Plus i minus: Pływając na La Rosaleda
Barça odniosła jedenaste zwycięstwo z rzędu, acz nie było łatwo jak przewidywaliśmy przed meczem. Jednak to nie rywale okazali się największym przeciwnikiem tylko pogoda, która spłatała niezłego figla wszystkim - z kibicami włącznie. Było mokro, było błotniście ale i tak nam się podobało, bo Barça wygrała i to nie byle jak.
Na plus: wygrywanie w takim stylu. W ostatnich sześciu spotkaniach Barça zdobyła łącznie 22 bramki co daje średnią prawie cztery gole na mecz. Prawdę mówiąc dawno już czegoś takiego nie widzieliśmy i dlatego strasznie nam się to podoba. Zespół Guardioli przypomina taran, który równa z ziemią każdego, kto stanie mu na drodze. W sumie czemu nie, może już tak zostać do końca sezonu.
Na minus: grać na jeziorze Przedmeczowe informacje o ulewnych opadach deszczu nie napawały optymizmem i mecz miał się teoretycznie nie odbyć. Główny arbiter postanowił jednak, że da się grać i zawodnicy wyszli nie na murawę, tylko taflę wody. Po każdym kroku zawodnika bądź uderzeniu piłki, nad murawą tworzyła się efektowna fontanna i gdyby tylko zsynchronizować wszystkich, wyglądałoby to prawie jak układ olimpijski... Spotkaniom na jeziorze mówimy stanowcze NIE. W końcu jak ktoś chce się zamoczyć to idzie na basen.
Na plus: forma Xaviego Wielu ludzi zastanawiało się, kto będzie liderem drużyny po odejściu Ronaldinho i Deco. Dzisiaj chyba nawet nikt za nimi nie tęskni, bo Barça posiada w swoich szeregach rozgrywającego najwyższego formatu i to w dodatku wychowanka klubu. Ręce same składają się do oklasków.
Na minus: euforia Zabrzmi to trochę paradoksalnie, ale z rozchwytywaniem Barcelony musimy się jeszcze trochę wstrzymać. Do tej pory jedynym poważnym przeciwnikiem było Atlético Madryt - wprawdzie rozniesione 6:1, ale to i tak nie był rywal z najwyższej półki. My z wybuchem megaentuzjazmu wstrzymamy się do Gran Derby.
Na plus: stałe fragmenty gry Dzisiaj zakończymy dość nieproporcjonalnie, gdyż liczba plusów przewyższy minusy - co w pewnym sensie kłóci się z poprzednim punktem. No ale trudno. Dwie z czterech bramek wpadły dzisiaj po stałych fragmentach gry. Zresztą to już nie pierwsze bramki w tym sezonie strzelone właśnie z rzutu wolnego czy rożnego. Wydaje się to wręcz niewiarygodnie, że jest to jedna z najmocniejszych armat Barçy, która jeszcze rok temu wykorzystywała dwa rzuty rożne na ponad 160 wykonywanych. Za to się należą wielkie słowa pochwały dla Guardioli, bo takie elementy gry to podstawa we współczesnej piłce.
[źródło: Własne]
Na plus: wygrywanie w takim stylu. W ostatnich sześciu spotkaniach Barça zdobyła łącznie 22 bramki co daje średnią prawie cztery gole na mecz. Prawdę mówiąc dawno już czegoś takiego nie widzieliśmy i dlatego strasznie nam się to podoba. Zespół Guardioli przypomina taran, który równa z ziemią każdego, kto stanie mu na drodze. W sumie czemu nie, może już tak zostać do końca sezonu.
Na minus: grać na jeziorze Przedmeczowe informacje o ulewnych opadach deszczu nie napawały optymizmem i mecz miał się teoretycznie nie odbyć. Główny arbiter postanowił jednak, że da się grać i zawodnicy wyszli nie na murawę, tylko taflę wody. Po każdym kroku zawodnika bądź uderzeniu piłki, nad murawą tworzyła się efektowna fontanna i gdyby tylko zsynchronizować wszystkich, wyglądałoby to prawie jak układ olimpijski... Spotkaniom na jeziorze mówimy stanowcze NIE. W końcu jak ktoś chce się zamoczyć to idzie na basen.
Na plus: forma Xaviego Wielu ludzi zastanawiało się, kto będzie liderem drużyny po odejściu Ronaldinho i Deco. Dzisiaj chyba nawet nikt za nimi nie tęskni, bo Barça posiada w swoich szeregach rozgrywającego najwyższego formatu i to w dodatku wychowanka klubu. Ręce same składają się do oklasków.
Na minus: euforia Zabrzmi to trochę paradoksalnie, ale z rozchwytywaniem Barcelony musimy się jeszcze trochę wstrzymać. Do tej pory jedynym poważnym przeciwnikiem było Atlético Madryt - wprawdzie rozniesione 6:1, ale to i tak nie był rywal z najwyższej półki. My z wybuchem megaentuzjazmu wstrzymamy się do Gran Derby.
Na plus: stałe fragmenty gry Dzisiaj zakończymy dość nieproporcjonalnie, gdyż liczba plusów przewyższy minusy - co w pewnym sensie kłóci się z poprzednim punktem. No ale trudno. Dwie z czterech bramek wpadły dzisiaj po stałych fragmentach gry. Zresztą to już nie pierwsze bramki w tym sezonie strzelone właśnie z rzutu wolnego czy rożnego. Wydaje się to wręcz niewiarygodnie, że jest to jedna z najmocniejszych armat Barçy, która jeszcze rok temu wykorzystywała dwa rzuty rożne na ponad 160 wykonywanych. Za to się należą wielkie słowa pochwały dla Guardioli, bo takie elementy gry to podstawa we współczesnej piłce.
[źródło: Własne]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (25)