Wszelkie porównania między Dumą Katalonii a Kanonierami miały zakończyć się wraz z pierwszym gwizdkiem Massimo Bussaccy. Wszyscy spodziewali się magicznego wieczoru, futbolowej fantazji - stawały bowiem naprzeciw siebie drużyny kochające atak i widowiskową piłkę. Mecz zaczął się jednak w sposób, który nikt nie przewidział. Podopieczni Josepa Guardioli od pierwszych minut uzyskali nad rywalem wręcz miażdżącą przewagę, co chwilę nękając jedynego obrońcę, bohatera - Manuela Almunię.
Mocne ciosy na dzień dobry
Ciężkie momenty dla kibiców The Gunners nadeszły już na samym początku. Barcelona w 2. minucie spotkania przeprowadziła swoją pierwszą akcję, w której pierwsze skrzypce grał powracający do zespołu Xavi. Atak zakończył się rzutem rożnym, po którym bliski pokonania Almunii był Sergio Busquets. Kolejny huragan pod bramkę Arsenalu nadszedł już 3 min później - tym razem to Messi próbował swoich sił z 16 metrów. Chwilę później kapitalnie pokazał się Ibrahimović - ten jednak posłał piłkę wysoko nad bramką po atomowym dośrodkowaniu Alvesa. Podczas, gdy Cesc Fabregas i jego koledzy ledwo zdążyli się otrząsnąć, w 14 minucie stało się coś, co wprawiło Cules w konsternację. Kanonada pod bramką Almunii (3 strzały - Messiego, Ibrahimovicia i Xaviego) nie zakończyła się golem, nie wiadomo też jakim cudem Almunia zdołał uchronić swój zespół przed katastrofą.
Po 15 minutach statystyki mówiły wszystko - 9 strzałów Barcelony, 5 celnych; Arsenal - 0. Podopieczni Wengera po raz pierwszy zaatakowali w 22. minucie meczu, gdy Nasri po rajdzie lewą stroną uderzył z rogu pola karnego - Valdés spokojnie asekurował tor lotu piłki. W 26 minucie Katalończycy próbowali odpowiedzieć na lekkie przebudzenie gospodarzy - Messi jednak padł w polu karnym po kontakcie z Gaelem Clichym. Gwizdek arbitra milczał - była to sytuacja mocno kontrowersyjna. Niesprzyjające okoliczności działały na Barcelonę jak płachta na byka - w 32 minucie znów angielska publiczność mogła podziwiać katalońską ‘tiki-takę'. Ibrahimović zakończył ją strzałem obok słupka.
Ostatnie 15 minut pierwszej części meczu to niemrawe, wręcz rozpaczliwe próby oczekującego na karę Arsenalu. Świetna postawa Victora Valdésa i całego bloku obronnego spowodowały, że akcje te nie miały żadnych szans na powodzenie. Na domiar złego dla Wengera - 2 filary zespołu: William Gallas i Andriej Arszawin musieli opuścić plac gry z powodu kontuzji, a także trzeci najważniejszy - Cesc Fabregas otrzymał żółtą kartkę eliminującą go z gry na Camp Nou.
Rewelacyjny początek drugiej połowy, pechowy jej koniec
Wszelkie plany Wengera na drugą połowę, układane ‘na kolanie' w przerwie meczu legły w gruzach. Zlatan Ibrahimović po przytomnym podaniu z własnej połowy Piqué przejął piłkę w polu karnym, posyłając ją ‘balonikiem' nad głową bezradnego Almunii - 0:1! Gol w końcu musiał paść - statystyka podań była porażająca. Barcelona wymieniała piłkę między sobą 278 razy, przy celności rzędu 84%, podczas gdy Arsenal zaledwie 91 razy (celność - 63%). Nokaut na poziomie rozgrywania piłki i prowadzenia akcji, potwierdzony zaledwie jednym golem.
Osłabiony, ale nie do końca zraniony Arsenal podjął się karkołomnego zadania, wydobycia siebie z marazmu bezradności i bezczynności. W 53 minucie kapitalnie znów zachował się Valdés po prostej akcji gospodarzy. Dośrodkowanie Clichy'ego trafiło na głowę Bendtnera, który przytomnie oddał strzał z bliskiej odległości. Bramkarz Barcelony zachował się bez zarzutu, a wprowadzając szybko piłkę do gry, zapoczątkował kolejną groźną kontrę. Tymczasem to, co nieuchronne, stało się faktem - Ibrahimović znów nie zawiódł oddając kapitalny strzał pod poprzeczkę po ‘profesorskim' podaniu Xaviego: 0:2!
Do tego momentu Pep Guardiola i wszyscy culés mogli być wreszcie spokojniejsi o dalsze losy meczu. Duma Katalonii dawała swój pokaz tego, z czego słynie; co potrafi najlepiej. Gra się uspokoiła, a resztki wiary w pozytywny wynik u miejscowych kibiców zdawały się odejść bezpowrotnie. Arsene Wenger, pomimo beznadziei zaryzykował, wprowadzając do gry ofensywnego Walcotta w 65 minucie. Nastąpił przełom - 4 minuty później Kanonierzy strzelili kontaktowego gola uspokojonej i zrelaksowanej Barcelonie, wrzucając 5. bieg. Guardiola i grupa 3 tysięcy Cules na The Emirates przecierali oczy ze zdumienia.
Bierność w defensywie i w środku pola zakończyła się najgorszym chyba z możliwych scenariuszy. Puyol za faul na Fabregasie w polu karnym zostaje wyrzucony z boiska, a gracz Arsenalu z zimną krwią pokonuje Valdésa z jedenastu metrów. Notabene, w swój strzał chyba włożył za dużo siły - odniósł kontuzję i nie był w stanie dograć do końca meczu, truchtając z boku unikając kontaktu z piłką. Barcelona po tym wydarzeniu czekała na końcowy gwizdek sędziego. Wynik 2:2 mimo wszystko jest korzystny w kontekście rewanżu na Camp Nou. Są jednak powody do zmartwień - Guardiola będzie miał problem z zestawieniem linii obrony (3. żółtą kartkę otrzymał Piqué); będzie też musiał nauczyć swoich zawodników szacunku do własnego wysiłku - mecz przecież ułożył się rewelacyjnie, ale na własne życzenie skomplikowali sobie życie przez brak... koncentracji.
Arsenal: Manuel Almunia; Bacary Sagna (Theo Walcott, m.66), Gael Clichy, Thomas Vermaelen, Abou Diaby; Cesc Fábregas, Samir Nasri, William Gallas (Denilson, m.44), Alex Song; Andrei Arshavin (Emmanuel Eboue, m.28), Nicklas Bendtner.
Barcelona: Víctor Valdés; Dani Alves, Carles Puyol, Gerard Piqué, Maxwell; Sergio Busquets, Xavi Hernández, Seydou Keita; Pedro Rodríguez, Zlatan Ibrahimovic (Thierry Henry, m.76), Lionel Messi (Gabriel Milito, m.86).
Bramki: 0-1, m.46. Ibrahimović; 0-2, m.59. Ibrahimović; 1-2, m.69. Walcott; 2-2, m.85. Fábregas (karny).
Arbiter: Massimo Busacca (SUI). Żółte kartki: Arshavin, Song, Fábregas, Eboue i Diaby (Arsenal); Piqué (Barcelona); Czerwona kartka: Puyol (Barcelona)
Widzów: 59 572
Arsenal - Barcelona
6(3) - strzały (celne) - 17(11)
5 - żółte kartki - 1
0 - czerwone kartki - 1
18 - faule - 11
0 - rzuty rożne - 4
2 - spalone - 4
38% - posiadanie piłki - 62%
Komentarze (1277)