Spacerek w Seattle; Seattle Sounders - Barcelona 0:4

Blazeq

6 sierpnia 2009, 04:33

157 komentarzy
Barcelona ma za sobą drugi mecz sparingowy podczas tournee po Stanach Zjednoczonych. Tym razem przeciwnikiem podopiecznych Pepa Guardioli był wicelider ligi MLS, Seattle Sounders, mający w swoim składzie byłego gracza Arsenalu Londyn, Fedrika Ljungberga. Tak jak można było się spodziewać gwiazdy Barcelony przyciągnęły na Qwest Field Arena tłumy widzów spragnionych futbolu na najwyższym poziomie. Duma Katalonii nie zawiodła licznie zgromadzonych kibiców. Zwyciężyła 4:0, a dwie bramki zdobył Lionel Messi. Po jednym trafieniu dołożyli w drugiej połowie Jeffren i Pedro Rodriguez.

Pierwsza połowa toczyła się pod dyktando Barcelony. Środek pola opanowało trio rodowitych Katalończyków. Xavi, wspierany przez Sergio Busquetsa oraz Víctora Sáncheza, dwoił się i troił, by stworzyć napastnikom dogodne sytuacje do zdobycia bramek. Pierwszy strzał oddali jednak zawodnicy Seattle Sounders. Na szczęście nie było to uderzenie mogące zagrozić bramce strzeżonej przez Manuela Pinto. Odpowiedź Barcelony była natychmiastowa. Najpierw uderzał Bojan, ale Keller stanął na wysokości zadania i obronił strzał młodego napastnika. Później próbował jeszcze Dani Alves, jednak również w tym pojedynku górą był bramkarz Seattle. W szóstej minucie spotkania na indywidualną akcję zdecydował się Messi. Argentyńczyk minął trzech obrońców po czym został sfaulowany. Stały fragment gry egzekwował sam poszkodowany, jednak piłka po jego strzale poszybowała ponad poprzeczką. Kilka minut później Barcelona przeprowadziła kolejną bardzo groźną akcję. Bojan, Messi i Henry kilkoma podaniami przedostali się w pole karne przeciwnika. Szybką wymianę podań zakończył niecelnym strzałem Francuz.

Barcelona stale atakowała i w 20. minucie w końcu wyszła na prowadzenie. Po kilku podaniach w obrębie pola karnego przeciwnika piłka trafiła do Xaviego, a ten skierował ją do ustawionego przed polem karnym Lionela. Argentyńczyk uderzył technicznie, a piłka wylądowała w bramce obok interweniującego Kellera i było 0:1.

Kilka minut później znów w rolach głównych wystąpił duet Xavi-Messi. Hernandéz zagrał piłkę w pole karne do Lionela, a ten znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem. Tym razem piłka jednak nie wpadła do bramki. W 41. minucie znów ci sami panowie dali o sobie znać. Przepięknym podaniem Xavi, a Messi spokojnie przyjął piłkę będąc w polu karnym i założył siatkę interweniującemu bramkarzowi, podwyższając na 0:2.

Do końca pierwszej połowy wynik nie uległ już zmianie. Gra Barcelony mogła się podobać licznie zgromadzonej widowni. Dobre zawody rozegrali Xavi, Messi oraz Dani Alves. Mniej widoczny był Bojan, co nie przeszkodziło mu zmarnować kilku dogodnych okazji. Gospodarze stworzyli natomiast tylko jedną naprawdę groźną sytuację, a wydatnie pomógł im w tym Manuel Pinto, który wybił piłkę wprost pod nogi napastnika Seattle.

Na drugą połowę wyszła zupełnie inna jedenastka Barcelony. O ile zmiany w defensywie wcale nie osłabiły drużyny, to zejście z boiska takich zawodników jak Xavi, Messi czy Henry znacząco wpłynęło na jakość gry prezentowanej przez Barcelonę po przerwie. Gudjohnsen zupełnie nie sprawdził się w roli środkowego napastnika, a Dos Santos mimo niezłej gry nie zdołał zapełnić luki po Xavim.

Stwarzanie dogodnych sytuacji nie przychodziło już tak łatwo, a z boiska zaczynało wiać nudą. Pierwszą godną uwagi akcję ofensywną przeprowadził w 69. minucie Pedro Rodriguez. Minął on obrońcę na lewym skrzydle i oddał strzał, ale bramkarz był idealnie ustawiony i pewnie wyłapał tę piłkę. W 74. minucie był już jednak bezradny. Pedro zagrał dokładną piłkę w pole karne do Jeffrena, a młody skrzydłowy pewnym strzałem pokonał Kellera.

Barcelona nie zamierzała jednak poprzestać na wyniku 0:3 i nadal starała się atakować. W 77. minucie groźny strzał z dystansu oddał Dos Santos, a 10 minut później z dalszej odległości strzelał Keita. Obie próby były jednak nieudane. Na minutę przed końcem regulaminowego czasu gry Maxwell przekonał wszystkich kibiców zgromadzonych na Qwest Field Arena, że potrafi wspomóc kolegów w ofensywie. Przedarł się lewą stroną boiska, wpadł w pole karne przeciwnika i potężnie uderzył z ostrego kąta. Keller zdołał odbić piłkę przed siebie, ta jednak wpadła wprost pod nogi Pedro, który umieścił ją w bramce, ustalając wynik spotkania na 0:4.

Pep Guardiola znów zdecydował się sprawdzić dwie różne jedenastki. Obie spisały się bardzo dobrze, strzelając po dwie bramki. Przeciwnik nie postawił jednak szczególnie trudnych warunków i widać było różnicę klas pomiędzy zespołami. Kluczowi zawodnicy tacy jak Xavi, Messi, Henry, Alves, Touré i Keita zaprezentowali się z bardzo dobrej strony. Przyzwoite zawody rozegrał również Dos Santos, który wypadł znacznie lepiej od występującego w pierwszym zespole już ponad rok Sancheza. Zdecydowanie lepiej od Abidala zagrał Maxwell, natomiast na największą naganę zasłużył Gudjohonsen, który był zupełnie bezproduktywny jako środkowy napastnik. Cieszmy się jednak z kolejnego zwycięstwa, a sprawy personalne pozostawmy Guardioli - zna się chłop lepiej, co udowodnił w poprzednim sezonie.

Składy

Barcelona (I połowa): Pinto, Alves, Puyol, Fontás, Abidal, Busquets, Xavi, Víctor Sánchez, Messi, Bojan oraz Henry

Barcelona (II połowa): Jorquera, Muniesa, Piqué, Henrique, Maxwell, Touré, Keita, Jonatan Dos Santos, Pedro, Jeffren oraz Gudjohnsen.

Seattle Sounders: Keller, Riley, Hurtado, Marshall, González, Evans, Alonso, Ljungberg, Zakuari, Montero oraz Jaqua.

Żółte kartki: Sergio B. (31'), Fucito (81')

Bramki:

0-1, Messi (20')
0-2, Messi (40')
0-3, Jeffren (74')
0-4, Pedro (89')

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (157)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze