Błędy w obronie zadecydowały; Atletico - Barcelona 4:3
Miał to być mecz przełomowy, ale po niesamowitej walce skończyło się stratą trzech punktów. Mimo iż Barcelona dwukrotnie prowadziła, o porażce zadecydowały błędy w defensywie. Po trzecim spotkaniu bez zwycięstwa w lidze, przewaga nad drugim w tabeli Realem stopniała do czterech punktów.
Mecz od początku toczony był w żywym tempie, jednak nie po myśli Barçy. Już w 1. minucie spotkania, w sytuacji sam na sam z Valdésem znalazł się Kun Aguero, jednak lob Argentyńczyka znalazł się jedynie na bocznej siatce. Chwilę później, gra przeniosła się pod pole karne gospodarzy, gdzie źle piłkę przyjął jeden z obrońców Atletico. Błąd wykorzystał Eto'o, ale jego strzał dobrze obronił Leo Franco. W 4. minucie po podyktowanym rzucie wolnym dla Atletico, wpadła bramka lecz sędzia wcześniej odgwizdał pozycję spaloną Heitingi, który dobijał strzał sparowany przez Valdésa.
Po szalonym tempie w pierwszych minutach, spotkanie nieco się uspokoiło. W 19. minucie akcję przeprowadzała Barcelona. Długie podanie pod pole karne próbował przyjąć Samuel Eto'o, piłka jednak trafiła pod nogi Henry'ego. Francuz nie namyślał się ani chwili i pięknym plasowanym strzałem w lewy górny róg bramki Leo Franco wyprowadził Blaugrana na prowadzenie. Barça zaczęła przeważać i dwanaście minut później prowadziła już 0:2! Messi pięknym dryblingiem oszukał obrońców gospodarzy, wyraźnie spodziewających się podania i bez problemu pokonał golkipera Atletico. Wydawało się, że Barcelona wraca do swojego rytmu meczowego, ale chwilę później kontaktowego gola zdobył Diego Forlan. Urugwajczyk uderzył bardzo mocno z ok. 30 metrów czym kompletne zaskoczył źle ustawionego Victora Valdésa.
Po tej bramce, Atletico dostało wiatru w żagle i starało się doprowadzić do remisu jeszcze przed przerwą. Taki układ mogła dobitnie wykorzystać Barcelona, a konkretnie Eidur Gudjohnsen. Islandczyk znalazł się w sytuacji sam na sam, ale uderzył na siłę i w konsekwencji bardzo niecelnie. Parę minut później, niemal kopię akcji bramkowej przeprowadził Messi, ale tym razem minimalnie chybił. Po pierwszej połowie utrzymało się prowadzenie 1:2 dla Barcelony.
Po przerwie, tempo meczu nie było już tak szybkie, co przełożyło się na liczbę fauli i żółtych kartek. W 56. minucie fatalny błąd popełnił Rafa Márquez, który na własnej połowie podał wprost pod nogi Kuna Aguero. Argentyńczyk popędził tak szybko jak mógł i strzałem w długi róg pokonał Valdésa. Po tej bramce, znów do głosu częściej dochodziło Atletico. W 73. minucie gospodarze mogli prowadzić 3:2, ale idealną sytuację zmarnował Forlan, który z dwóch metrów nie trafił do bramki Valdésa. Po tej akcji kontrę przeprowadzili podopieczni Guardioli. Idealne podanie otrzymał Gudjohnsen wychodzący sam na sam z Leo Franco. Islandczyk odegrał piłkę do Henry'ego, a ten dopełnił formalności i wyprowadził Barcelonę na prowadzenie 2:3. Cztery minuty później na boisku zapanował totalny chaos. Najpierw rzut wolny wykonywało Atletico, by chwilę później kontrę Barcelony przerwał gwizdek sędziego. Po długich rozmowach z sędzią liniowym i zawodnikami, arbiter wskazał na jedenasty metr. Jak pokazały powtórki, podczas dośrodkowania z rzutu wolnego, jednego z zawodników Atletico faulował w polu karnym Thierry Henry. Chwilę później jedenastkę na gola zamienił Diego Forlan i na Vicente Calderon znów był remis.
Atletico zwietrzyło szansę na trzy punkty i z animuszem ruszyło na bramkę Valdésa. Strzeliali, Simao, Assuncao bądź akcję przerywał odważnym wyjściem z bramki portero Barçy. Niestety, kiedy dobiegała już 89. minuta spotkania, w pole karne wpadł ponownie Aguero, sytuację próbował ratować Puyol, ale źle trafił w piłkę i ta znów była pod nogami Argentyńczyka, który zapewnił zwycięstwo swojej drużynie.
Moje trzy grosze:
Z punktu widzenia neutralnego kibica, był to wymarzony mecz do obejrzenia. Były bramki, były emocje, był rzut karny, były niewykorzystane sytuacje, były zwroty akcji - jednym słowem wszystko, czego może pragnąć kibic. Niestety końcowy wynik nie jest taki dobry dla kibiców Blaugrana. Zwycięstwo z pewnością zamknęłoby na jakiś czas usta krytykom wciąż anonsującym widmo kryzysu. Czy w świetle porażki Barcelona jest w kryzysie? Mimo wszystko nie. Z pewnością jest to gorszy okres dla Barcelony i osiąganych wyników nie da się nie widzieć. Drużyna musi złapać drugi oddech bo niesamowita ucieczka jaką zafundowali nam zawodnicy w pierwszej części sezonu była imponująca i na pewno wyczerpująca. Nie ma takiej drużyny na świecie, która cały sezon zagra równo bez żadnego potknięcia - takie rzeczy to tylko w grach. Duża przewaga jaką osiągnęła Barça okazuje się być w tej chwili kluczowa, gdyż suma summarum wciąż jest na prowadzeniu w tabeli. Największą bolączką w chwili obecnej jest słaba gra w obronie i brak gry z pierwszej piłki, czy imponowała do tej pory drużyna Guardioli. Jakby nie patrzeć, główni rywale - Real Madryt - w zeszłym sezonie mieli podobną sytuację, gdy sporą przewagę roztrwonili w trzech kolejkach. Jednakże po gorszym okresie przyszedł lepszy, a goniącej Barcelonie brakło sił. Właśnie dlatego, ten okres trzeba przeżyć, by móc potem uderzyć ze zdwojoną siłą. W końcu kluczowe rozstrzygnięcia zapadają w maju, a nie w marcu.
At. Madryt: Leo Franco; Heitinga, Pablo, Ujfalusi, Antonio López; Maxi (Sinama m. 66), Assuncao, Raúl García (Maniche m. 77), Simao; Forlán (Banega m. 88), Kun Agüero.
FC Barcelona: Victor Valdés; Alves, Márquez, Puyol, Silvinho (Cáceres m. 77); Xavi, Gudjohnsen, Toure Yaya; Henry, Eto'o, Messi.
Bramki:
0-1: Henry 19'
0-2: Messi 31'
1-2: Forlan 32'
2-2: Aguero 56'
2-3: Henry 74'
3-3: Forlan 80' (k)
4-3: Aguero 89'
Mecz od początku toczony był w żywym tempie, jednak nie po myśli Barçy. Już w 1. minucie spotkania, w sytuacji sam na sam z Valdésem znalazł się Kun Aguero, jednak lob Argentyńczyka znalazł się jedynie na bocznej siatce. Chwilę później, gra przeniosła się pod pole karne gospodarzy, gdzie źle piłkę przyjął jeden z obrońców Atletico. Błąd wykorzystał Eto'o, ale jego strzał dobrze obronił Leo Franco. W 4. minucie po podyktowanym rzucie wolnym dla Atletico, wpadła bramka lecz sędzia wcześniej odgwizdał pozycję spaloną Heitingi, który dobijał strzał sparowany przez Valdésa.
Po szalonym tempie w pierwszych minutach, spotkanie nieco się uspokoiło. W 19. minucie akcję przeprowadzała Barcelona. Długie podanie pod pole karne próbował przyjąć Samuel Eto'o, piłka jednak trafiła pod nogi Henry'ego. Francuz nie namyślał się ani chwili i pięknym plasowanym strzałem w lewy górny róg bramki Leo Franco wyprowadził Blaugrana na prowadzenie. Barça zaczęła przeważać i dwanaście minut później prowadziła już 0:2! Messi pięknym dryblingiem oszukał obrońców gospodarzy, wyraźnie spodziewających się podania i bez problemu pokonał golkipera Atletico. Wydawało się, że Barcelona wraca do swojego rytmu meczowego, ale chwilę później kontaktowego gola zdobył Diego Forlan. Urugwajczyk uderzył bardzo mocno z ok. 30 metrów czym kompletne zaskoczył źle ustawionego Victora Valdésa.
Po tej bramce, Atletico dostało wiatru w żagle i starało się doprowadzić do remisu jeszcze przed przerwą. Taki układ mogła dobitnie wykorzystać Barcelona, a konkretnie Eidur Gudjohnsen. Islandczyk znalazł się w sytuacji sam na sam, ale uderzył na siłę i w konsekwencji bardzo niecelnie. Parę minut później, niemal kopię akcji bramkowej przeprowadził Messi, ale tym razem minimalnie chybił. Po pierwszej połowie utrzymało się prowadzenie 1:2 dla Barcelony.
Po przerwie, tempo meczu nie było już tak szybkie, co przełożyło się na liczbę fauli i żółtych kartek. W 56. minucie fatalny błąd popełnił Rafa Márquez, który na własnej połowie podał wprost pod nogi Kuna Aguero. Argentyńczyk popędził tak szybko jak mógł i strzałem w długi róg pokonał Valdésa. Po tej bramce, znów do głosu częściej dochodziło Atletico. W 73. minucie gospodarze mogli prowadzić 3:2, ale idealną sytuację zmarnował Forlan, który z dwóch metrów nie trafił do bramki Valdésa. Po tej akcji kontrę przeprowadzili podopieczni Guardioli. Idealne podanie otrzymał Gudjohnsen wychodzący sam na sam z Leo Franco. Islandczyk odegrał piłkę do Henry'ego, a ten dopełnił formalności i wyprowadził Barcelonę na prowadzenie 2:3. Cztery minuty później na boisku zapanował totalny chaos. Najpierw rzut wolny wykonywało Atletico, by chwilę później kontrę Barcelony przerwał gwizdek sędziego. Po długich rozmowach z sędzią liniowym i zawodnikami, arbiter wskazał na jedenasty metr. Jak pokazały powtórki, podczas dośrodkowania z rzutu wolnego, jednego z zawodników Atletico faulował w polu karnym Thierry Henry. Chwilę później jedenastkę na gola zamienił Diego Forlan i na Vicente Calderon znów był remis.
Atletico zwietrzyło szansę na trzy punkty i z animuszem ruszyło na bramkę Valdésa. Strzeliali, Simao, Assuncao bądź akcję przerywał odważnym wyjściem z bramki portero Barçy. Niestety, kiedy dobiegała już 89. minuta spotkania, w pole karne wpadł ponownie Aguero, sytuację próbował ratować Puyol, ale źle trafił w piłkę i ta znów była pod nogami Argentyńczyka, który zapewnił zwycięstwo swojej drużynie.
Moje trzy grosze:
Z punktu widzenia neutralnego kibica, był to wymarzony mecz do obejrzenia. Były bramki, były emocje, był rzut karny, były niewykorzystane sytuacje, były zwroty akcji - jednym słowem wszystko, czego może pragnąć kibic. Niestety końcowy wynik nie jest taki dobry dla kibiców Blaugrana. Zwycięstwo z pewnością zamknęłoby na jakiś czas usta krytykom wciąż anonsującym widmo kryzysu. Czy w świetle porażki Barcelona jest w kryzysie? Mimo wszystko nie. Z pewnością jest to gorszy okres dla Barcelony i osiąganych wyników nie da się nie widzieć. Drużyna musi złapać drugi oddech bo niesamowita ucieczka jaką zafundowali nam zawodnicy w pierwszej części sezonu była imponująca i na pewno wyczerpująca. Nie ma takiej drużyny na świecie, która cały sezon zagra równo bez żadnego potknięcia - takie rzeczy to tylko w grach. Duża przewaga jaką osiągnęła Barça okazuje się być w tej chwili kluczowa, gdyż suma summarum wciąż jest na prowadzeniu w tabeli. Największą bolączką w chwili obecnej jest słaba gra w obronie i brak gry z pierwszej piłki, czy imponowała do tej pory drużyna Guardioli. Jakby nie patrzeć, główni rywale - Real Madryt - w zeszłym sezonie mieli podobną sytuację, gdy sporą przewagę roztrwonili w trzech kolejkach. Jednakże po gorszym okresie przyszedł lepszy, a goniącej Barcelonie brakło sił. Właśnie dlatego, ten okres trzeba przeżyć, by móc potem uderzyć ze zdwojoną siłą. W końcu kluczowe rozstrzygnięcia zapadają w maju, a nie w marcu.
At. Madryt: Leo Franco; Heitinga, Pablo, Ujfalusi, Antonio López; Maxi (Sinama m. 66), Assuncao, Raúl García (Maniche m. 77), Simao; Forlán (Banega m. 88), Kun Agüero.
FC Barcelona: Victor Valdés; Alves, Márquez, Puyol, Silvinho (Cáceres m. 77); Xavi, Gudjohnsen, Toure Yaya; Henry, Eto'o, Messi.
Bramki:
0-1: Henry 19'
0-2: Messi 31'
1-2: Forlan 32'
2-2: Aguero 56'
2-3: Henry 74'
3-3: Forlan 80' (k)
4-3: Aguero 89'
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (708)