W drodze po szóste trofeum
Już w środę FC Barcelona rozegra swój pierwszy mecz w ramach Klubowych Mistrzostw Świata. Rozgrywki te mogą być fantastycznym zwieńczeniem jeszcze lepszego roku w wykonaniu Dumy Katalonii. Czy uda się tego dokonać? Przekonamy się już w najbliższych dniach, a pierwszy duży krok w tym kierunku może być wykonany poprzez pokonanie meksykańskiego Atlante.
Klubowe Mistrzostwa Świata to rozgrywki utworzone w 2000 roku, wyłaniające klubowego Mistrza Świata spośród najlepszych zespołów każdego kontynentu. Pierwszy turniej odbył się w Styczniu 2000 roku w Brazylii i miał zastąpić dawny Puchar Interkontynentalny, jednakże całkowita zamiana nastąpiła dopiero w 2004 roku. W obecnej formie rozgrywek, w turnieju uczestniczy siedem zespołów. Sześć z nich to zwycięzcy poszczególnych rozgrywek na szczeblu kontynentalnym, natomiast siódma drużyna to gospodarz turnieju. Od 2007 roku zwycięzca Klubowych Mistrzostw Oceanii musi grać w kwalifikacjach z gospodarzem. Tegoroczni uczestnicy to: Al-Alhi Dubaj (AFC - Azja, gospodarz turnieju), Auckland City FC (OFC - Oceania), TP Mazembe (CAF - Afryka), Pohang Steelers (AFC - Azja), Atlante Cancun (CONCACAF - Ameryka Północna), Estudiantes (CONMEBOL - Ameryka Południowa) i FC Barcelona.
Zespół, z którym zmierzy się FC Barcelona w środowym półfinale to meksykańska drużyna Atlante FC z siedzibą w Cancún. W swojej 93-letniej historii trzykrotnie zdobywała Mistrzostwo Meksyku (1947, 1993, 2007), trzy razy wygrywała Puchar Meksyku (1942, 1951, 1952), a także dwa razy wygrała Ligę Mistrzów CONCACAF (1983, 2009) - jako ciekawostkę można jeszcze dodać, że w zwycięskim składzie z 1983 roku, był obecny prezes PZPN Grzegorz Lato. W finale tych ostatnich rozgrywek (z 2009 roku), pokonali 2-0 inną drużynę z Meksyku - Cruz Azul. Tegoroczny sezon jednak nie był zbyt udany dla podopiecznych Jose Cruza, gdyż zajęli dopiero dziewiąte miejsce w rozgrywkach. Miejsce to oczywiście nie jest premiowane grą w tamtejszej Lidze Mistrzów, dlatego Klubowe Mistrzostwa Świata są dla nich jedyną szansą na sukces w tym roku. Można by nawet rzecz, że przebrnięcie przez ćwierćfinał (pokonali Auckland City 3-0) jest już bardzo dobrym osiągnięciem i w zbliżającym się półfinale z Barceloną nie będą mieli nic do stracenia.
Z kolei Barcelona jedzie na KMŚ już po raz drugi w historii. Poprzednim razem po pewnym zwycięstwie w półfinale z America Meksyk 4-0 (po golach Gudjohnsena, Márqueza, Ronaldinho i Deco) Blaugrana ostatecznie zajęła drugie miejsce ulegając w finale brazylijskiemu Internacional Porto Alegre 0-1. Tym razem po wspaniałym roku, zwieńczonym aż pięcioma różnymi tytułami Barça jedzie do Abu Zabi wyjątkowo zmotywowana. Jeśli uda się wygrać dwa mecze i sięgnąć po szósty puchar, będzie to wyczyn unikalny, dotąd nieosiągnięty przez żaden zespół na świecie. Będzie to również pobicie rekordu pięciu trofeów, które zdobywała Barça na początku lat 50-tych ze słynnym Kubalą w składzie.
Przed środowym meczem, Pep Guardiola może mieć jedynie dwa powody do zmartwień. Po pierwsze to znak zapytania, pod jakim stoi występ Leo Messiego w tym spotkaniu. Argentyńczyk skręcił kostkę po jednym z brutalnych wejść podczas zeszłotygodniowego meczu przeciwko Dynamie Kijów. W jego przypadku jest jednak iskierka nadziei, gdyż podczas dzisiejszego treningu dołączył do reszty zespołu i może pojawi się w środę na boisku na kilkanaście/kilkadziesiąt minut. Drugim "problemem" Guardioli jest ogólna regeneracja sił jego zawodników. W ciągu ostatnich dwóch tygodniu, Barça zagrała cztery trudne spotkania (wyjazdowe w Xerez, La Coruni i Kijowie, oraz derby z Espanyolem) i piłkarze mają prawo odczuwać zmęczenie.
Mimo wszystko wydaje się, że wewnętrzna motywacja będzie tak duża, że całkowicie "usunie" zmęczenie z organizmu Szansa przed jaką stają piłkarze Barcelony jest ogromna. Wprawdzie już teraz zapisali złotą kartę w historii piłki nożnej, ale ewentualne szóste trofeum sprawi, że dla Barçy powstanie osobna książka. I o tym, chyba wszyscy Cules marzą.
[foto: Fifa.com]
Klubowe Mistrzostwa Świata to rozgrywki utworzone w 2000 roku, wyłaniające klubowego Mistrza Świata spośród najlepszych zespołów każdego kontynentu. Pierwszy turniej odbył się w Styczniu 2000 roku w Brazylii i miał zastąpić dawny Puchar Interkontynentalny, jednakże całkowita zamiana nastąpiła dopiero w 2004 roku. W obecnej formie rozgrywek, w turnieju uczestniczy siedem zespołów. Sześć z nich to zwycięzcy poszczególnych rozgrywek na szczeblu kontynentalnym, natomiast siódma drużyna to gospodarz turnieju. Od 2007 roku zwycięzca Klubowych Mistrzostw Oceanii musi grać w kwalifikacjach z gospodarzem. Tegoroczni uczestnicy to: Al-Alhi Dubaj (AFC - Azja, gospodarz turnieju), Auckland City FC (OFC - Oceania), TP Mazembe (CAF - Afryka), Pohang Steelers (AFC - Azja), Atlante Cancun (CONCACAF - Ameryka Północna), Estudiantes (CONMEBOL - Ameryka Południowa) i FC Barcelona.
Zespół, z którym zmierzy się FC Barcelona w środowym półfinale to meksykańska drużyna Atlante FC z siedzibą w Cancún. W swojej 93-letniej historii trzykrotnie zdobywała Mistrzostwo Meksyku (1947, 1993, 2007), trzy razy wygrywała Puchar Meksyku (1942, 1951, 1952), a także dwa razy wygrała Ligę Mistrzów CONCACAF (1983, 2009) - jako ciekawostkę można jeszcze dodać, że w zwycięskim składzie z 1983 roku, był obecny prezes PZPN Grzegorz Lato. W finale tych ostatnich rozgrywek (z 2009 roku), pokonali 2-0 inną drużynę z Meksyku - Cruz Azul. Tegoroczny sezon jednak nie był zbyt udany dla podopiecznych Jose Cruza, gdyż zajęli dopiero dziewiąte miejsce w rozgrywkach. Miejsce to oczywiście nie jest premiowane grą w tamtejszej Lidze Mistrzów, dlatego Klubowe Mistrzostwa Świata są dla nich jedyną szansą na sukces w tym roku. Można by nawet rzecz, że przebrnięcie przez ćwierćfinał (pokonali Auckland City 3-0) jest już bardzo dobrym osiągnięciem i w zbliżającym się półfinale z Barceloną nie będą mieli nic do stracenia.
Z kolei Barcelona jedzie na KMŚ już po raz drugi w historii. Poprzednim razem po pewnym zwycięstwie w półfinale z America Meksyk 4-0 (po golach Gudjohnsena, Márqueza, Ronaldinho i Deco) Blaugrana ostatecznie zajęła drugie miejsce ulegając w finale brazylijskiemu Internacional Porto Alegre 0-1. Tym razem po wspaniałym roku, zwieńczonym aż pięcioma różnymi tytułami Barça jedzie do Abu Zabi wyjątkowo zmotywowana. Jeśli uda się wygrać dwa mecze i sięgnąć po szósty puchar, będzie to wyczyn unikalny, dotąd nieosiągnięty przez żaden zespół na świecie. Będzie to również pobicie rekordu pięciu trofeów, które zdobywała Barça na początku lat 50-tych ze słynnym Kubalą w składzie.
Przed środowym meczem, Pep Guardiola może mieć jedynie dwa powody do zmartwień. Po pierwsze to znak zapytania, pod jakim stoi występ Leo Messiego w tym spotkaniu. Argentyńczyk skręcił kostkę po jednym z brutalnych wejść podczas zeszłotygodniowego meczu przeciwko Dynamie Kijów. W jego przypadku jest jednak iskierka nadziei, gdyż podczas dzisiejszego treningu dołączył do reszty zespołu i może pojawi się w środę na boisku na kilkanaście/kilkadziesiąt minut. Drugim "problemem" Guardioli jest ogólna regeneracja sił jego zawodników. W ciągu ostatnich dwóch tygodniu, Barça zagrała cztery trudne spotkania (wyjazdowe w Xerez, La Coruni i Kijowie, oraz derby z Espanyolem) i piłkarze mają prawo odczuwać zmęczenie.
Mimo wszystko wydaje się, że wewnętrzna motywacja będzie tak duża, że całkowicie "usunie" zmęczenie z organizmu Szansa przed jaką stają piłkarze Barcelony jest ogromna. Wprawdzie już teraz zapisali złotą kartę w historii piłki nożnej, ale ewentualne szóste trofeum sprawi, że dla Barçy powstanie osobna książka. I o tym, chyba wszyscy Cules marzą.
[foto: Fifa.com]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (49)