Wobec nieprzedłużenia kontraktu z Sylvinho, z początkiem lata Martín Cáceres awansował automatycznie na jedynego konkurenta Érica Abidala do gry na lewej obronie. Jednym z oczywistych ruchów transferowych barcelońskiego Klubu wydawało się zatem sprowadzenie nowego zawodnika na tę pozycję; nie tylko wobec generalnej potrzeby wzbogacenia składu i predyspozycji Urugwajczyka do gry na środku, ale również na tle nasilających się w trakcie okienka transferowego pogłosek o jego możliwym wypożyczeniu (które niedawno stało się faktem). Oczywistym celem nr 1 wydawał mi się perspektywiczny zawodnik Deportivo La Coruña, Filipe Luís Kasmirski.
Brazylijczyk o polsko-włoskich korzeniach zeszły sezon zakończył w jedenastce sezonu i glorii najlepszego obrońcy ligi. Wydawał się co najmniej interesującą propozycją.
Negocjacje z Depor przedłużały się i przedłużały, by w końcu zakończyć się fiaskiem.
Idealny kandydat?
Decyzją Zarządu na Camp Nou trafił Maxwell. Tymczasem kontrkandydatem dla Abidala mógłby dziś być Filipe Luís. Powinien nim być. Bo jawi się jako idealna kandydatura. 3 lata doświadczenia w lidze hiszpańskiej. Fenomenalny ostatni sezon. Jako jedyny zawodnik z pola wystąpił we wszystkich 38 meczach Liga BBVA (we wcześniejszych dwóch sezonach zaliczył odpowiednio 19 i 33 spotkania). Zawsze w pierwszym składzie. Tylko raz zmieniony. Średnio 89,5 minuty na boisku. 4 żółte kartki. Znakomity w defensywie. Bardzo dobry w ofensywie. Kompletny lewy obrońca? Bardzo możliwe. A biorąc pod uwagę względnie młody wiek, jego talent w takim klubie jak Barça mógłby się jeszcze bardziej rozwinąć. I ta cena! 10 mln euro? Nawet za 13-15 byłby okazją, skoro Cáceresa sprowadzono za 16,5 mln.
Laporta, uznając w tym kontekście cenę Kasmirskiego za przesadzoną, wpadł we własne sidła - późniejszy transfer Ibrahimovicia nie jest przecież żadnym dowodem na oszczędną politykę transferową. Cóż więc przeszkadzało w zakontraktowaniu utalentowanego i obiecującego defensora zamiast gracza solidnie przeciętnego kosztem kilku milionów euro więcej? Może niezrozumiałe uniesienie się honorem (a może skąpstwem?) przez Laportę i zarząd, swoista złość na prezesa Deportivo za twardość podczas negocjacji... A przecież parę mln euro różnicy jawi się jako śmieszność, gdy mówimy o klubie, który sezon temu wydał na zakupy kilkadziesiąt razy więcej.
Faktem pozostaje, że transfer Kasmirskiego przekreślono. Szkoda. Uważam tę decyzję za duży błąd. Bo Maxwell w barwach azulgrana nigdy nie będzie tak dobry, jak Filipe Luís mógłby być. Przestaje to brzmieć jak wróżbiarska tandeta, jeśli ktoś w zeszłym sezonie widział obu piłkarzy w akcji choć kilka razy.
Wzmocnienie (obu) boków obrony
W meczach Depor można było zaobserwować, że Filipe Luís bez zarzutu spisuje się w defensywie, a jednocześnie reprezentuje nowoczesny typ bocznego obrońcy (tzw. wingback) i bardzo chętnie włącza się do akcji ofensywnych swojego zespołu. Nie będzie przesadą porównanie go w tym aspekcie gry do Daniego Alvesa. Co prawda jednoczesne posiadanie obu bocznych obrońców o tak ofensywnej orientacji mogłoby być ryzykowne, ale Filipe mógłby paradoksalnie odciążyć również i prawą stronę barcelońskiej defensywy - jeśli ci dwaj zawodnicy pojawialiby się po obu stronach boiska zamiennie. Jeden mecz: Alves, Abidal; kolejny: Puyol, Filipe. Kasmirski mógłby być zatem skarbem nie tylko dla rotacji na lewej stronie, ale przede wszystkim dla rotacji w całej formacji obronnej. Dlatego brak tego transferu tak silnie mnie rozczarował.
Co prawda Maxwell również bywa określany mianem wingbacka, zresztą w minionym sezonie Mourinho kilkakrotnie wystawiał go na skrzydle w linii pomocy; niemniej wydaje mi się, że Kasmirski demonstrował swoją postawą większą przydatność z przodu. Nawet jeśli uznamy umiejętności i osiągnięcia obu piłkarzy w ataku (w trakcie zeszłego sezonu Filipe zdobył 2 ligowe bramki i miał 3 asysty, podczas gdy Maxwell zaliczył po jednym golu i asyście) za zbliżone, to uważam, że młodszy z Brazylijczyków prezentuje znacznie wyższą formę w obronie. Kasmirski przyczynił się do tego, że za zeszły sezon Deportivo legitymuje się po FCB i Sevilli trzecią najmniejszą liczbą straconych bramek (47, o 5 mniej niż Real). Ponadto, galicyjski klub tracił mniej bramek po akcjach lewą stroną, co wykorzystywali przeciwnicy atakując częściej z prawego skrzydła. Świadczy to nie tylko o wysokiej klasie Kasmirskiego, lecz również o jego szczególnej nieustępliwości i zadziorności w defensywie.
Determinacja do transferu
Ponadto, Filipe zgłaszał publicznie (kilkakrotnie, różnym mediom i bardzo jednoznacznie) swoją ogromną chęć dołączenia do ekipy z Camp Nou. Wydaje mi się, że prócz niewątpliwego awansu czysto sportowego istniało głębsze źródło tak zdecydowanych deklaracji. Obrońca Deportivo prawdopodobnie wykazywałby szczególną motywację do pełnego oddania FC Barcelonie.
Cofnijmy się do lipca 2004. Będący wychowankiem brazylijskiego Figueirense FC, 19-letni Kasmirski od roku nie może sobie wywalczyć pewnego miejsca w składzie pierwszej drużyny. Ambicja skłania go do przenosin do Europy. Wypożyczenie do Ajaxu Amsterdam (wedle dostępnych źródeł nie rozegrał przez cały sezon ani jednego meczu w pierwszej drużynie) okazuje się jednak niewypałem. W czerwcu 2005 wraca zatem do Brazylii. Świadomy niepewnego miejsca w składzie FFC, miesiąc później podpisuje kontrakt z drugoligowym dziś urugwajskim klubem C.A. Rentistas. Wkrótce po parafowaniu umowy, po zawodnika zgłosił się Real Madryt i jeszcze przed końcem okresu transferowego oba kluby uzgodniły roczne wypożyczenie. Sezon 2005/2006 okazał się jednak dla młodego zawodnika ogromnym zawodem - spędził go w Castilli, nie otrzymując praktycznie żadnej szansy pokazania swych umiejętności w pierwszym zespole. Wypożyczenia nie przedłużono, Kasmirski wrócił do Urugwaju i dopiero w Depor odnalazł swoje miejsce... Ten chłopak ma Realowi bardzo dużo do udowodnienia.
Warto oszczędzać... ale z głową
Wnioskując z nieoficjalnych doniesień prasowych, różnica w sumie odstępnego za Filipe Luísa pomiędzy żądaniami Deportivo a najwyższą ofertą Barçy (9 mln euro) wyniosła 2-4 mln euro. Nie winię absolutnie Augusto Césara Lendoiro - bronił interesów swojego klubu. Trudno zresztą odmówić mu racji w negocjacjach, skoro przez branżowe media Filipe wyceniany jest na ok. 10-12 mln euro. I wydaje się bardzo prawdopodobne, że byłby tych pieniędzy wart. Tak zdecydowaną niechęć Laporty do podniesienia oferty uznać należy zatem za co najmniej zaskakującą.
Kwota transferu obrońcy Interu to 4,5 mln euro plus ew. 0,5 mln euro w zmiennych. Maxwell przychodzi do Barcelony, biorąc pod uwagę końcówkę minionego sezonu w jego wykonaniu, z ławki Interu i nigdy nie grał w Hiszpanii. Kasmirski zaś ma za sobą 52 mecze we wszystkich rozgrywkach (Maxwell zgromadził 34 występy), kolejny znakomity sezon w La Liga i status członka jej najlepszej jedenastki. O młodszego z Brazylijczyków byłbym względnie spokojny, jeśli chodzi o sprawdzenie się w Barçy, zgranie z drużyną i stabilną formę. Maxwell Andrade jest dla mnie zagadką.
Czy ew. dołożenie różnicy w cenach obu piłkarzy to tak dużo za zawodnika młodszego o 4 lata (w tym przypadku to atut), 6 cm wyższego, mającego 3-letnie doświadczenie w lidze okraszone miejscem w jedenastce ostatniego sezonu i, z racji wieku, dysponującego większym potencjałem?
Nie wydaje mi się.
Dlatego mam nadzieję, że kolejne decyzje transferowe Barçy okażą się bardziej racjonalne, a Josep Guardiola nie powtórzy już ani słowa o tym, że "jeśli nie będziemy mogli nikogo kupić, to nie kupimy". Brak dalszych transferów, szczególnie środkowego pomocnika i/lub skrzydłowego stanowiłby bowiem ogromny zawód bieżącego lata transferowego. I świadczyłby o podjęciu równie ogromnego ryzyka przez zarząd w kontekście nadchodzącego sezonu. Ryzyka ze wszech miar niepotrzebnego. I, z całym szacunkiem, niezrozumiałego.
Komentarze (33)