Remis rezerwowych; Tottenham - Barcelona 1:1
Barcelona zremisowała z Tottenhamem 1:1 w pierwszym meczu przygotowawczym do sezonu 2009/10. Pep Guardiola wpuścił na boisko 22 zawodników, z których każdy zagrał 45 minut. Większość zespołu tworzyli dziś młodzi, niedoświadczeni wychowankowie Barçy, którzy, zwłaszcza w przed przerwą, zaprezentowali się naprawdę z dobrej strony.
Pierwsza połowa przebiegała zdecydowanie pod dyktando Barçy. Mimo wielu młodych, niedoświadczonych zawodników w składzie, Katalończycy zdominowali środek pola i swobodnie operowali piłką. W 8. minucie z głębi pola podawał Touré, na pozycję wychodził Abidal, ale nie trafił czysto w piłkę i ta wyszła poza linię końcową. Dziesięć minut później technicznie uderzał Bojan, po chwili strzał Pedro w krótki róg z trudem obronił Cudicini. Co się jednak odwlecze to nie uciecze. W 33. minucie znakomitym rajdem popisał się Yaya Touré, którego w ostatnim momencie ubiegł obrońca. Do piłki dopadł jednak Bojan i pewnie pokonał bramkarza.
Już dwie minuty później Pedro trafił na 2:0, ale tym razem sędzia niesłusznie dopatrzył się spalonego. Najgroźniejszą sytuację Tottenham miał w 39. minucie, kiedy Modrić znalazł się sam na sam z Jorquerą, ale trafił w poprzeczkę. Po chwili uderzał Assou-Ekotto, lecz tym razem na wysokości zadania stanął bramkarz Barçy. Tuż przed przerwą szansę miał jeszcze Sanchez, jednak jego świetny strzał obronił Cudicini.
Na drugą połowę Barça wybiegła w całkowicie odmienionym składzie. Pep Guardiola wymienił wszystkich zawodników, a na placu gry pojawili się jeszcze mniej doświadczeni od tych, którzy grali przed przerwą. Mimo że wychowankom brakowało dokładności i zgrania, Tottenham wcale nie prezentował się lepiej, dlatego byliśmy świadkami przeciętnego widowiska.
W 59. minucie uderzał Huddlestone, ale został zablokowany. W odpowiedzi strzelał Keita, jednak piłka przeleciała nad poprzeczką. W 72. minucie ostro w pole karne Barçy dogrywał Lennon, tam niepewnie interweniowali obrońcy i Pinto, strzelać próbował piłkarz Tottenhamu, ale i tym razem bez powodzenia. Chwilę później groźnie przymierzył Oriol, którego uderzenie wybronił Cudicini. Wyrównanie Tottenhamowi w 83. minucie dał wprowadzony chwilę wcześniej Livermore, wykorzystując świetne dośrodkowanie i błąd Pinto, który dał się uprzedzić przy wyjściu do piłki.
Na Wembley zagrało dziś tylko dziesięciu piłkarzy będących członkami pierwszego zespołu. Byli to Abidal, Touré, Keita, Pedro, Victor Sanchez, Pinto, Jorquera, Bojan, Gudjohnsen i Cáceres. Tylko dwóch z nich, Abidal i Touré to podstawowi gracze Barçy Pepa Guardioli. Biorąc pod uwagę tę okoliczność, postawę drużyny należy uznać za co najmniej poprawną.
Tottenham Hotspur: Cudicini; Hutton, Huddlestone, Corluka, Assou-Ekotto; Lennon, Wilson Palacios, Jenas, O'Hara, Modric; Defoe. Grali także: Danny Rose, Robbie Keane, Gomes, Chimbonda, Livermore, Dervite, Bostock.
Barcelona: Jorquera; Montoya, Cáceres, Fontàs, Abidal; Touré, Víctor Sánchez, Gudjohnsen; Pedro Rodríguez, Gai Assulin, Bojan. Druga połowa: José María Rueda, Jeffrén Suárez, Rubén Rochina, Jonathan Dos Santos, Keita, Pinto, Henrique, Eduard Oriol, Espasandín, Muniesa.
Gole: 0:1: m.31: Bojan, 1:1: m.83: Livermore.
Sędziował: Mark Hasley.
Widzów: 47 500.
/fot. sport.es/
Pierwsza połowa przebiegała zdecydowanie pod dyktando Barçy. Mimo wielu młodych, niedoświadczonych zawodników w składzie, Katalończycy zdominowali środek pola i swobodnie operowali piłką. W 8. minucie z głębi pola podawał Touré, na pozycję wychodził Abidal, ale nie trafił czysto w piłkę i ta wyszła poza linię końcową. Dziesięć minut później technicznie uderzał Bojan, po chwili strzał Pedro w krótki róg z trudem obronił Cudicini. Co się jednak odwlecze to nie uciecze. W 33. minucie znakomitym rajdem popisał się Yaya Touré, którego w ostatnim momencie ubiegł obrońca. Do piłki dopadł jednak Bojan i pewnie pokonał bramkarza.
Już dwie minuty później Pedro trafił na 2:0, ale tym razem sędzia niesłusznie dopatrzył się spalonego. Najgroźniejszą sytuację Tottenham miał w 39. minucie, kiedy Modrić znalazł się sam na sam z Jorquerą, ale trafił w poprzeczkę. Po chwili uderzał Assou-Ekotto, lecz tym razem na wysokości zadania stanął bramkarz Barçy. Tuż przed przerwą szansę miał jeszcze Sanchez, jednak jego świetny strzał obronił Cudicini.
Na drugą połowę Barça wybiegła w całkowicie odmienionym składzie. Pep Guardiola wymienił wszystkich zawodników, a na placu gry pojawili się jeszcze mniej doświadczeni od tych, którzy grali przed przerwą. Mimo że wychowankom brakowało dokładności i zgrania, Tottenham wcale nie prezentował się lepiej, dlatego byliśmy świadkami przeciętnego widowiska.
W 59. minucie uderzał Huddlestone, ale został zablokowany. W odpowiedzi strzelał Keita, jednak piłka przeleciała nad poprzeczką. W 72. minucie ostro w pole karne Barçy dogrywał Lennon, tam niepewnie interweniowali obrońcy i Pinto, strzelać próbował piłkarz Tottenhamu, ale i tym razem bez powodzenia. Chwilę później groźnie przymierzył Oriol, którego uderzenie wybronił Cudicini. Wyrównanie Tottenhamowi w 83. minucie dał wprowadzony chwilę wcześniej Livermore, wykorzystując świetne dośrodkowanie i błąd Pinto, który dał się uprzedzić przy wyjściu do piłki.
Na Wembley zagrało dziś tylko dziesięciu piłkarzy będących członkami pierwszego zespołu. Byli to Abidal, Touré, Keita, Pedro, Victor Sanchez, Pinto, Jorquera, Bojan, Gudjohnsen i Cáceres. Tylko dwóch z nich, Abidal i Touré to podstawowi gracze Barçy Pepa Guardioli. Biorąc pod uwagę tę okoliczność, postawę drużyny należy uznać za co najmniej poprawną.
Tottenham Hotspur: Cudicini; Hutton, Huddlestone, Corluka, Assou-Ekotto; Lennon, Wilson Palacios, Jenas, O'Hara, Modric; Defoe. Grali także: Danny Rose, Robbie Keane, Gomes, Chimbonda, Livermore, Dervite, Bostock.
Barcelona: Jorquera; Montoya, Cáceres, Fontàs, Abidal; Touré, Víctor Sánchez, Gudjohnsen; Pedro Rodríguez, Gai Assulin, Bojan. Druga połowa: José María Rueda, Jeffrén Suárez, Rubén Rochina, Jonathan Dos Santos, Keita, Pinto, Henrique, Eduard Oriol, Espasandín, Muniesa.
Gole: 0:1: m.31: Bojan, 1:1: m.83: Livermore.
Sędziował: Mark Hasley.
Widzów: 47 500.
/fot. sport.es/
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (242)