Barcelony atak na szczyt w Madrycie
Po raz pierwszy od 5 maja 2007 FC Barcelona może zostać liderem ligi hiszpańskiej. Aż 40 proc internautów w Hiszpanii w to wierzy.
Aż 40 proc, bo Barça ma dwa punkty straty do Realu Madryt, a wybiera się do stolicy Hiszpanii na mecz z Atlético. Zespół prowadzony przez Javiera Aguirre przypomina rannego lwa. Od 10 lutego i pojedynku z Racingiem Ebiego Smolarka nie wygrał. Odpadł z Pucharu UEFA z Boltonem (Grzegorz Rasiak), w lidze jest o krok od wypadnięcia z czwórki dającej prawo walki o Ligę Mistrzów. Odradzająca się Sevilla traci do Atlético tylko dwa punkty.
Ale przed meczem z Barçą Aguirre mówi: - Zrobią źle uznając nas za martwych.
To prawda. Barcelonie zawsze ciężko grało się z Atlético, choć nie ma tam już notorycznie nękającego Katalończyków Fernando Torresa. Tyle, że Sergio Aguero to nawet większy talent niż sprzedany do Liverpoolu Hiszpan.
Barça ma teraz świetny moment, powstała jak Feniks, w cztery kolejki odrobiła do Realu Madryt siedem punktów, a w Lidze Mistrzów strzeliła trzy gole Arturowi Borucowi pokonując Celtic 3:2 na wyjeździe. Wtorkowy rewanż na Camp Nou to będzie raczej formalność. Na mecz z Atlético wraca Ronaldinho, któremu Rijkaard dał odpocząć w pucharowym meczu z Valencią (1:1). - Nigdy nie pogodzę się z rolą rezerwowego - mówił Brazylijczyk, który ostatnio zdradzał nawet niewielkie symptomy zwyżki formy. Nie mówiąc o Messim, który znów zaczął strzelać i Eto'o, który w ośmiu meczach sezonu zdobył osiem goli (długo leczył kontuzję, a potem był na Pucharze Narodów Afryki). Możliwe jest też, że w Madrycie zobaczymy wreszcie na boisku fantastyczną czwórkę. Henry ma zacząć mecz na ławce, ale gdyby coś nie szło...
By zostać liderem po 10 miesiącach Barça musi nie tylko wygrać z Atlético, ale liczyć, że Real przegra czwarty z pięciu ostatnich meczów ligowych z Recreativo w Huelvie. Real stracił Ruda van Nistelrooya i Gutiego, którzy leczą się by zagrać rewanż z Romą w Champions League. Ale do drużyny wracają Pepe i Robinho od kontuzji których zaczęły się kłopoty królewskich. Nawet w cięższych czasach Real nie przegrywał pięciu z sześciu spotkań (a teraz by tak było, bo w okresie gdy przegrywał z Almerią, Betisem, Romą, Getafe pokonał tylko Valladolid). Dlatego wyniki ankiety internetowej w dzienniku "Marca", która wskazuje, że tylko 60 proc czytelników uważa iż królewscy utrzymają pozycję lidera, są mimo wszystko szokujące. W Realu pocieszają się, że fatalny dla nich luty dobiegł końca. Grają 1 marca. - Mnie nie obchodzi kto będzie liderem w niedzielę, ale na koniec sezonu - mówi Bernd Schuster. Widać, że drażliwy trenera Realu traci poczucie humoru już do reszty.
[źródło: Gazeta]
Aż 40 proc, bo Barça ma dwa punkty straty do Realu Madryt, a wybiera się do stolicy Hiszpanii na mecz z Atlético. Zespół prowadzony przez Javiera Aguirre przypomina rannego lwa. Od 10 lutego i pojedynku z Racingiem Ebiego Smolarka nie wygrał. Odpadł z Pucharu UEFA z Boltonem (Grzegorz Rasiak), w lidze jest o krok od wypadnięcia z czwórki dającej prawo walki o Ligę Mistrzów. Odradzająca się Sevilla traci do Atlético tylko dwa punkty.
Ale przed meczem z Barçą Aguirre mówi: - Zrobią źle uznając nas za martwych.
To prawda. Barcelonie zawsze ciężko grało się z Atlético, choć nie ma tam już notorycznie nękającego Katalończyków Fernando Torresa. Tyle, że Sergio Aguero to nawet większy talent niż sprzedany do Liverpoolu Hiszpan.
Barça ma teraz świetny moment, powstała jak Feniks, w cztery kolejki odrobiła do Realu Madryt siedem punktów, a w Lidze Mistrzów strzeliła trzy gole Arturowi Borucowi pokonując Celtic 3:2 na wyjeździe. Wtorkowy rewanż na Camp Nou to będzie raczej formalność. Na mecz z Atlético wraca Ronaldinho, któremu Rijkaard dał odpocząć w pucharowym meczu z Valencią (1:1). - Nigdy nie pogodzę się z rolą rezerwowego - mówił Brazylijczyk, który ostatnio zdradzał nawet niewielkie symptomy zwyżki formy. Nie mówiąc o Messim, który znów zaczął strzelać i Eto'o, który w ośmiu meczach sezonu zdobył osiem goli (długo leczył kontuzję, a potem był na Pucharze Narodów Afryki). Możliwe jest też, że w Madrycie zobaczymy wreszcie na boisku fantastyczną czwórkę. Henry ma zacząć mecz na ławce, ale gdyby coś nie szło...
By zostać liderem po 10 miesiącach Barça musi nie tylko wygrać z Atlético, ale liczyć, że Real przegra czwarty z pięciu ostatnich meczów ligowych z Recreativo w Huelvie. Real stracił Ruda van Nistelrooya i Gutiego, którzy leczą się by zagrać rewanż z Romą w Champions League. Ale do drużyny wracają Pepe i Robinho od kontuzji których zaczęły się kłopoty królewskich. Nawet w cięższych czasach Real nie przegrywał pięciu z sześciu spotkań (a teraz by tak było, bo w okresie gdy przegrywał z Almerią, Betisem, Romą, Getafe pokonał tylko Valladolid). Dlatego wyniki ankiety internetowej w dzienniku "Marca", która wskazuje, że tylko 60 proc czytelników uważa iż królewscy utrzymają pozycję lidera, są mimo wszystko szokujące. W Realu pocieszają się, że fatalny dla nich luty dobiegł końca. Grają 1 marca. - Mnie nie obchodzi kto będzie liderem w niedzielę, ale na koniec sezonu - mówi Bernd Schuster. Widać, że drażliwy trenera Realu traci poczucie humoru już do reszty.
[źródło: Gazeta]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)