Barça - Lyon: Czas na przebudzenie
Co roku kibice najpotężniejszych europejskich klubów muszą odpowiedzieć sobie na niezwykle ważne i powracające niczym bumerang, pytanie. Co jest ważniejsze - zdobycie mistrzostwa czy zwycięstwo w Lidze Mistrzów? Wywalczenie prymatu na krajowym podwórku jest rezultatem ciężkiej pracy i rzadko się zdarza, by o mistrzostwie zadecydował przypadek. Odświeżona edycja Pucharu Europy to z kolei większy prestiż, który zdobywa się rywalizacji z najsilniejszymi drużynami starego kontynentu. To krew brocząca z nosa napastnika, który właśnie oberwał od obrońcy podczas walki o górną piłkę. To pot spływający z czoła uwijającego się w ukropie bramkarza i reszty drużyny walczącej o zachowanie korzystnego wyniku. To łzy szczęścia wznoszących Puchar Europy i podobne im łzy płynące po twarzach przegranych. Oczywiście wszystko to możemy zobaczyć też w lidze, ale tam rzuca się o wiele mniej w oczy. Tu jeden, jedyny przypadkowy błąd nie zadecyduje o stracie mistrzostwa... Proszę Państwa zmagania w Lidze Mistrzów czas zacząć!
Inauguracja i od razu przeciwnik z najwyższej półki. Olympique Lyon należy do tych drużyn, których Barça i jej kibice woleli uniknąć, no ale cóż los spłatał nam figla i piłkarzom Dumy Katalonii pozostało tylko jedno: ruszyć po zwycięstwo. Tak, po zwycięstwo, bo pierwszy mecz odbędzie się na Camp Nou, a gdzie jeśli nie w swej twierdzy ma wygrywać Blaugrana? Poza tym, jak stwierdziła ostatnio jedna ze związanych z klubem osób: grupa należy do najtrudniejszych, a kluczem do awansu będą mecze u siebie. Kto zgromadzi w nich 9 punktów może być pewny gry w fazie knock-out bowiem pozostali rywale na pewno stracą gdzieś swe oczka. Cóż, odważne stwierdzenie, ale wiele przemawia za tym, że te słowa mogą okazać się prorocze.
Drużyny, która w ubiegłych latach aż 6 razy z rzędu wywalczyła mistrzostwo Francji chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. Tym bardziej, że ostatnimi laty często kontaktowaliśmy się z nimi w sprawie zakupu piłkarzy defensywnych. Mimo tej zażyłości łączącej oba kluby spotkanie to będzie szczególne tylko dla Erica Abidala, który tego lata dość ostro zakomunikował swoim byłym zwierzchnikom, że nie zamierza reprezentować barw Les Gones i zaprzestał treningów, aby wymusić jego transfer do Barçy. Inny z graczy, których Duma Katalonii kupiła od Francuzów - Edmílson na pewno nie wystąpi z powodu kontuzji, która wykluczyła go z gry na o-ho-ho-ho, a może i dłużej. Wracając do sprawy Abidala, Jean-Michel Aulas wycisnął Laportę niczym cytrynę, ale ów jegomość tak ma w swoim zwyczaju. Co roku Lyon opuszcza wielu zawodników, którzy odchodzą do wielkich europejskich klubów, ale mistrzom Francji udaje znaleźć się dla nich godnych zmienników. Claudio Caçapa nie przedłużył kontraktu z klubem i odszedł do Newcastle za darmo. Na Wyspy trafił też Malouda, a jego pozyskanie kosztowało Chelsea 21 mln euro. Do Juventusu za 13 "baniek" odszedł Tiago Mendes, a Wiltord kosztował Rennes 1,5 mln. Niewiele drożej Monaco zapłaciło za Jérémy'ego Berthoda (2 mln). Klub opuścił też Diarra (nie, nie Mahamadou), który powędrował do Bordeaux. Wszystko to jednak małe piwo przed śniadaniem. Klub stracił trenera Gérarda Houlliera. Zastąpił go Alain Perrin, a wraz z nim przyszli Bodmer, Grosso, Anderson, Keïta, Roux i Belhadj. Mimo to drużyna zanotowała falstart.
Wydaje się, że Lyon złe chwile ma już za sobą. W swoim ostatnim ligowym spotkaniu, który miał być sprawdzianem przed meczem z Barçą, rozgromił Metz 5-1, a hat-trickiem popisał się Karem Benzema. Od jakiegoś czasu drużyna mistrza Francji może korzystać już z Freda, a niedawno dołączyli do niego Anderson i Ben Arfa. W spotkaniu z Barçą nie zagra wice-kapitan drużyny, bramkarz, który rozegrał 27 spotkań w reprezentacji Francji - Grégory Coupet, ale kibice Les Gones jego raczej długo nie zobaczą na placu gry. Za to poza wymienionymi wcześniej zawodnikami Perrin będzie miał do dyspozycji François Clerca, Kima Källströma, Sebastiena Squillaciego, Jeremy'ego Toulalana , Sidneya Govou czy Milana Barosa. No i oczywiście niekwestionowaną gwiazdę drużyny, mistrza rzutów wolnych - Juninho Pernambucano. No ale my możemy odpowiedzieć Lyonowi naszym mistrzem stałych fragmentów - Ronaldinho Gaúcho. Czym jeszcze? Wszystkim. Mamy świetnych zawodników, gramy u nas no i Blaugrana musi pokazać kibicom, że przeciętna gra jak w meczu z Osasuną jest już za nami. Zatem, po zwycięstwo panowie, po zwycięstwo.
Vamos Barca!
[źródło: Własne]
Inauguracja i od razu przeciwnik z najwyższej półki. Olympique Lyon należy do tych drużyn, których Barça i jej kibice woleli uniknąć, no ale cóż los spłatał nam figla i piłkarzom Dumy Katalonii pozostało tylko jedno: ruszyć po zwycięstwo. Tak, po zwycięstwo, bo pierwszy mecz odbędzie się na Camp Nou, a gdzie jeśli nie w swej twierdzy ma wygrywać Blaugrana? Poza tym, jak stwierdziła ostatnio jedna ze związanych z klubem osób: grupa należy do najtrudniejszych, a kluczem do awansu będą mecze u siebie. Kto zgromadzi w nich 9 punktów może być pewny gry w fazie knock-out bowiem pozostali rywale na pewno stracą gdzieś swe oczka. Cóż, odważne stwierdzenie, ale wiele przemawia za tym, że te słowa mogą okazać się prorocze.
Drużyny, która w ubiegłych latach aż 6 razy z rzędu wywalczyła mistrzostwo Francji chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. Tym bardziej, że ostatnimi laty często kontaktowaliśmy się z nimi w sprawie zakupu piłkarzy defensywnych. Mimo tej zażyłości łączącej oba kluby spotkanie to będzie szczególne tylko dla Erica Abidala, który tego lata dość ostro zakomunikował swoim byłym zwierzchnikom, że nie zamierza reprezentować barw Les Gones i zaprzestał treningów, aby wymusić jego transfer do Barçy. Inny z graczy, których Duma Katalonii kupiła od Francuzów - Edmílson na pewno nie wystąpi z powodu kontuzji, która wykluczyła go z gry na o-ho-ho-ho, a może i dłużej. Wracając do sprawy Abidala, Jean-Michel Aulas wycisnął Laportę niczym cytrynę, ale ów jegomość tak ma w swoim zwyczaju. Co roku Lyon opuszcza wielu zawodników, którzy odchodzą do wielkich europejskich klubów, ale mistrzom Francji udaje znaleźć się dla nich godnych zmienników. Claudio Caçapa nie przedłużył kontraktu z klubem i odszedł do Newcastle za darmo. Na Wyspy trafił też Malouda, a jego pozyskanie kosztowało Chelsea 21 mln euro. Do Juventusu za 13 "baniek" odszedł Tiago Mendes, a Wiltord kosztował Rennes 1,5 mln. Niewiele drożej Monaco zapłaciło za Jérémy'ego Berthoda (2 mln). Klub opuścił też Diarra (nie, nie Mahamadou), który powędrował do Bordeaux. Wszystko to jednak małe piwo przed śniadaniem. Klub stracił trenera Gérarda Houlliera. Zastąpił go Alain Perrin, a wraz z nim przyszli Bodmer, Grosso, Anderson, Keïta, Roux i Belhadj. Mimo to drużyna zanotowała falstart.
Wydaje się, że Lyon złe chwile ma już za sobą. W swoim ostatnim ligowym spotkaniu, który miał być sprawdzianem przed meczem z Barçą, rozgromił Metz 5-1, a hat-trickiem popisał się Karem Benzema. Od jakiegoś czasu drużyna mistrza Francji może korzystać już z Freda, a niedawno dołączyli do niego Anderson i Ben Arfa. W spotkaniu z Barçą nie zagra wice-kapitan drużyny, bramkarz, który rozegrał 27 spotkań w reprezentacji Francji - Grégory Coupet, ale kibice Les Gones jego raczej długo nie zobaczą na placu gry. Za to poza wymienionymi wcześniej zawodnikami Perrin będzie miał do dyspozycji François Clerca, Kima Källströma, Sebastiena Squillaciego, Jeremy'ego Toulalana , Sidneya Govou czy Milana Barosa. No i oczywiście niekwestionowaną gwiazdę drużyny, mistrza rzutów wolnych - Juninho Pernambucano. No ale my możemy odpowiedzieć Lyonowi naszym mistrzem stałych fragmentów - Ronaldinho Gaúcho. Czym jeszcze? Wszystkim. Mamy świetnych zawodników, gramy u nas no i Blaugrana musi pokazać kibicom, że przeciętna gra jak w meczu z Osasuną jest już za nami. Zatem, po zwycięstwo panowie, po zwycięstwo.
Vamos Barca!
[źródło: Własne]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)