Magia wraca na Camp Nou: Barça - Atletico 5:2

SZUMI

19 września 2009, 21:27

533 komentarze
Zgodnie z przewidywaniami przed dzisiejszym spotkaniem Pep Guardiola dokonał kilku zmian w składzie. Od pierwszej minuty zagrali dziś m.in. Dmytro Czyhrynski, Maxwell czy Sergio Busquets. Andres Iniesta ponownie rozpoczął mecz na ławce rezerwowych. Do meczu drużyna Dumy Katalonii przystąpiła w roli lidera La Liga. Zespół Atletico z kolei rozpoczął rozgrywki wyjątkowo słabo przegrywając na inaugurację wysoko w Maladze i remisując w siebie z Racingiem.

Goleadę czas zacząć

Spotkanie zapowiadane było jako mecz, w którym padnie dużo bramek, co było regułą w ostatnich latach. Już pierwsze minuty spotkania potwierdziły powyższą tezę. W 57 sekundzie Henry strzelił w poprzeczkę strzeżoną przez Roberto, a raptem minutę później było 1:0 po bramce Zlatana Ibrahimovicia. Piłkę wznowił do gry krótkim wybiciem Valdés. Do przodu podholował ją Maxwell, podał do Busquetsa, a ten wspaniałym prostopadłym podaniem uruchomił Szweda. Zlatan popisał się następnie zimną krwią i delikatnym strzałem minął młodego bramkarza Atletico. Raptem dwie minuty później piłka znów załopotała w bramce przyjezdnych z Madrytu. Jednakże przy naprawdę pięknym rozegraniu piłki przez El Tridente sędzia wypatrzył spalonego i bramka w efekcie nie została uznana.

Co się odwlecze to nie uciecze. W 16 minucie swoje trafienie zaliczył Messi. Wspaniałe podanie za plecy obrońców przyjął na klatkę piersiową i drobiąc kroczki minął balansem ciała bramkarza i skierował piłkę do bramki. Przed tą bramkę swoje sytuacje mieli również Xavi, Ibrahimović oraz Messi. Zwłaszcza klarowna była ta ostania sytuacja, kiedy to Argentyńczyk nie wykorzystał podania wzdłuż bramki od Henry'ego.

Po niezwykle intensywnych pierwszych dwudziestu minutach do głosu doszli goście z Madrytu. Dwukrotnie błąd popełnił Maxwell, raz przy rozgrywaniu, a raz dał się ograć Maxiemu Rodríguezowi co spowodowało dość groźną sytuację. Zawodnicy Rojiblancos atakowali coraz śmielej, jednak na posterunku tkwił wciąż polepszający swój rekord Victor Valdés.

W 30 minucie do wykonywanego rzutu wolnego z około 30 metrów podszedł Dani Alves, który mocnym i niezwykle nieprzyjemnym dla bramkarza strzałem (kozioł na 5 metrze) o słupek podwyższył prowadzenie Blaugrana. Zawodnicy Atletico nie potrafili przerywać ataków Barcelony inaczej niż ostrymi faulami, czego efektem były żółte karki dla Ujfalusiego oraz Assuncao. Tymczasem na pięć minut przed końcem pierwszej połowy wspaniałą akcję rozegrali Ibrahimović z Messim, a ten ostatni po 180-stopniowym obrocie z piłką wyprzedził obrońcę i dograł do Seydou Keity, który skierował jedynie piłkę do pustej bramki. Jeszcze przed przerwą w polu karnym powalony został Szwed, za co sędziujący spotkanie Mejuto González mógł podyktować rzut karny.

I gdy wydawało się, że we wspaniałych nastrojach i wciąż niepowstrzymanym rekordem Victora Valdésa Barcelona zejdzie na przerwę do szatni, humory sympatykom Dumy Katalonii zepsuł nieco Sergio Aguero, który wykorzystał niefrasobliwe zagranie do tyłu świetnego przez pierwsza połowę Busquetsa i wyprzedzając Czyhrynskiego delikatnie podciął piłkę nad interweniującym Victorem Valdésem.

Za dobrze do przerwy

W drugiej połowie tempo gry znacznie spadło. W 55. piłkę po złym wybiciu bramkarza przejął Henry i wspaniale uruchomił Messiego, jednak gdy wydawało się, że Argentyńczyk minie bramkarza Atletico i skieruje pikę do bramki przeciwników, Roberto wykazał się świetnym refleksem i wyłuskał futbolówkę spod nóg Leo.

Aż do ostatnich dziesięciu minut na boisku nie działo się zbyt wiele. Warto odnotować jedynie jeszcze jeden błąd wynikający z braku skupienia naprawdę dobrego w pierwszej połowie, rozczapierzającego się niczym pająk, Sergio Busquetsa. Na uwagę zasługuje również zmiana Iniesty, który na boisku wprowadzony został w miejsce Xaviego, a nie Henry'ego, jak to zazwyczaj bywa. Może to być ukłon Guardioli w stronę Francuza, który ostatni narzekał na zbyt wczesne zdjęcie go w meczu z Interem. Należy pamiętać, iż Pep jest byłym piłkarzem, który potrafi świetnie zrozumieć zachowania swoich zawodników.

Mecz w drugiej połowie rozgrywany był w wolnym tempie. W 84. minucie po wybiciu piłki z tzw. piątki wyżej niż Iniesta wyskoczył jeden z pomocników Atletico i przy dość biernej postawie zaskoczonej takim stanem rzeczy formacji defensywnej bramkę zdobył Diego Forlán. Jednakże w doliczonym czasie gry gracze Barcelony po raz wtóry udowodnili w czym tkwi sedno piękna piłki rodem z Katalonii. Akcja po której padł bramka na 5:2 rozegrana w trójkącie Messi, Alves, Iniesta jest kwintesencja tego co w futbolu najpiękniejsze, a na dodatkową uwagę zasługuje fakt, iż Argentyńczyk swojego gola zdobył po strzale prawą nogą.

Słów kilka na koniec, czyli Piquénbauer, Valdés oraz formacja ofensywna

Mimo straty dwóch bramek na pochwałę zasługuje formacja defensywna Barcelony. Świetne spotkanie rozegrał Piqué, który nazwany został przez komentującego w Canal+ spotkanie Leszka Orłowskiego Piquénbauer od nazwiska prekursora takiego sposobu gry środkowego obrońcy Franza Beckenbauera. Dobre zawody rozegrał również debiutujący na Camp Nou Czyhrynski. Ukraińcowi wciąż brakuje szybkości, ale za to nadrabia swoje braki świetnym ustawianiem się w polu karnym oraz bardzo dobrymi przerzutami piłki do formacji ofensywnych.

Warto też chwilę zatrzymać się nad świetną postawą naszego portero. W pierwszym kwadransie nie miał zbyt wielu okazji do interwencji, ale już w pozostałej części meczu musiał wykazać się kilkukrotnie tym co sprawia, iż jest idealnym bramkarzem dla Barcelony- świetnym refleksem, szybkością oraz wspaniałą grą na przedpolu. W 17 minucie, głównie dzięki własnej postawie pobił swój rekord w najdłuższej serii bez straconej bramki. Owa seria trwałaby pewnie i dłużej, gdyby niefrasobliwością w ostatniej minucie pierwszej połowy nie wykazał się Busquets.

Wspaniałą postawę prezentował dziś Lionel Messi, który najwyraźniej zapomniał już o niepowodzeniach w reprezentacji Argentyny. Grający z ‘10' zawodnik zdobył tym samym już 91 bramek w pierwszej drużynie. Również dobrze dziś na boisku wyglądali Ibrahimović oraz Henry. Zwłaszcza ten ostatni wyglądał o wiele lepiej niż w meczu z Interem i wieszczący jego niedługą emeryturę pesymiści mogą poczekać co najmniej do wtorku z odsyłaniem Francuza ‘na zielona trawkę'. Byłemu graczowi Arsenalu brakował dziś nieco szczęścia, a ponadto jego wspaniałe dogrania nie doczekały się miana asyst tylko z powodów niezależnych od Henry'ego.

Ku pamięci

Drodzy kibice, pamiętajcie, że już we wtorek o 22 mecz z Racingiem w Santander i kolejna okazja do uraczenia się piłka nożną w najlepszym wydaniu, czyli futbol po katalońsku.

Składy

Barcelona: Valdés; Alves, Czyhrynski, Piqué (Márquez), Maxwell; Busquets, Xavi (Iniesta), Keita; Henry, Ibrahimović (Pedro), Messi.

Atletico: Roberto, Perea, Pablo, Ujfalusi, A. López, Jurado, Assuncao (Koke), Maxi, Simao (Cleber), Aguero (Sinama), Forlán.

Barcelona - Atletico Madryt 5:2 (4:1)

1:0 Ibrahimovic 2
2:0 Messi 16
3:0 Alves 30
4:0 Keita 41
4:1 Aguero 45
4:2 Forlán 84
5:2 Messi 90
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (533)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze