Mamy finał! RCD Mallorca - FC Barcelona 1:1

M_k

4 marca 2009, 21:15

326 komentarzy
Po 11 latach FC Barcelona w końcu wywalczyła awans do finału Copa del Rey. Mimo, iż są to bardzo prestiżowe rozgrywki, dzisiejszy mecz wcale tego swoim poziomem nie potwierdził. Historię spotkania da się w zasadzie zamknąć w czterech wątkach. Pozwólmy sobie więc na pominięcie całej reszty i od razu przejdźmy do meritum czyli...

Bramka do szatni

Po niezłej w wykonaniu FC Barcelony pierwszej połowie, kiedy już wydawało się, że obydwie jedenastki zejdą do szatni na zasłużony odpoczynek, piłka nieoczekiwanie trafia do Webo, stojącego na 16 metrze. Napastnik Mallorki, niewiele się namyślając odegrał do stojącego nieco dalej Gonzalo Castro. Urugwajczyk huknął nie do obrony w samo okienko bramki Pinto. Na przerwę Duma Katalonii schodziła z mglistym przypuszczeniem, że druga połowa może być nieco bardziej nerwowa niż minione 45 minut.

Gdzie ta koncentracja?

Po wznowieniu obydwa zespoły rozpoczęły bardzo dynamiczną grę, jednak już po kilku minutach z walki o środek pola zwycięsko zaczęła wychodzić Mallorca. Barça dała się zepchnąć do obrony i efekty tego nie dały na siebie długo czekać. W 48 minucie Webo błyskotliwym zwodem oszukał Carlesa Puyola i wyłożył piłkę nadbiegającemu Keicie, który trafił do siatki. Gol nie został jednak uznany, gdyż Gwinejczyk był w tej sytuacji na spalonym. W chwilę później, po wrzutce w pole karne, skandalicznie zachował się Martin Caceres. Bezpardonowe wejście w nogi jednego z zawodników Mallorki zakończyło się czerwoną kartką dla Urugwajczyka oraz rzutem karnym dla gospodarzy. Do piłki podszedł Marti i nie strzelił! José Manuel Pinto intuicyjnie obronił uderzenie kierowane w środek bramki Barcelony.

Lekarza!

Gdy zaraz po przerwie realizator pokazał nam rozgrzewającego się Messiego, wszyscy myśleli, że Argentyńczyk lada chwila pojawi się na murawie. Niestety, mecz skomplikował się na tyle, że pierwsza zmiana musiała dotyczyć bloku obronnego (Márquez za Iniestę). W związku z tym Leo wszedł do gry dopiero w 58 minucie. Jego pojawienie się w jednej chwili odmieniło obraz gry ofensywnej Dumy Katalonii. Biegał, mieszał, kiwał, zwodził i... wychodził. Po jednym z takich wyjść (piękne podanie Alvesa) Messi znalazłby się na czystej pozycji. W tej sytuacji znajdujący się najbliżej Josemi musiał go sfaulować. Na nic zdały się błagania kolegów z zespołu i udawanie, że właśnie dostało się galopującej gangreny na jednej z kończyn. Zwożony z boiska Josemi, jeszcze na noszach ujrzał drugą żółtą i w konsekwencji czerwoną kartkę. Nie wiadomo tylko informacja ta przedostała się do jego świadomości, gdyż grymas bólu na twarzy sugerował, że zawodnik Mallorki nic a nic "nicht fersztejn". Wzruszające.

Leo Messi dokańcza dzieła

Powyższe zdarzenie nieco uspokoiło obraz gry. Obydwa zespoły walczyły o piłkę, usiłując przedrzeć się przez szyki obronne rywala. Jedna z takich prób w wykonaniu Mallorki zaowocowała mocnym wybiciem Gerarda Pique. Obrońca gospodarzy popełnił koszmarny błąd i podbita przez niego futbolówka wesoło mknęła w stronę bramki niczego nie podejrzewającego Luxa. Leo Messi, jak zwykle łasy na takie sytuacje, nie dał sobie wydrzeć prezentu. Podprowadził piłkę w pole karne i miękkim lobem pokonał golkipera rywali. Do końca spotkania wynik nie zmienił się i to Barcelona mogła świętować awans.

Visca el Barca!

Wiwatów w całej Katalonii nie ma zapewne końca. Pierwszy raz od 11 lat drużyna zakwalifikowała się do finału Copa del Rey. Tym samym ekipa Guardioli może wywalczyć 25 w historii klubu Puchar Króla. Do tego będzie bić się o to trofeum z drugim najbardziej utytułowanym zespołem w tych rozgrywkach - Atletic Bilbao. Dziś Baskowie rozbili Sevillę i to oni będą rywalem Dumy Katalonii w Wielkim Finale, który odbędzie się 13 maja na Estadio Mestalla oraz... za kilka dni, gdy obydwa zespoły zmierzą się w La Liga.

Co do występu tzw. "zmienników" to... No właśnie. Alaksandr Hleb postanowił w dzisiejszym meczu zagrać "na ducha" ("cały mecz mnie nie ma, a w protokole jestem"). Zupełnie niewidoczny, jeżeli już dostał piłkę, to natychmiast ją stracił. Kreatywność w grze ofensywnej wyrażała się w wycofywaniu piłki do tylnych formacji zespołu. Nie ma się co oszukiwać- był to żenujący występ Białorusina. Martin Caceres, mimo iż grał nieźle, jedną nieodpowiedzialną decyzją przekreślił cały swój dorobek. Bojan Krkic czasami ginął wśród obrońców Mallorki. Nie można oprzeć się wrażeniu, że ma on jeszcze zbyt mało siły, aby rywalizować z rosłymi defensorami. Natomiast na ogromne brawa zasługuje Pinto. Swoją interwencją przy rzucie karnym bramkarz zapewnił Barcelonie awans.

Osobny akapit poświęcimy w tym podsumowaniu Sergio Busquetsowi. Po ponad pół roku w pierwszym zespole można już pokusić się o pierwsze opinie o nim. Zawodnik ten, póki co nie prezentuje oszałamiających umiejętności piłkarskich. Zapowiada się raczej na solidnego defensywnego pomocnika niż na wirtuoza techniki. Jednak ma on jeszcze coś innego, coś, czego w drużynie Dumy Katalonii nie było od dawna. Tym "czymś" jest charakter. Sergio, kiedy trzeba krzyczeć- krzyczy. Gdy należy udawać kontuzję - udaje, jeśli trzeba kłócić się z arbitrem- kłóci się, kiedy trzeba kopnąć rywala - kopnie. Jednym słowem rośnie nam prawdziwy "cwaniak" środka pola, taki, który w kluczowych momentach ważnych meczów będzie doprowadzał rywali do białej gorączki, wymuszał karne, dyskretnie walił po kostkach etc. Może jeszcze zbyt wcześnie na takie oceny, ale gdyby Sergio faktycznie wyrósł na "czarny charakter" - dla zespołu artystów, takiego jakim bez wątpienia jest Barça, byłoby bardzo dobrze. A przecież to właśnie dobro drużyny leży nam wszystkim na sercu. Amen.

Gole:
1-0, Castro (45')
1-1, Messi (80')

RCD Mallorca: Lux; Josemi, Ramis, Navarro, Corrales (Aduriz, 78'), Martí, Castro (Scaloni, 73'), Mario (Cleber Santana, 61'), Arango, Keita, Webo.

FC Barcelona: Pinto; Alves, Piqué, Puyol, Cáceres; Busquets, Touré, Keita; Hleb (Xavi, 85'), Bojan (Messi, 58'), Iniesta (Márquez, 53').

Arbiter: Antonio Rubinós Pérez.

Żółte kartki: Josemi (29'); Touré (34'); Pinto (36'); Aduriz (37'); Piqué (49'); Ramis (59'); Corrales (70'); A. Keita (85').

Czerwone kartki: Martín Cáceres (49'); Josemi po dwóch żółtych (29', 64').
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (326)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze