Ronaldinho stracił ostatnią szansę?
Pomijając fakt, że występ Ronaldinho w Gran Derbi nie był pewny do ostatnich minut, klasyk miał pokazać czy Brazylijczyk ponownie stanie się 'crackiem', którego wszyscy kibice będą nosić na rękach, czy znów będziemy świadkami statusu quo. Co mimo wszystko mogło zaskakiwać, Gaúcho otrzymał szansę na grę od pierwszej minuty. I wydawało się nawet, że prezentuje się korzystnie, bowiem w kilku sytuacjach udało mu się ograć Sergio Ramosa, tyle że zawsze brakowało ostatniego podania.
Ale to nie była jedyna bolączka Dumy Katalonii. Obecność w wyjściowym składzie Ronaldinho, a nieobecność Messiego, sprawiły że na prawym skrzydle wystąpił Iniesta. I tutaj Andres nie poradził sobie już tak dobrze jak choćby w pojedynku z Valencią.
Po meczu Frank Rijkaard był zadowolony z postawy Ronaldinho, ale od zawodnika tej klasy wymaga się znacznie więcej. Brazylijczyk nie był zdolny do tego, by odwrócić losy meczu. Kiedy otrzymywał piłkę, zwalniał akcję i z tych powodów jego dalsza egzystencja w wyjściowej jedenastce może budzić wątpliwości.
Barça nie była wczoraj kolektywem, nie potrafiła grać zespołowo. Ronaldinho próbował więc indywidualnych akcji, ale jego szaleństwa kończyły się przeważnie przed polem karnym Realu. Frustrację Gaúcho mógł spotęgować fakt, iż sędzia Mejuto Gonzalez nie dyktował rzutów wolnych, kiedy zawodnik upadał próbując wywalczyć rzut wolny. Ale szansa była i to naprawdę duża. Po pół godzinie gry po akcji Iniesty, Ronaldinho powinien trafić do bramki, jednak strzelił prosto w Casillasa. Po chwili ten sam "wyczyn" powtórzył zresztą Deco. Barça miała sytuacje, a goście strzelili gola. I wygrali.
Drugą połowę Gaúcho rozpoczął z determinacją, jednak z każdą minutą gasł, a nieporozumieniem okazało się przesunięcie go na środek ataku, czego właśnie dokonał Rijkaard. Później, po wejściu Bojana, cofnął gwiazdora do drugiej linii na pozycję nieobecnego już wówczas na placu gry Xaviego.
Po końcowym gwizdku smutek Ronaldinho był ogromny. Smutek i frustracja zresztą, bowiem piłkarz czuł, że nie był w stanie wystarczająco pomóc Barcelonie. Porażka w Gran Derbi znacznie skomplikowała nam walkę o mistrzowski tytuł, ale postawiła też pod znakiem zapytania przyszłość Gaúcho na Camp Nou...
[źródło: Sport]
Ale to nie była jedyna bolączka Dumy Katalonii. Obecność w wyjściowym składzie Ronaldinho, a nieobecność Messiego, sprawiły że na prawym skrzydle wystąpił Iniesta. I tutaj Andres nie poradził sobie już tak dobrze jak choćby w pojedynku z Valencią.
Po meczu Frank Rijkaard był zadowolony z postawy Ronaldinho, ale od zawodnika tej klasy wymaga się znacznie więcej. Brazylijczyk nie był zdolny do tego, by odwrócić losy meczu. Kiedy otrzymywał piłkę, zwalniał akcję i z tych powodów jego dalsza egzystencja w wyjściowej jedenastce może budzić wątpliwości.
Barça nie była wczoraj kolektywem, nie potrafiła grać zespołowo. Ronaldinho próbował więc indywidualnych akcji, ale jego szaleństwa kończyły się przeważnie przed polem karnym Realu. Frustrację Gaúcho mógł spotęgować fakt, iż sędzia Mejuto Gonzalez nie dyktował rzutów wolnych, kiedy zawodnik upadał próbując wywalczyć rzut wolny. Ale szansa była i to naprawdę duża. Po pół godzinie gry po akcji Iniesty, Ronaldinho powinien trafić do bramki, jednak strzelił prosto w Casillasa. Po chwili ten sam "wyczyn" powtórzył zresztą Deco. Barça miała sytuacje, a goście strzelili gola. I wygrali.
Drugą połowę Gaúcho rozpoczął z determinacją, jednak z każdą minutą gasł, a nieporozumieniem okazało się przesunięcie go na środek ataku, czego właśnie dokonał Rijkaard. Później, po wejściu Bojana, cofnął gwiazdora do drugiej linii na pozycję nieobecnego już wówczas na placu gry Xaviego.
Po końcowym gwizdku smutek Ronaldinho był ogromny. Smutek i frustracja zresztą, bowiem piłkarz czuł, że nie był w stanie wystarczająco pomóc Barcelonie. Porażka w Gran Derbi znacznie skomplikowała nam walkę o mistrzowski tytuł, ale postawiła też pod znakiem zapytania przyszłość Gaúcho na Camp Nou...
[źródło: Sport]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)