Wiatr w żagle w ostatniej chwili

komandor

10 lutego 2008, 09:44

Brak komentarzy
Przespał niemal całą pierwszą połowę meczu, ale w drugiej przebudził się, by stać się jednym z głównych twórców "sukcesu", jakim było wywiezienie z Sanchez Pizjuán jednego punktu. Brak wielu zawodników, zmusił Franka Rijkaarda do lekkiej modyfikacji taktyki na mecz z Sevillą, co chyba nie wyszło na dobre młodemu Argentyńczykowi, bo mowa tu właśnie o Leo Messim.

Lionel mecz rozpoczął naturalnie w wyjściowym składzie. To on był w ekipie Blaugany pierwszym, który oddał strzał na bramkę Palopa. Niestety z minuty na minutę Argentyńczyk był coraz mniej zauważalny. Tylko kilka akcji, pięć strat i dwie odzyskane od rywali piłki, to stanowczo za mało, jak na gracza tej klasy.

Na szczęście po przerwie Messi wyraźnie się przebudził, szczególnie na piętnaście minut przed końcem spotkania. W kluczowej dla losów meczu akcji, Leo zaliczył asystę przy golu Xaviego, chwilę później był tym, przez którego z boiska z czerwoną kartką wyleciał Keita. Udało mu się także oddać strzał, po którym niewiele zabrakło do zmiany rezultatu spotkania.

Może gdyby Messi wiatr w żagle złapał nieco wcześniej, dziś do Realu Madryt tracilibyśmy jedynie trzy oczka, przynajmniej do godziny 21.

[źródło: Sport]
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (0)

Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze