Optymiści, realiści: Barcelona 1:2 Villarreal

Looky,

9 marca 2008, 20:32

Brak komentarzy
Jeszcze dwa tygodnie temu, kiedy lider przegrywał u siebie z Getafe, a Barça triumfowała z Levante, katalońscy kibice byli pełni nadziei. Strata Azulgrany do Realu zmalała wówczas do 2 punktów i wydawało się, że pierwsza pozycja w ligowej tabeli jest dla nas na wyciągnięcie ręki. Czar szybko jednak prysł, bowiem okazało się, że dla Barcelony nie ma rzeczy niemożliwych, niestety w negatywnym tego słowa znaczeniu. Podopieczni Franka Rijkaarda w meczu zamykającym 27. kolejkę Primera Division ulegli Villarreal 1:2, tracąc bramki po błędach w defensywie, przez całe niemal spotkanie bijąc głową w szczelny mur gości, którzy w pełni zrealizowali przedmeczowe założenia. W ciągu 14 dni Madryt odbudował przewagę, a Duma Katalonii znacznie odwiecznemu rywalowi to ułatwiła.

Pierwsze piętnaście minut pierwszej połowy było dość monotonne i bez większych emocji. Obie drużyny bardziej czekały na to co pokażą rywale, niż same rzucały się do odważnego ataku. Brak emocji ze strony piłkarzy starał się zrekompensować sędzia Perez Burrull, dwukrotnie odgwizdując pozycję spaloną Samuela Eto'o, gdy takowej nie było. Poważne strzelanie rozpoczął Ronaldinho w 19. minucie, próbując zaskoczyć bramkarza gości uderzeniem w krótki róg z rzutu wolnego. Kilka minut później strzał Henry'ego poszybował wysoko ponad bramką. W 30. minucie pierwszą groźną, ale skuteczną akcję przeprowadzili goście. Piłkę przed polem karnym otrzymał Franco i po minięciu Abidala i Thurama, został przewrócony w polu karnym przez Valdésa i sędzia od razu wskazał na "jedenastkę". Rut karny na bramkę zamienił Senna, strzelając trzeciego gola w tym sezonie Barcelonie, trzeciego z rzutu karnego. Barça starała się doprowadzić do remisu jeszcze przed przerwą, ale wytoczyła nienaładowane armaty i do końca tej części spotkania wynik się nie zmienił.

Na drugą połowę, podopieczni Rijkaarda wydawali się wychodzić zmotywowani i gotowi do zażartej walki przez 45 minut. I początkowo wszystko na to wskazywało, bo Barça grała szybko i zdecydowanie. Inna sprawa, że wszelkie ataki rozbijane były przez szczelną defensywę gości, ale mogliśmy mieć nadzieję, bowiem z każdą minutą napór wzrastał. Tymczasem Villarreal konsekwentnie broniąc się czekał na swoje okazje do kontry. Po jednej z nich, rzut rożny wykonywał Robert Pires, a główka jednego z obrońców gości minimalnie przeleciała nad bramką Valdésa. W 66. minucie Barça dopięła swego. Szybki i dynamiczny rajd Iniesty lewą stroną zakończył się podaniem piłki do Xaviego, który po raz czwarty w ostatnich pięciu meczach, wpisał się na listę strzelców i tablicach świetlnych Camp Nou widniało po 1 przy Barcelonie i Villarreal. Wydawało się, że ta bramka podetnie skrzydła mądrze grającej defensywie gości, ale okazało się, że to Barcelonie zabrakło pomysłu - bo nie umiejętności - a Villarreal konsekwentnie czekał na swoją s okazję. W 81. minucie, po nieudanej pułapce ofsajdowej, w polu karnym do piłki doszedł niepilnowany Bruno, który odegrał piłkę do Tomassona i Duńczyk ponownie wyprowadził Villarreal na prowadzenie. W 89. minucie nastąpiła ostatnia próba Barcelony, aby podnieść się z desek po ciężkim nokaucie, ale strzał Ronaldinho z rzutu wolnego trafił w spojenie słupka z poprzeczką Diego Lópeza. Parę chwil później sędzia zakończył pojedynek, a schodzących z boiska gospodarzy żegnały gwizdy zniesmaczonych kibiców. Zresztą nie tylko fani mogli czuć się sfrustrowani. Laporta w pośpiechu opuszczał loże honorową co z ogromną precyzją uchwycił realizator transmisji.

Czy słaba gra ataku jest wynikiem kontuzji Messiego? Nie, a przynajmniej być tym spowodowana nie powinna, bo potencjał napastników posiadanych przez Rijkaarda jest ogromny. Holender wydaje się mieć jednak problem z właściwym ustawieniem 'fantastycznej trójki' na boisku, stąd też żaden gracz z ów formacji nie potrafi rozwinąć skrzydeł. Nie jest to zresztą wina tylko trenera, bowiem to zawodnicy walczą na boisku, a dziś tę walkę widzieliśmy głównie dopiero po wyrównującej bramce.

Niestety przedmeczowe słowa Manuela Pellegriniego w pełni się sprawdziły. Villarreal miał nie pozwolić Barcelonie na długie utrzymywanie się przy piłce, co też z powodzeniem i wielką radością czynił. Na domiar złego (dla nas rzecz jasna) piłkarze gości stosowali skuteczny pressing często potrajając krycie zawodników gospodarzy. Ci z kolei nie potrafili znaleźć recepty na tak zorganizowanego przeciwnika, często odgrywając futbolówkę do tyłu lub też próbując indywidualnych akcji.

Katalońska prasa w poniedziałek zasypie nas krytyką skierowaną pod adresem piłkarzy i przede wszystkim Rijkaarda. Nie byłoby w tym pewnie nic dziwnego, gdyby nie fakt, że jeśli w Lidze Mistrzów awansujemy do kolejnej rundy, znów odżyją nadzieje na zakończenie sezonu ze wspaniałym trofeum w ręku i owa krytyka ucichnie. Ot tak przewrotna jest natura kibica i mediów, które sprzyjają swoim. Adios campeonato? Za wcześnie na taki wyrok, choć na powtórkę fatalnego lutego w wykonaniu Realu nie mamy co liczyć. A wpadki lidera i co być może trudniejsze - nasze regularne zwycięstwa, są nam niezbędne, aby móc jeszcze myśleć o mistrzowskim tytule La Liga. Tylko o czym mówimy skoro Villarreal wygrał spotkanie na Camp Nou bez Rossiego i Nihata - dwóch najlepszych strzelców swojego zespołu.

Statystyki:

Barcelona - Villarreal

1 - Gole - 2
9 - Strzały - 8
6 -Strzały w światło bramki - 5
10 - rzuty rożne - 2
21 - faule - 18
4 - żółte kartki - 4
75 - piłki stracone - 79
79 - piłki odzyskane - 75


Barcelona: Valdés; Zambrotta, Thuram, Milito, Abidal; Xavi, Touré, Iniesta; Ronaldinho, Henry, Eto'o.

Villarreal: Diego López; Javi Venta, Gonzalo, Godín, Capdevila; Cazorla, Senna, Eguren, Pires, Matías Fernández, Guille Franco.

Szczegóły meczu w relacji live.
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (0)

Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze