Kanoute zdobył gola zwycięskiego po błędzie Pepe. A potem jeszcze piątego dla Sevilli, po czerwonej kartce dla brazylijskiego obrońcy.

Trudno zresztą wskazać winowajcę wczorajszego niepowodzenia Realu. Może był nim właśnie Pepe, mizernej klasy stoper na którego wydano niedawno 30 mln euro? Para środkowych obrońców, którą tworzył z Fabio Cannavaro mogła kandydować do miana najgorszej w całej Europie. Obaj zawalali wczoraj gola za golem, przy trzecim, w 38. min Pepe - zupełnie nie wiadomo dlaczego - zagrał po prostu piłkę ręką w polu karnym. Cannavaro, za kiksy w defensywie, zrehabilitował się chociaż golem na 2:3.

Jedynym z nowych, który odpłacał władzom Realu za wydane pieniądze był 20-letni Roystona Drenthe. Chciał się pokazać bardzo, co udało mu się przy fantastycznym golu na 1:1 zdobytym strzałem z 30 metrów. W sumie jednak nowy Real tworzony przez Bernda Schustera nie tylko po to by wygrywać, ale i zachwycać, ani nie wygrał, ani nie zachwycił. Na tle poukładanej drużyny Sevilli wyglądał jak grupa zdeterminowanych, ale słabo rozumiejących się piłkarzy o dość przeciętnych możliwościach. Zwłaszcza jak na ambicje klubu i Schustera. Trzy miesiące temu drużyna Fabio Capello potrafiła wygrać z Sevillą w lidze 3:2, wczoraj Real przegrał 3:5. Czy to ma być miarą postępu w klubie z Santiago Bernabeu? A może jest tak jak mówi Schuster i zwyczajnie potrzeba mu czasu.

Real Madryt - Sevilla 3:5 (2:3)

Bramki: Drenthe (24.), Cannavaro (45.), Ramos (79.) - Renato (17., 29.), Kanoute (38., karny, 82., 90). Pierwszy mecz 0:1. Puchar zdobyła Sevilla.

Real: Casillas - Ramos, Cannavaro, Torres (45. Guti), Pepe - Diarra, Drenthe, Sneijder (83. Maresca), Robinho - Van Nistelrooy, Ra l (63. Saviola).
Sevilla: Palop - Alves, Fazio, Dragutinovic, Mosquera (45. Keita) - Martí, Poulsen, Navas, Duda (70. Kerżakow) - Renato, Kanoute.

[źródło: Gazeta Wyborcza]
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (0)

Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze