Nuda
Scenariusz pierwszej odsłony można było łatwo przewidzieć. W poprzednich meczach FC Barcelona od razu starała się narzucać rywalom swoje tempo gry i możliwie szybko strzelić bramkę. Natomiast przeciwnicy przeważnie poszukiwali swojej szansy w kontratakach. Dokładnie w tym kierunku rozwijała się sytuacja w pierwszych minutach dzisiejszego meczu, toteż kibice byli pewni, że na El Madrigal czeka ich dobre widowisko.
Niestety, od początku zarówno Barcelonie jak i gospodarzom kompletnie nic nie wychodziło. Barca, owszem, mozolnie budowała swoje ataki, ale nie przynosiło to żadnego rezultatu. Piłkarze z Katalonii byli wolni, schematyczni, niedokładni i zupełnie nie udawało im się wypracowywać sytuacji strzeleckich. Odnosiło się wrażenie, że zawodnicy Guardioli myślą już tylko o tym żeby w spokoju dotrwać do czekających ich świąt.
Villarreal również nie czarował swoją dyspozycją. Zgodnie z przewidywaniami gospodarze skupili się na kontratakach, ale napastnicy w żółtych strojach byli seryjnie łapani na spalonych. Drużyna Pellegriniego prostopadłymi podaniami uparcie próbowała otworzyć sobie drogę do bramki Valdésa, jednak czyniła to bez skutku.
Chyba jedyną godną przypomnienia sytuacją z tej części meczu była akcja Sergio Busquetsa z 27 minuty. Po zamieszaniu w polu karnym piłka poleciała na 16 metr, gdzie czekał na nią młody pomocnik. Przepięknym uderzeniem z woleja posłał futbolówkę w samo okienko bramki rywala, lecz Diego López widowiskową paradą wybronił groźny strzał. Choć cała akcja toczyła się już po gwizdku arbitra, to w tym momencie wydawało się że obydwaj zawodnicy wzbili się na wyżyny swoich możliwości. Niestety, ich koledzy nie zdecydowali się wziąć z nich przykładu. Po regulaminowym czasie gry sędzia Carlos Clos Gomez zdecydował się zakończyć to nieciekawe widowisko nie doliczając ani minuty.
Druga odsłona
Po przerwie FC Barcelona została bardzo szybko wyrwana ze świątecznego nastroju. W 48 minucie Giuseppe Rossi pięknym podaniem 'uruchomił' wychodzącego na czystą pozycję Caniego. Napastnik gospodarzy z ostrego kąta pokonał Victora Valdésa.
Gol dla gospodarzy wyraźnie podrażnił sportową ambicję Barcelony. Drużyna poprawiła rozgrywanie akcji oraz dokładność podań. W 55 minucie po dośrodkowaniu Daniego Alvesa Seydou Keita ubiegł bramkarza i głową umieścił piłkę w siatce. Była to trzecia bramka Malijczyka w tym sezonie.
Po strzeleniu gola Blaugrana wcale nie zamierzała odpuszczać. W 65 minucie, kilkadziesiąt metrów od bramki piłkę otrzymał Xavi. Sytuacja ta nie wyglądała groźnie, gdyż przed pomocnikiem Barçy stali obrońcy w żółtych kostiumach. Jednak Xavi wykonał niespodziewany manewr okrążający całą niemalże defensywę Villarrealu i prawą stroną wpadł w pole karne. Po jego dośrodkowaniu Thierry Henry w swoim stylu wykończył całą akcję.
Nadzieje na grad goli, które pojawiły się u Cules po tej sytuacji, rozwiało zdarzenie z 74 minuty. Pan Carlos Clos Gomez, który przez cały mecz zachowywał wyjątkową wstrzemięźliwość w dawaniu kartek, w krótkim okresie czasu pokazał aż dwie Gerardowi Pique. Na 15 minut przed końcem goście grali więc w '10' i wynik nadal pozostawał sprawą otwartą.
W końcówce doskonałe sytuacje do wyrównania mieli Franco oraz Nihat, lecz żaden z nich nie zdołał pokonać Victora Valdésa i mecz zakończył się zwycięstwem bordowo- granatowych.
Podsumowanie
Dopiero dzisiaj widać było, jak ciężkim miesiącem dla Barçy był grudzień. Zawodnicy snuli się po boisku, sprawiając wrażenie rozdrażnionych faktem, że gra na początku nie szła po ich myśli. Jednak kiedy tylko otrzymali cios, natychmiast poderwali się do ataku pokazując tym samym jak wysokie morale panuje w zespole.
Kwestia morale jest chyba kluczową sprawą, jeśli chodzi o układanie prognoz na przyszłość. FC Barcelona pokonała wszystkich renomowanych rywali, z którymi przyszło jej się zmierzyć na tym etapie rozgrywek. Czy Pep Guardiola zdoła utrzymać w ekipie żelazną dyscyplinę i nie dopuści do formowania się w umysłach piłkarzy przeświadczenia o własnej doskonałości? Jak niedobrym dla zespołu zjawiskiem jest tzw. "woda sodowa" przekonaliśmy się boleśnie w ostatnich sezonach. Duma Katalonii musi twardo stąpać po ziemi i nie lekceważyć żadnego przeciwnika jeśli obecna forma ma być utrzymana w nowym roku.
Niezależnie od tego, nasi piłkarze zapewnili nam świetne humory na święta. Wystarczy przypomnieć sobie w jak ostrożnych nastrojach byliśmy przed meczem z Sevillą. FC Barcelona odniosła cztery zwycięstwa nad czołowymi drużynami i nie pozostawiła wątpliwości kto rozdaje karty na hiszpańskich boiskach.
1 - Villarreal: Diego López, Ángel, Gonzalo, Godín, Capdevila, Eguren, Senna (Ibagaza, m.80), Cazorla, Pires, Cani (Guille Franco, m.71), Rossi (Nihat, m.71).
2 - Barcelona: Valdés, Alves, Piqué, Puyol, Abidal, Xavi, Busquets (Toure Yaya, m.67), Keita, Messi, Eto'o (Hleb, m.84), Henry (Cáceres, m.80).
Gole: 1-0, m.48: Cani. 1-1, m.55: Keita. 1-2, m.66: Henry.
Sędziował: Clos Gómez
Żółte kartki: Guille Franco, L.R. Angel, S. Cazorla - Pique (2), Eto'o, Xavi.
Czerwona kartka: Pique.
Szczegóły meczu w relacji live.
Villarreal - Barcelona
1 - Gole - 2
8 - Strzały - 15
2 - Strzały w światło bramki - 11
4 - rzuty rożne - 7
18 - faule - 22
3 - żółte kartki - 4
0 - czerwone kartki - 1
76 - piłki stracone - 75
75 - piłki odzyskane - 76
Komentarze (310)