Sevilla - Barça 1:1, czyli Salvador Xavi!
W sobotni wieczór, zespół Sevilli w ramach 23. kolejki La Liga podejmował wicelidera tabeli FC Barcelonę. Konfrontacja z andaluzyjskim klubem nie mogła jednak nadejść w gorszym momencie, gdyż goście przyjechali na Sánchez Pizjuán w mocno okrojonym składzie. Niestety Frank Rijkaard miał przed tym meczem twardy orzech do zgryzienia, gdyż jego drużynę dotknęły nieobecność najlepszego strzelca i tzw. wirus FIFA, czyli po prostu kontuzje. Może o tym świadczyć fakt, iż Oleguer i Edmílson po raz pierwszy w tym sezonie rozpoczęli spotkanie w wyjściowym składzie. W tej sytuacji remis należy przyjąć z zadowoleniem, gdyż gdyby nie wspaniała dyspozycja Valdésa i kolejny zbawienny gol Xaviego, Duma Katalonii mogła wrócić do domu z pustymi rękoma. Jeden zdobyty punkt oznacza, iż jutro oczy wszystkich będą zwrócone na Santiago Bernebéu, ale wróćmy do sobotniego spotkania.
Już od samego początku spotkania zarysowała się wyraźna przewaga gospodarzy. Piłkarze Sevilli bardzo chcieli strzelić gola, raz po raz wystawiając na próbę Valdésa. Bramkarz Barcelony popisywał się jednak spektakularnymi obronami, udowadniając tym samym, iż jego pierwsze miejsce w klasyfikacji Zamory to nie przypadek. Piłkarze Manolo Jiméneza w pełni kontrolowali grę, grali szybko i z przekonaniem co do swoich możliwości. Defensywa Blaugrany nie potrafiła wprowadzić do gry spokoju, Oleguer miał problemy z zatrzymaniem Capela, a Thuram z trudem radził sobie z Kanouté, na szczęście także przez pierwsze pół godziny popisowe zawody rozgrywał bramkarz Barçy. Valdés bronił strzały Alvesa, Kanouté, Luisa Fabiano i Capela. Niestety w 34. minucie po dograniu Jesusa Navasa na długi słupek do nie upilnowanego przez Oleguera Capela, kataloński portero nie miał żadnych szans i jedyne co mógł zrobić, to odprowadzić wzrokiem wpadającą do siatki piłkę. Do przerwy ani wynik, ani sposób gry drużyny Rijkaarda nie uległ zmianie.
W szatni Holender zdecydował się na dwie zmiany, zdejmując z boiska Thurama i Edmílsona, których zastąpili Márquez z Ronaldinho. Było to dość ryzykowne posunięcie pod względem defensywnym, gdyż w linii pomocy pozostali Xavi, Iniesta i Ronaldinho. Mimo to Barcelona poprawiła swoją grę, przejęła kontrolę na piłką i rozgrywała, i rozgrywała, i... rozgrywała. Niestety brak dynamicznych akcji i kontrataków zaowocował tym, iż Palop nie miał zbyt wiele pracy. W trakcie drugiej połowy o zmianę poprosił Henry, którego zastąpił Gudjohnsen, a jego wejście oznaczało przesunięcie Ronaldinho na pozycję wysuniętego napastnika. Zmiany odmieniły obraz gry, ale wynik pozostawał bez ten sam i wydawało się, że tego wieczoru nie wydarzy się już nic ciekawego. Jednak wszystko rozstrzygnęło się w dwie minuty. Najpierw bliski pokonania Victora Valdésa był... Márquez, który w niefortunny sposób wybił dośrodkowanie w pole karne. A następnie Messi obsłużył Xaviego wspaniałym podaniem w pole karne rywali i wychowanek pokonał strzałem ‘z czuba' nie rozgrzanego jeszcze Palopa, doprowadzając do remisu 1-1. Ale to nie koniec, gdyż dopiero od tego momentu spotkanie zaczęło nabierać rumieńców. Na kwadrans przed końcem, za faul przed polem karnym na Messim swoją druga żółtą, a w konsekwencji czerwona kartkę zobaczył Keita. Do piłki podszedł Ronaldinho i choć wydawało się, że odda on niebezpieczny strzał, to wszystko skończyło się na murze piłkarzy Sevilli. Zespół Rijkaarda parł do przodu, czego efektem były faule gospodarzy i kilka rzutów wolnych na rzecz gości. W 81. minucie Brazylijczyk ponownie próbował zagrozić bramce Palopa, ale bezskutecznie. Biorąc pod uwagę sposób gry Barcelony, może trudno w to uwierzyć, ale mogła ona wywieźć z Sánchez Pizjuán 3 punkty. Po rzucie rożnym wykonywanym w 85. minucie po strzale Messiego piłka przetoczyła się wzdłuż linii bramkowej, ale żaden z kolegów nie zdołał wbić jej do siatki. Na kilkanaście sekund przed końcem meczu rzut wolny wykonał jeszcze Ronaldinho, ale jego strzał obronił Palop. Chwilę później sędzia odgwizdał koniec spotkania.
W kontekście rywalizacji Barçy z Realem Madryt remis nie napawa radością, jednak każdy kto oglądał to spotkanie wie, że przez większą jego część zanosiło się na porażkę. Niestety gra Barcelony nie zachwyciła. Niepewna obrona, niewidoczny atak, brak dokładności w podaniach, nieustanne kiwanie się w środku pola czy mało dynamiczne kontrataki, jeśli tak to można nazwać. Pozostaje jedynie wierzyć, iż w następnym spotkaniu, zespół wzmocniony przez uczestników Pucharu Narodów Afryki i zawodników zmagających się obecnie z drobnymi urazami, wróci do gry na wysokim poziomie.
Sevilla: Palop: Dani Alves, Escudé, Dragutinovic, Adriano; Poulsen, Keita, Jesus Navas (Maresca, 83 '), Diego Capel, Luis Fabiano i Kanoute (Renato, 64').
FC Barcelona: Valdés; Oleguer, Milito, Thuram (Márquez, 45'), Abidal; Xavi, Edmílson (Ronaldinho, 45'), Iniesta; Messi, Henry (Gudjohnsen, 58') i Giovani
Arbiter: Teixeira Vitienes.
Żółte kartki: Milito (17'); Alves (28'); Iniesta (45'); Abidal (65'); Keita (67' i 77'); Messi (70'); Luis Fabiano (88'); Dragutinovic (89'). Czerwona kartka: Keita za druga żółtą (77');
Gole:
1-0, Capel (34')
1-1, Xavi (75')
Już od samego początku spotkania zarysowała się wyraźna przewaga gospodarzy. Piłkarze Sevilli bardzo chcieli strzelić gola, raz po raz wystawiając na próbę Valdésa. Bramkarz Barcelony popisywał się jednak spektakularnymi obronami, udowadniając tym samym, iż jego pierwsze miejsce w klasyfikacji Zamory to nie przypadek. Piłkarze Manolo Jiméneza w pełni kontrolowali grę, grali szybko i z przekonaniem co do swoich możliwości. Defensywa Blaugrany nie potrafiła wprowadzić do gry spokoju, Oleguer miał problemy z zatrzymaniem Capela, a Thuram z trudem radził sobie z Kanouté, na szczęście także przez pierwsze pół godziny popisowe zawody rozgrywał bramkarz Barçy. Valdés bronił strzały Alvesa, Kanouté, Luisa Fabiano i Capela. Niestety w 34. minucie po dograniu Jesusa Navasa na długi słupek do nie upilnowanego przez Oleguera Capela, kataloński portero nie miał żadnych szans i jedyne co mógł zrobić, to odprowadzić wzrokiem wpadającą do siatki piłkę. Do przerwy ani wynik, ani sposób gry drużyny Rijkaarda nie uległ zmianie.
W szatni Holender zdecydował się na dwie zmiany, zdejmując z boiska Thurama i Edmílsona, których zastąpili Márquez z Ronaldinho. Było to dość ryzykowne posunięcie pod względem defensywnym, gdyż w linii pomocy pozostali Xavi, Iniesta i Ronaldinho. Mimo to Barcelona poprawiła swoją grę, przejęła kontrolę na piłką i rozgrywała, i rozgrywała, i... rozgrywała. Niestety brak dynamicznych akcji i kontrataków zaowocował tym, iż Palop nie miał zbyt wiele pracy. W trakcie drugiej połowy o zmianę poprosił Henry, którego zastąpił Gudjohnsen, a jego wejście oznaczało przesunięcie Ronaldinho na pozycję wysuniętego napastnika. Zmiany odmieniły obraz gry, ale wynik pozostawał bez ten sam i wydawało się, że tego wieczoru nie wydarzy się już nic ciekawego. Jednak wszystko rozstrzygnęło się w dwie minuty. Najpierw bliski pokonania Victora Valdésa był... Márquez, który w niefortunny sposób wybił dośrodkowanie w pole karne. A następnie Messi obsłużył Xaviego wspaniałym podaniem w pole karne rywali i wychowanek pokonał strzałem ‘z czuba' nie rozgrzanego jeszcze Palopa, doprowadzając do remisu 1-1. Ale to nie koniec, gdyż dopiero od tego momentu spotkanie zaczęło nabierać rumieńców. Na kwadrans przed końcem, za faul przed polem karnym na Messim swoją druga żółtą, a w konsekwencji czerwona kartkę zobaczył Keita. Do piłki podszedł Ronaldinho i choć wydawało się, że odda on niebezpieczny strzał, to wszystko skończyło się na murze piłkarzy Sevilli. Zespół Rijkaarda parł do przodu, czego efektem były faule gospodarzy i kilka rzutów wolnych na rzecz gości. W 81. minucie Brazylijczyk ponownie próbował zagrozić bramce Palopa, ale bezskutecznie. Biorąc pod uwagę sposób gry Barcelony, może trudno w to uwierzyć, ale mogła ona wywieźć z Sánchez Pizjuán 3 punkty. Po rzucie rożnym wykonywanym w 85. minucie po strzale Messiego piłka przetoczyła się wzdłuż linii bramkowej, ale żaden z kolegów nie zdołał wbić jej do siatki. Na kilkanaście sekund przed końcem meczu rzut wolny wykonał jeszcze Ronaldinho, ale jego strzał obronił Palop. Chwilę później sędzia odgwizdał koniec spotkania.
W kontekście rywalizacji Barçy z Realem Madryt remis nie napawa radością, jednak każdy kto oglądał to spotkanie wie, że przez większą jego część zanosiło się na porażkę. Niestety gra Barcelony nie zachwyciła. Niepewna obrona, niewidoczny atak, brak dokładności w podaniach, nieustanne kiwanie się w środku pola czy mało dynamiczne kontrataki, jeśli tak to można nazwać. Pozostaje jedynie wierzyć, iż w następnym spotkaniu, zespół wzmocniony przez uczestników Pucharu Narodów Afryki i zawodników zmagających się obecnie z drobnymi urazami, wróci do gry na wysokim poziomie.
Sevilla: Palop: Dani Alves, Escudé, Dragutinovic, Adriano; Poulsen, Keita, Jesus Navas (Maresca, 83 '), Diego Capel, Luis Fabiano i Kanoute (Renato, 64').
FC Barcelona: Valdés; Oleguer, Milito, Thuram (Márquez, 45'), Abidal; Xavi, Edmílson (Ronaldinho, 45'), Iniesta; Messi, Henry (Gudjohnsen, 58') i Giovani
Arbiter: Teixeira Vitienes.
Żółte kartki: Milito (17'); Alves (28'); Iniesta (45'); Abidal (65'); Keita (67' i 77'); Messi (70'); Luis Fabiano (88'); Dragutinovic (89'). Czerwona kartka: Keita za druga żółtą (77');
Gole:
1-0, Capel (34')
1-1, Xavi (75')
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)