Od piłkarskiego klasyku dzielą nas już tylko godziny. Wszyscy kibice są świadomi tego, że czeka ich coś spektakularnego, coś co dwa razy w roku powoduje u nich ogromny wzrost adrenaliny. Jesteśmy teraz na etapie oczekiwania. Każda minuta ciągnie się w nieskończoność, a zawsze pędząca wskazówka zegara, jakby stanęła. Zgrzytamy zębami rozmyślając, o tym co przyniesie przyszłość. To, co stanie się w sobotę wieczorem, spędza nam sen z powiek, odczuwamy dziwne mrowienie w żołądku, a to wszystko przecież "tylko" z powodu piłkarskiego meczu. Ludzie niezwiązani z futbolem mogą uznać takie zachowania za co najmniej absurdalne. Jednak zapaleni fani postępują w myśl idei Billa Shakly: "Niektórzy uważają, że piłka nożna jest sprawą życia lub śmierci. Mogę zapewnić, iż jest o wiele, wiele ważniejsza."
Zapewne z takim samym nastawieniem do spotkania podejdą obie jedenastki. Na barkach piłkarzy spoczywa nie tylko ciężar rozegrania ligowego meczu. El Clásico to kawał tradycji, to ciągnąca się od ponad stu lat nieśmiertelna saga, która sięga wiele dalej za piłkarskie boisko. Potyczki obu zespołów często wykorzystywane były do porachunków politycznych. Strona madrycka posuwała się do często brutalnych metod. Istnieją relacje mówiące, iż przed wygranym 11:1 meczem Realu z Barceloną do szatni Blaugrany wszedł dyrektor hiszpańskich służb specjalnych i groził piłkarzom. Do tego doszła nieczysta walka o Alfredo Di Stéfano. Johan Cruyff wybrał FC Barcelonę, mimo pięciokrotnie wyższej oferty z Madrytu. Tłumaczył swoją decyzję słowami: "Nigdy nie przejdę do klubu, który sympatyzował z reżimem Franco".
Poza politycznymi niesmakami, na historię pojedynków Barçy z Realem składa się przede wszystkim wielka piłkarska tradycja, chwile uniesień i ekstazy jednych i drugich oraz ich momenty klęsk i łez wylanych po triumfach przeciwników. Obie jedenastki stworzyły niejednokrotnie prawdziwe spektakle, które na stałe zapadły w pamięci ich kibicom. Tym razem też chcemy być świadkami piłkarskiego święta, dla jednych i drugich magicznej nocy, która może przynieść chwałę, ale może także sprawić, iż zostaniesz zesłany do piekła, z którego ucieczką będzie dopiero odkupienie win w kolejnym Gran Derbi.
O postawę Barcelony możemy być spokojni. Drużyna Guardioli na pewno będzie atakować, dążyć do zdobycia bramki niezależnie od stawki i wyniku, gdyż w stolicy Katalonii tak rozumie się futbol. Ale czy Real postawi wszystko na jedną kartę i zagra otwartą piłkę? Wątpliwe, bo choć gra mecz o wszystko, to na wymianę ciosów z Barceloną iść nie może. Jeśli pójdzie, prawdopodobnie polegnie z kretesem. Piłkarsko stoimy wyżej niż nasz rywal, który najlepiej czuje się w szybkich atakach, bez wymiany kilkunastu podań. Juande Ramos doskonale o tym wie, dlatego pozostanie wierny filozofii... braku filozofii futbolu swojego zespołu, która przynosi efekty w postaci wyników.
Madryt po raz kolejny został poniżony na europejskich boiskach i w Pucharze Króla, a sezon uratować może tylko poprzez zwycięstwo w La Liga. Nastawienie obu stron do meczu można zaobserwować w samych mediach. Madrycka prasa nadmuchuje balon od ponad tygodnia, wywiera presję oraz pisze dziesiątki artykułów o tym dlaczego Real powinien wygrać ten mecz. Jeszcze dalej poszła oficjalna strona internetowa Blancos, prezentując 12 powodów, dla których tytuł należy się Madrytowi. W Barcelonie tymczasem jakby spokojniej, żurnaliści pozostają niewzruszeni i nie reagują na zaczepki ze stolicy, przez cały tydzień skupiając się raczej na dwumeczu Barcelony z Chelsea.
Gra Realu nie wygląda najlepiej, a do tego drużyna ta jest wybitnie trapiona przez kontuzje. Na Santiago Bernabéu nie zagrają kontuzjowani Robben, Heinze, Guti, Sneijder, van Nisterlooy oraz zawieszony Pepe. Mister tymczasem nie może narzekać na braki w składzie. Kontuzjowani są tylko Gabriel Milito i Rafa Márquez. Jednak tym, co może znacznie skomplikować sprawy drużynie Guardioli, jest zmęczenie i zbyt duże natężenie ważnych spotkań.
Co więcej, Real ma jeszcze jedną przewagę. Jego gra nie mieści się w żadnych regułach futbolu, co powoduje, że potrafi zrobić coś z niczego, nawet jeśli na to nie zasługuje. I nigdy nie wiadomo, kiedy zrobi owe "coś", tym bardziej w takim pojedynku jak Gran Derbi, gdzie forma zespołów schodzi na dalszy plan, a liczy się dyspozycja chwili. Juande wypracował u swoich zawodników niesamowitą wolę walki, która pozwala nadrabiać inne braki i przede wszystkim zwyciężać. Dla niego styl nie jest ważny, bo jak sam przyznaje, nie do tego, by Real grał pięknie został zatrudniony.
Gran Derbi Europa jest pojedynkiem bardziej wyjątkowym niż każde inne piłkarskie zjawisko, niż każde inne futbolowe starcie gladiatorów na świecie. Dzięki fenomenalnej grze w takich spotkaniach zyskuje się sławę, chwałę i uwielbienie. Dzięki strzeleniu trzech bramek na Camp Nou przeciwko Realowi, Leo Messiego przestano nazywać "złotym dzieckiem" i "nadzieją futbolu", a ochrzczono go mianem "najlepszego na świecie". Dzięki magicznej postawie Ronaldinho, wielu culés poczuło się nieśmiertelnikami, kiedy Barça gromiła rywala na Bernabéu w akompaniamencie braw kibiców Realu. Dzięki temu, że Madryt po prostu jest, możemy przeżywać to wielkie święto i w przypadku zwycięstw czuć się tak, jakbyśmy faktycznie byli nieśmiertelni.
Ladies and Gentleman... It's show time
Barça Toons zapowiada El Clásico
Skrót meczu FC Barcelona - Real Madryt 2:0
Hat-trick Messiego na Camp Nou (3-3)
Prawdopodobne składy:
Real Madryt: Casillas - Ramos, Cannavaro, Metzelder, Torres - Lass, Gago, van der Vaart, Marcelo - Raúl, Higuaín.
FC Barcelona: Valdés - Dani Alves, Puyol, Piqué, Abidal - Yaya Touré, Xavi, Iniesta - Henry, Messi, Eto'o.
Komentarze (192)