Keita: Guardiola jest perfekcjonistą
Seydou Keita wygląda na bardzo pozytywną osobę. Mówi płynnie po hiszpańsku, kiedy jednak nie może przypomnieć sobie jakiegoś słowa, przechodzi na francuski. Mówi cicho, spokojnie. Jest pierwszym reprezentantem Mali, który założył koszulkę Barcelony. Urodził się w Bamako w 1980 roku i właśnie na ulicach stolicy tego afrykańskiego państwa stawiał pierwsze kroki w swojej futbolowej karierze, zanim zapisał się do szkółki piłkarskiej swojego wujka Salifa (byłego piłkarza Sevilli, bohatera narodowego i zdobywcy nagrody Złotego Buta 1970). Dzisiaj ma nadzieję wybiec na boisko przeciwko swoim byłym kolegom.
Czy rok temu wyobrażał Pan sobie swoją przyszłość poza Sevillą?
Nigdy nie myślałem, że już po roku występów w Sevilli będzie się o mnie ubiegać Barcelona. Była to dla mnie wielka szansa, ale i wielkie wyzwanie. W Sevilli było mi dobrze, mieliśmy wspaniałych kibiców i trenera, który wierzył we mnie z całych sił. Wiedziałem, że będzie trudno, że zostawiam wielu przyjaciół, ale bardzo chciałem się rozwijać i to pragnienie doprowadziło mnie aż tutaj.
Nie spotka się Pan dziś z byłym trenerem z powodu jego zawieszenia...
Manolo Jimenez zawsze bardzo przeżywa grę swojej drużyny. Reaguje bardzo żywiołowo, ale jest dobrym trenerem i bardzo go cenię. Nigdy nie zapomnę mu tego, że pomagał mi w moim pierwszym sezonie w Hiszpanii i obdarzył mnie wielkim zaufaniem.
Kiedyś spędzał Pan większość czasu z Yaya Toure. Od kiedy poprawiły się Pana stosunki z resztą drużyny?
Toure to bardzo dobry człowiek i bardzo dobry kolega. Dużo ze sobą rozmawiamy - o życiu w mieście, o drużynie... Zawsze będę mu wdzięczny. Ale, cała Barça jest grupą wspaniałych ludzi. Ludzi o dobrym, czystym sercu. Tylko w takich warunkach można grać w piłkę z tak wielką radością i w zgodzie. Jeśli gram teraz lepiej niż kiedyś, to z trzech powodów: dzięki ciężkiej pracy, chęciom i wspaniałym kolegom z drużyny. Po przyjściu do Barcelony musiałem przyzwyczaić się do grania na innej pozycji, do spełniania innych zadań w zespole i musiało minąć trochę czasu, zanim na dobre się zaadaptowałem.
Co było dla Pana najtrudniejsze?
To, że nie jestem przywiązany do jednej pozycji. Mister chce, abym rozgrywał piłkę w ataku, a jednocześnie mam do spełnienia zadania defensywne. Guardiola zawsze dużo do nas mówi bo chce, żebyśmy perfekcyjnie realizowali wszystkie jego założenia. Ale nie chcę rozmawiać o trenerze: jeśli będę mówił dobrze, wyjdę na lizusa, a jeśli będę mówił źle... Nie mogę mówić źle! (śmiech). Dla mnie jest wspaniałym trenerem, bo pokazuje zawodnikom, jak mają grać i zawsze jest gotowy im pomóc. Drużyna robi to, o co on poprosi. Są wśród nas piłkarze tacy jak Xavi, którzy doskonale rozumieją wizję trenera. To bardzo ułatwia nam grę po jego myśli.
Co wiedział Pan o Guardioli przed przyjściem na Camp Nou?
Niewiele. O wiele lepiej znałem Xaviego - poznaliśmy się na Mistrzostwach Świata U-19 w Nigerii. To było 10 lat temu... Rozmawialiśmy o tym któregoś dnia - ciągle czuję, jakby to było wczoraj.
Salif Keita nadal pozostaje bohaterem narodowym w Mali, czy zajął Pan już jego miejsce?
Dla nas, Salif Keita to więcej niż piłkarz. Na zawsze pozostanie idolem w naszym państwie, tak jak Pele dla Brazylijczyków. Był pierwszym wielkim piłkarzem z Afryki. Kiedy byłem mały, grali też inni wielcy - Abedi Pele, Weah... Ale nie oglądaliśmy ich w akcji, bo nie mieliśmy telewizora. Ważne jest to, co robią, odkąd przestali biegać po boiskach. Wielcy zawodnicy zawsze pamiętali o pomocy dla swoich rodzinnych stron. Ja jeszcze gram, ale kiedy zakończę karierę, będę szukał sposobu, aby pomóc dzieciom z mojego państwa. Afryka ma bardzo dużo problemów, które możemy rozwiązać tylko pomagając sobie nawzajem. Nie możemy winić reszty świata za nasze problemy. Nawet jeśli nam pomogą, Afryka nigdy się nie rozwinie, jeśli nie nauczymy się współpracować dla wspólnego dobra.
Czy w Afryce uczy się piłki nożnej inaczej, niż na innych kontynentach?
Futbol to futbol. Nie ważne czy jesteś z Afryki, czy z Europy, muzułmaninem czy chrześcijaninem. Kiedyś, owszem - byliśmy słabsi pod względem taktyki. Ale szybko nadrabiamy zaległości, piłkarze z Afryki są bardzo pracowici.
Dlaczego całuje Pan murawę po strzeleniu bramki?
To znaczy to samo, co gest krzyża w przypadku chrześcijan. Dziękuję w ten sposób Bogu.
Chodzi Pan do meczetu czy modli się Pan w domu?
Modlę się tam, gdzie mogę. Jeśli mam okazję, idę do meczetu.
Od czasu zamachów terrorystycznych nie łatwo jest być muzułmaninem?
Muzułmanin jest dobrym człowiekiem. Zabijanie przeczy zasadom świata muzułmańskiego. Od czasu zamachów, cały świat myśli inaczej o mojej religii. Jesteśmy uważani za ludzi, którzy mogą kogoś skrzywdzić. Ludzie stali się wobec nas nieufni. To smutne, bo prawdziwy muzułmanin nigdy nie skrzywdziłby chrześcijanina o dobrym sercu.
[źródło: El Pais]
Czy rok temu wyobrażał Pan sobie swoją przyszłość poza Sevillą?
Nigdy nie myślałem, że już po roku występów w Sevilli będzie się o mnie ubiegać Barcelona. Była to dla mnie wielka szansa, ale i wielkie wyzwanie. W Sevilli było mi dobrze, mieliśmy wspaniałych kibiców i trenera, który wierzył we mnie z całych sił. Wiedziałem, że będzie trudno, że zostawiam wielu przyjaciół, ale bardzo chciałem się rozwijać i to pragnienie doprowadziło mnie aż tutaj.
Nie spotka się Pan dziś z byłym trenerem z powodu jego zawieszenia...
Manolo Jimenez zawsze bardzo przeżywa grę swojej drużyny. Reaguje bardzo żywiołowo, ale jest dobrym trenerem i bardzo go cenię. Nigdy nie zapomnę mu tego, że pomagał mi w moim pierwszym sezonie w Hiszpanii i obdarzył mnie wielkim zaufaniem.
Kiedyś spędzał Pan większość czasu z Yaya Toure. Od kiedy poprawiły się Pana stosunki z resztą drużyny?
Toure to bardzo dobry człowiek i bardzo dobry kolega. Dużo ze sobą rozmawiamy - o życiu w mieście, o drużynie... Zawsze będę mu wdzięczny. Ale, cała Barça jest grupą wspaniałych ludzi. Ludzi o dobrym, czystym sercu. Tylko w takich warunkach można grać w piłkę z tak wielką radością i w zgodzie. Jeśli gram teraz lepiej niż kiedyś, to z trzech powodów: dzięki ciężkiej pracy, chęciom i wspaniałym kolegom z drużyny. Po przyjściu do Barcelony musiałem przyzwyczaić się do grania na innej pozycji, do spełniania innych zadań w zespole i musiało minąć trochę czasu, zanim na dobre się zaadaptowałem.
Co było dla Pana najtrudniejsze?
To, że nie jestem przywiązany do jednej pozycji. Mister chce, abym rozgrywał piłkę w ataku, a jednocześnie mam do spełnienia zadania defensywne. Guardiola zawsze dużo do nas mówi bo chce, żebyśmy perfekcyjnie realizowali wszystkie jego założenia. Ale nie chcę rozmawiać o trenerze: jeśli będę mówił dobrze, wyjdę na lizusa, a jeśli będę mówił źle... Nie mogę mówić źle! (śmiech). Dla mnie jest wspaniałym trenerem, bo pokazuje zawodnikom, jak mają grać i zawsze jest gotowy im pomóc. Drużyna robi to, o co on poprosi. Są wśród nas piłkarze tacy jak Xavi, którzy doskonale rozumieją wizję trenera. To bardzo ułatwia nam grę po jego myśli.
Co wiedział Pan o Guardioli przed przyjściem na Camp Nou?
Niewiele. O wiele lepiej znałem Xaviego - poznaliśmy się na Mistrzostwach Świata U-19 w Nigerii. To było 10 lat temu... Rozmawialiśmy o tym któregoś dnia - ciągle czuję, jakby to było wczoraj.
Salif Keita nadal pozostaje bohaterem narodowym w Mali, czy zajął Pan już jego miejsce?
Dla nas, Salif Keita to więcej niż piłkarz. Na zawsze pozostanie idolem w naszym państwie, tak jak Pele dla Brazylijczyków. Był pierwszym wielkim piłkarzem z Afryki. Kiedy byłem mały, grali też inni wielcy - Abedi Pele, Weah... Ale nie oglądaliśmy ich w akcji, bo nie mieliśmy telewizora. Ważne jest to, co robią, odkąd przestali biegać po boiskach. Wielcy zawodnicy zawsze pamiętali o pomocy dla swoich rodzinnych stron. Ja jeszcze gram, ale kiedy zakończę karierę, będę szukał sposobu, aby pomóc dzieciom z mojego państwa. Afryka ma bardzo dużo problemów, które możemy rozwiązać tylko pomagając sobie nawzajem. Nie możemy winić reszty świata za nasze problemy. Nawet jeśli nam pomogą, Afryka nigdy się nie rozwinie, jeśli nie nauczymy się współpracować dla wspólnego dobra.
Czy w Afryce uczy się piłki nożnej inaczej, niż na innych kontynentach?
Futbol to futbol. Nie ważne czy jesteś z Afryki, czy z Europy, muzułmaninem czy chrześcijaninem. Kiedyś, owszem - byliśmy słabsi pod względem taktyki. Ale szybko nadrabiamy zaległości, piłkarze z Afryki są bardzo pracowici.
Dlaczego całuje Pan murawę po strzeleniu bramki?
To znaczy to samo, co gest krzyża w przypadku chrześcijan. Dziękuję w ten sposób Bogu.
Chodzi Pan do meczetu czy modli się Pan w domu?
Modlę się tam, gdzie mogę. Jeśli mam okazję, idę do meczetu.
Od czasu zamachów terrorystycznych nie łatwo jest być muzułmaninem?
Muzułmanin jest dobrym człowiekiem. Zabijanie przeczy zasadom świata muzułmańskiego. Od czasu zamachów, cały świat myśli inaczej o mojej religii. Jesteśmy uważani za ludzi, którzy mogą kogoś skrzywdzić. Ludzie stali się wobec nas nieufni. To smutne, bo prawdziwy muzułmanin nigdy nie skrzywdziłby chrześcijanina o dobrym sercu.
[źródło: El Pais]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (20)