Strata 2 cennych punktów; Recreativo - Barcelona 2:2
W sobotni wieczór FC Barcelona grała na Nuevo Colombino będącym kolejnym odcinkiem specjalnym w wyścigu po mistrzostwo Hiszpanii. Niestety zamiast zdecydowanego kroku naprzód Blagrana zaliczyła falstart remisując (2-2) z broniącym się przed strefą spadkową Recreativo Huelva.
Znając hiszpańskich kibiców, wielu nie zdążyło jeszcze usiąść, inni nie wyjęli nawet słoneczników, a Samuel Eto'o już cieszył się ze strzelonego gola. Pierwsza akcja, przytomne zagranie Dos Santosa, strzał głową Kameruńczyka i mieliśmy idealny początek spotkania. Podopieczni Franka Rijkaarda zagrali w dość nietypowym składzie. Oprócz kontuzjowanych Deco i Ronaldinho, Holender nie mógł liczyć na Iniestę, Henry'ego i Bojana. Z uwagi na to, od początku na murawie pojawili się Gudjohnsen i lekko zapomniany Santi Ezquerro. Po zimnym prysznicu z 1. minuty, gospodarze wzięli się do pracy, czego efektem były bardziej zdecydowane ataki na bramkę rywala. W drużynie gości dużą aktywność przejawiał Guddy, który próbował wziąć na siebie ciężar rozgrywania piłki. Niestety Barcelonie brakowało zdecydowania i dobrego wykończenia konstruowanych akcji. Recreativo raz po raz wyprowadzało coraz groźniejsze kontrataki i wydawało się, że wyrównanie wisi w powietrzu. Ze strony przyjezdnych swoich sił w strzałach na bramkę próbowali Eto'o, Dos Santos, Gudjohnsen czy Toure, jednak na przeszkodzie stawali albo obrońcy, albo brak dokładności.
Patrząc na przebieg pierwszej połowy można było odnieść wrażenie, że jeśli Barça nie zaatakuje to Recre wykorzysta indolencję oponenta i w krótkim czasie doprowadzi do remisu. Decydująca była sytuacja z 40. minuty spotkania, kiedy to na bramkę Valdésa strzał głową oddał Rubén. Portero Barçy, nie bez problemu, zatrzymał piłkę na linii bramkowej, jednak sędzia zinterpretował to tak, że piłka przekroczyła ją całym obwodem po czym wskazał na środek boiska. Na nic zdały się protesty piłkarzy, a jedyne co udało się ‘wywalczyć' to żółty kartonik dla Eto'o. Recreativo postanowiła iść za ciosem, natomiast Barcelona jeszcze przed przerwą próbowała odzyskać utracone prowadzenie. W doliczonym czasie gry w świetnej sytuacji znalazł się Dos Santos, jednak jego uderzenie dało zespołowi jedynie rzut rożny. Do przerwy wynik nie uległ jednak zmianie.
Druga połowa rozpoczęła się podobnie jak pierwsza, czyli od gola Eto'o. Jednak tym razem Kameruńczyk popisał się bajecznym uderzeniem zza pola karnego, nie dając bramkarzowi najmniejszych szans na jego obronę. Śmiało można powiedzieć, iż bramka ta była ozdobą sobotniego meczu i zwróciła Barçy to, co zabrał jej sędzia. Recreativo nie zamierzało schodzić z boiska w roli pokonanego i po zaledwie kilku minutach stanęło przed szansą na wyrównanie. Jednak między słupkami świetnie spisywał się Valdés. Wpierw wybronił strzał Martinsa, a następnie instynktownie zatrzymał uderzenie Sinamy. Obserwując boiskowe wydarzenie Rijkaarda zdecydował się na dwie zmiany. Na murawie pojawili się, wracający po kontuzji, Messi i Edmílson. Mimo paru lepszych akcji, w grze Barcelony raziła destrukcyjna nieskuteczność. Wynik mimo że korzystny, nie był bezpieczny. Jest wiele starych, piłkarskich prawd, a jedna głosi, że najlepszą obroną jest atak. Zabrakło właśnie ofensywy, co skrzętnie wykorzystali rywale. Ostatnim ostrzeżeniem dla Barçy był mocny strzał zza pola karnego Martinsa. Valdés miał spore problemy, jednak zdołał wygarnąć futbolówkę sprzed linii bramkowej i zespół nadal utrzymywał się na prowadzeniu. Krytyczny moment nadszedł w 70. minucie, kiedy to dośrodkowanie w pole karne strzałem głową z ostrego kąta wykończył Rubén. Spory udział przy tym golu miał Valdés, który najpierw ruszył do piłki, a następnie zatrzymał się zostawiając za swoimi plecami pustą bramkę. Mimo 20 minut do końca, gra a tym bardziej wynik nie uległy zmianie i Barcelona wywiozła z Nuevo Colombino zaledwie punkt.
Niestety w obecnym sezonie Blaugrana ma dwie twarze. Jedna to Barça z La Liga, teoretycznie silna, a w praktyce niedokładna, niekonsekwentna i nieporadna. Druga zaś to, jedyny obok Manchesteru, niepokonany zespół obecnej edycji Champions League. W dzisiejszym spotkaniu ponownie zawiódł środek pola, a oprócz tego indywidualne błędy i niedokładność w wykończeniu akcji sprawiły, że Blaugrana nie po raz pierwszy stała się ofiarą własnej gry. Fakt, sędzia popełnił poważny błąd uznając bramkę na 1-1, jednak uczciwość nakazuje powiedzieć, że remis to wynik odniesiony na własne życzenie. Zespół aspirujący do mistrzostwa musi wygrywać mecze z potencjalnymi spadkowiczami. Trudno dzisiaj liczyć na potknięcie Realu Madryt, gdyż wcześniejsze jego wpadki nie zmieniały status quo. Rzucane wówczas ‘koła ratunkowe' zamiast szansy na ratunek, wydawały się trafiać tonącego w głowę. Ale by nie kończyć w iście ponurym nastroju, trzeba pamiętać, że dopóki piłka w grze...
Recreativo: Sorrentino; Bouzon, Quique, Alvarez, Beto, Poli, Camunas, Vazquez, Martins, Aitor, Pongolle.
Barcelona: Valdés; Zambrotta; Puyol, Milito, Abidal; Toure; Gudjohnsen, Xavi; Giovani, Eto'o, Ezquerro.
Gole:
0-1, min.1: Eto'o.
1-1, min.40: Rubén.
1-2, min.46: Eto'o.
2-2, min.70: Rubén.
Znając hiszpańskich kibiców, wielu nie zdążyło jeszcze usiąść, inni nie wyjęli nawet słoneczników, a Samuel Eto'o już cieszył się ze strzelonego gola. Pierwsza akcja, przytomne zagranie Dos Santosa, strzał głową Kameruńczyka i mieliśmy idealny początek spotkania. Podopieczni Franka Rijkaarda zagrali w dość nietypowym składzie. Oprócz kontuzjowanych Deco i Ronaldinho, Holender nie mógł liczyć na Iniestę, Henry'ego i Bojana. Z uwagi na to, od początku na murawie pojawili się Gudjohnsen i lekko zapomniany Santi Ezquerro. Po zimnym prysznicu z 1. minuty, gospodarze wzięli się do pracy, czego efektem były bardziej zdecydowane ataki na bramkę rywala. W drużynie gości dużą aktywność przejawiał Guddy, który próbował wziąć na siebie ciężar rozgrywania piłki. Niestety Barcelonie brakowało zdecydowania i dobrego wykończenia konstruowanych akcji. Recreativo raz po raz wyprowadzało coraz groźniejsze kontrataki i wydawało się, że wyrównanie wisi w powietrzu. Ze strony przyjezdnych swoich sił w strzałach na bramkę próbowali Eto'o, Dos Santos, Gudjohnsen czy Toure, jednak na przeszkodzie stawali albo obrońcy, albo brak dokładności.
Patrząc na przebieg pierwszej połowy można było odnieść wrażenie, że jeśli Barça nie zaatakuje to Recre wykorzysta indolencję oponenta i w krótkim czasie doprowadzi do remisu. Decydująca była sytuacja z 40. minuty spotkania, kiedy to na bramkę Valdésa strzał głową oddał Rubén. Portero Barçy, nie bez problemu, zatrzymał piłkę na linii bramkowej, jednak sędzia zinterpretował to tak, że piłka przekroczyła ją całym obwodem po czym wskazał na środek boiska. Na nic zdały się protesty piłkarzy, a jedyne co udało się ‘wywalczyć' to żółty kartonik dla Eto'o. Recreativo postanowiła iść za ciosem, natomiast Barcelona jeszcze przed przerwą próbowała odzyskać utracone prowadzenie. W doliczonym czasie gry w świetnej sytuacji znalazł się Dos Santos, jednak jego uderzenie dało zespołowi jedynie rzut rożny. Do przerwy wynik nie uległ jednak zmianie.
Druga połowa rozpoczęła się podobnie jak pierwsza, czyli od gola Eto'o. Jednak tym razem Kameruńczyk popisał się bajecznym uderzeniem zza pola karnego, nie dając bramkarzowi najmniejszych szans na jego obronę. Śmiało można powiedzieć, iż bramka ta była ozdobą sobotniego meczu i zwróciła Barçy to, co zabrał jej sędzia. Recreativo nie zamierzało schodzić z boiska w roli pokonanego i po zaledwie kilku minutach stanęło przed szansą na wyrównanie. Jednak między słupkami świetnie spisywał się Valdés. Wpierw wybronił strzał Martinsa, a następnie instynktownie zatrzymał uderzenie Sinamy. Obserwując boiskowe wydarzenie Rijkaarda zdecydował się na dwie zmiany. Na murawie pojawili się, wracający po kontuzji, Messi i Edmílson. Mimo paru lepszych akcji, w grze Barcelony raziła destrukcyjna nieskuteczność. Wynik mimo że korzystny, nie był bezpieczny. Jest wiele starych, piłkarskich prawd, a jedna głosi, że najlepszą obroną jest atak. Zabrakło właśnie ofensywy, co skrzętnie wykorzystali rywale. Ostatnim ostrzeżeniem dla Barçy był mocny strzał zza pola karnego Martinsa. Valdés miał spore problemy, jednak zdołał wygarnąć futbolówkę sprzed linii bramkowej i zespół nadal utrzymywał się na prowadzeniu. Krytyczny moment nadszedł w 70. minucie, kiedy to dośrodkowanie w pole karne strzałem głową z ostrego kąta wykończył Rubén. Spory udział przy tym golu miał Valdés, który najpierw ruszył do piłki, a następnie zatrzymał się zostawiając za swoimi plecami pustą bramkę. Mimo 20 minut do końca, gra a tym bardziej wynik nie uległy zmianie i Barcelona wywiozła z Nuevo Colombino zaledwie punkt.
Niestety w obecnym sezonie Blaugrana ma dwie twarze. Jedna to Barça z La Liga, teoretycznie silna, a w praktyce niedokładna, niekonsekwentna i nieporadna. Druga zaś to, jedyny obok Manchesteru, niepokonany zespół obecnej edycji Champions League. W dzisiejszym spotkaniu ponownie zawiódł środek pola, a oprócz tego indywidualne błędy i niedokładność w wykończeniu akcji sprawiły, że Blaugrana nie po raz pierwszy stała się ofiarą własnej gry. Fakt, sędzia popełnił poważny błąd uznając bramkę na 1-1, jednak uczciwość nakazuje powiedzieć, że remis to wynik odniesiony na własne życzenie. Zespół aspirujący do mistrzostwa musi wygrywać mecze z potencjalnymi spadkowiczami. Trudno dzisiaj liczyć na potknięcie Realu Madryt, gdyż wcześniejsze jego wpadki nie zmieniały status quo. Rzucane wówczas ‘koła ratunkowe' zamiast szansy na ratunek, wydawały się trafiać tonącego w głowę. Ale by nie kończyć w iście ponurym nastroju, trzeba pamiętać, że dopóki piłka w grze...
Recreativo: Sorrentino; Bouzon, Quique, Alvarez, Beto, Poli, Camunas, Vazquez, Martins, Aitor, Pongolle.
Barcelona: Valdés; Zambrotta; Puyol, Milito, Abidal; Toure; Gudjohnsen, Xavi; Giovani, Eto'o, Ezquerro.
Gole:
0-1, min.1: Eto'o.
1-1, min.40: Rubén.
1-2, min.46: Eto'o.
2-2, min.70: Rubén.
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)