Chcemy magii nie tylko na Camp Nou
Dzisiejsze podsumowanie będzie trochę inne niż zwykle, a dlaczego? O tym przekonacie się w dalszej części tekstu. Po ostatnim remisie w Valladolid na Barcelonę spadła potężna fala krytyki zarówno ze strony mediów, kibiców jak i działaczy. Krytykowali samych siebie nawet zawodnicy, głównie zarzucając brak zaangażowania i walki. Z której strony by nie spojrzeć to odpowiedź otrzymamy zawsze tę samą: na stojąco meczu się nie wygra, można to udowodnić na kilkaset różnych sposobów i nie będę zajmował się tym, bo nie w tym rzecz. Nie wiemy czy drużynie nie chciało się grać, czy zlekceważyli przeciwnika. To wiedzą tylko oni, ale wszyscy oczekiwali magicznej Barcelony w dzisiejszym spotkaniu przeciwko Betisowi Sewilla.
Ku uciesze wszystkich obejrzeliśmy FC Barcelonę grającą tak, że przeciwnik nie ma nic do powiedzenia. Jednym słowem: magicznie. Nie będę szczegółowo opisywał przebiegu spotkania, bo akcji, które zasługują na wyróżnienie było tyle, że nie skończyłbym chyba do dnia jutrzejszego. Chciałbym się skupić na trochę innym aspekcie i postawie niektórych zawodników. Jeśli chodzi o defensywę to trzeba powiedzieć, że Puyol z Thuramem po profesorsku rządzili na jej środku, a Zambrotta i Abidal raz po raz biegali pod pole karne rywali siejąc niemałe zamieszanie. Naziwska Valdésa nie wymieniam, bo praktycznie nie miał dzisiaj żadnej interwencji.
Czas na linię pomocy. Jak zwykle pewnym punktem był Yaya Toure, który był po prostu nie do przejścia. Xavi wraz z Iniestą co chwilę obsługiwali fantastycznymi podaniami napastników, a ten drugi nie raz czarował Camp Nou swoimi rajdami. Niemały udział miał przy pierwszej bramce, kiedy fantastycznie minął obrońcę i z dokładnością chirurga podał do Henry'ego, który pewnym strzałem pokonał Ricardo. Francuz również rozegrał bardzo dobre spotkanie, ale został nieco przyćmiony przez fantastyczną dyspozycję Ronaldinho i Messiego. Argentyńczyk już nie po raz pierwszy w tym sezonie był motorem napędowym akcji Barcelony. Ciężkie życie miał dzisiaj obrońca Betisu - Marko Babić, który został niejednokrotnie ośmieszony, "zakręcony" (brakuje słów, by dokładnie wymienić co jeszcze) przez Messiego i szczerze mówiąc to mu nawet nieco współczuje.
Zostaje nam jeszcze Ronaldinho. Brazylijczyk w ostatnim meczu był jednym z lepszych zawodników w drużynie Barçy, ale to nie znaczy, że zagrał znakomity mecz. Zrobił to dopiero dzisiaj, podkreślając swój bardzo dobry występ dwoma bramkami z rzutów wolnych. Brazylijczyk dryblował, podawał, strzelał i odbierał piłki, czyli robił praktycznie wszystko co tylko można robić na boisku. Taka postawa daje naprawdę optymistyczny prognostyk na przyszłość.
Po zakończeniu spotkania jeden z komentatorów powiedział zdanie, które świetnie obrazuje dzisiejszy mecz: "Czy to niebo? Nie to FC Barcelona". Blaugrana zagrała dzisiaj fantastycznie: biegała, walczyła, grała pressingiem i nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Całą tę radość burzy tylko jeden fakt, że Barça pokazuje swoje prawdziwe oblicze jedynie na Camp Nou, bo w meczach wyjazdowych gra niczym przeciętniak ze środka tabeli. Sześć punktów na 15 możliwych w spotkaniach na stadionach rywali nie jest wyczynem godnym przyszłego - ewentualnego - mistrza Primera Division. Zadowolony będę w pełni, gdy Barcelona zabierze trochę tej magii z Camp Nou i zaleje nią wszystkie boiska nie tylko Hiszpanii, ale i całej Europy. Wtedy będzie naprawdę magicznie.
Bramki:
1-0: Henry 32'
2-0: Ronaldinho 52'
3-0: Ronaldinho 90'
FC Barcelona:
Valdés; Zambrotta (Márquez, 75'), Puyol, Thuram, Abidal; Xavi (Gudjphnsen, 83'), Touré, Iniesta; Messi, Henry (Bojan, 79'), Ronaldinho.
Real Betis:
Ricardo, Ilic, Juanito, Lima, Babic; Mark González, Somoza (Arzu, 75'), Juande, Edu, Rivera, Pavone (José Mari, 71').
- Bramki z meczu! (by Pytonyero)
Ku uciesze wszystkich obejrzeliśmy FC Barcelonę grającą tak, że przeciwnik nie ma nic do powiedzenia. Jednym słowem: magicznie. Nie będę szczegółowo opisywał przebiegu spotkania, bo akcji, które zasługują na wyróżnienie było tyle, że nie skończyłbym chyba do dnia jutrzejszego. Chciałbym się skupić na trochę innym aspekcie i postawie niektórych zawodników. Jeśli chodzi o defensywę to trzeba powiedzieć, że Puyol z Thuramem po profesorsku rządzili na jej środku, a Zambrotta i Abidal raz po raz biegali pod pole karne rywali siejąc niemałe zamieszanie. Naziwska Valdésa nie wymieniam, bo praktycznie nie miał dzisiaj żadnej interwencji.
Czas na linię pomocy. Jak zwykle pewnym punktem był Yaya Toure, który był po prostu nie do przejścia. Xavi wraz z Iniestą co chwilę obsługiwali fantastycznymi podaniami napastników, a ten drugi nie raz czarował Camp Nou swoimi rajdami. Niemały udział miał przy pierwszej bramce, kiedy fantastycznie minął obrońcę i z dokładnością chirurga podał do Henry'ego, który pewnym strzałem pokonał Ricardo. Francuz również rozegrał bardzo dobre spotkanie, ale został nieco przyćmiony przez fantastyczną dyspozycję Ronaldinho i Messiego. Argentyńczyk już nie po raz pierwszy w tym sezonie był motorem napędowym akcji Barcelony. Ciężkie życie miał dzisiaj obrońca Betisu - Marko Babić, który został niejednokrotnie ośmieszony, "zakręcony" (brakuje słów, by dokładnie wymienić co jeszcze) przez Messiego i szczerze mówiąc to mu nawet nieco współczuje.
Zostaje nam jeszcze Ronaldinho. Brazylijczyk w ostatnim meczu był jednym z lepszych zawodników w drużynie Barçy, ale to nie znaczy, że zagrał znakomity mecz. Zrobił to dopiero dzisiaj, podkreślając swój bardzo dobry występ dwoma bramkami z rzutów wolnych. Brazylijczyk dryblował, podawał, strzelał i odbierał piłki, czyli robił praktycznie wszystko co tylko można robić na boisku. Taka postawa daje naprawdę optymistyczny prognostyk na przyszłość.
Po zakończeniu spotkania jeden z komentatorów powiedział zdanie, które świetnie obrazuje dzisiejszy mecz: "Czy to niebo? Nie to FC Barcelona". Blaugrana zagrała dzisiaj fantastycznie: biegała, walczyła, grała pressingiem i nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Całą tę radość burzy tylko jeden fakt, że Barça pokazuje swoje prawdziwe oblicze jedynie na Camp Nou, bo w meczach wyjazdowych gra niczym przeciętniak ze środka tabeli. Sześć punktów na 15 możliwych w spotkaniach na stadionach rywali nie jest wyczynem godnym przyszłego - ewentualnego - mistrza Primera Division. Zadowolony będę w pełni, gdy Barcelona zabierze trochę tej magii z Camp Nou i zaleje nią wszystkie boiska nie tylko Hiszpanii, ale i całej Europy. Wtedy będzie naprawdę magicznie.
Bramki:
1-0: Henry 32'
2-0: Ronaldinho 52'
3-0: Ronaldinho 90'
FC Barcelona:
Valdés; Zambrotta (Márquez, 75'), Puyol, Thuram, Abidal; Xavi (Gudjphnsen, 83'), Touré, Iniesta; Messi, Henry (Bojan, 79'), Ronaldinho.
Real Betis:
Ricardo, Ilic, Juanito, Lima, Babic; Mark González, Somoza (Arzu, 75'), Juande, Edu, Rivera, Pavone (José Mari, 71').
- Bramki z meczu! (by Pytonyero)
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)