Moc wychowanków; Barcelona 4:1 Tenerife

makaj

4 maja 2010, 22:29

265 komentarzy
To miał być mecz z serii lekkich, łatwych i przyjemnych. Co prawda Tenerife walczy o utrzymanie się w najwyższej klasie rozgrywkowej w Hiszpanii, ale na wyjazdach wyspiarska ekipa radzi sobie zdecydowanie najgorzej: w 17 meczach zdobyła jedynie 6 punktów, tracąc przy tym aż 40 bramek. Nic dziwnego, że wynik inny niż zwycięstwo gospodarzy byłby olbrzymią sensacją. Nikt z kibiców Barcelony nie przewidział jednak takiego scenariusza, choć jak pokazały boiskowe wydarzenia, 3 punkty wcale nie przyszły piłkarzom Guardioli łatwo.

Szkoleniowiec Barçy desygnował do gry najsilniejszą jedenastkę, z Xavim, który zmaga się z urazem, Messim i Ibrahimoviciem. Dwie zmiany w porównaniu do wcześniejszych meczów miały miejsce w liniach pomocy i ataku. W miejsce Busquetsa od pierwszej minuty zagrał Touré, a Bojan zastąpił w ataku Pedro. Od początku meczu inicjatywę miała Barcelona, która nie potrafiła jednak stworzyć sobie dogodnej sytuacji bramkowej. Pierwszą taką sytuację mieli niespodziewanie goście: w polu karnym piłka znalazła Alfaro, który będąc na 11. metrze od brami Valdésa fatalnie przestrzelił. Pierwsza dobra akcja gospodarzy miała miejsce w 17. minucie i od razu skończyła się bramką. W pole karne gości dośrodkował Alves, piłkę głową zgrał Ibrahimović, a Messi z najbliższej odległości wpakował ją do siatki. Wydawało się, że kolejne bramki dla gospodarzy będą tylko kwestią czasu.

W 35. minucie, po świetnym podaniu Messiego, oko w oko z Aragonesesem stanął Maxwell. Gdyby Brazylijczyk odegrał piłkę do Ibry, Szwedowi pozostałoby tylko dołożyć nogę, by skierować piłkę do pustej bramki. Maxwell zachował się jednak zbyt egoistycznie i jego strzał wybronił bramkarz gości. 120 sekund później stało się coś bardzo zaskakującego. Po błędzie Puyola i podaniu Kome, Román nie dał szans Valdésowi, mocnym strzałem umieszczając piłkę w siatce. Szok, zaskoczenie, niedowierzanie. Zespół z Teneryfy, którego statystyka posiadania piłki wynosiła w pewnym momencie tylko 16%, strzelił Barcelonie gola i zmusił do jeszcze większego wysiłku. Do przerwy wynik nie uległ zmianie i kibice z niecierpliwością czekali na drugą część gry. Trzeba w tym miejscu wspomnieć, że mimo dużej przewagi w posiadaniu futbolówki, gracze gości wcale nie sprawiali wrażenia drużyny grającej o wiele gorszy futbol od Barcelony.

À propos kibiców: dziś na Camp Nou było ich 'jedynie' 30 tysięcy. Powodem była nie tylko pozycja w tabeli rywala, ale przede wszystkim rzęsisty deszcz, który z pewnością przeszkadzał w komfortowym oglądaniu zawodów. Wracając do poczynań boiskowych, od 46. minuty na placu gry pojawił się Pedro, zmieniając narzekającego na problem z mięśniem uda Piqué. Pierwszą groźną akcję w drugiej połowie przeprowadzili niespodziewanie goście, a nieprzyjemny strzał Juanlu wybronił na szczęście Valdés. W 63. minucie w pole karne zagrał Alves, a będący w sytuacji sam na sam z Aragonesesem Bojan nie zmarnował tej sytuacji.

Barcelona poszła za ciosem. Kilka minut po objęciu prowadzenia doskonałą sytuację miał Pedro, ale mając przed sobą tylko golkipera Tenerife nieznacznie się pomylił. W 74. minucie z rzutu wolnego ładnie przymierzył Xavi, ale na posterunku był Aragoneses. Dwie minuty później mogło być 2:2. Szybka kontra gości i podanie w uliczkę, które w ostatniej chwili wślizgiem przeciął Pedro. Hiszpan szybko się pozbierał, pobiegł do przodu... i zdobył bramkę. Messi zagrał do Pedro i wydawało się, że podanie przetnie Sicilia. Ten jednak popełnił błąd i piłka ostatecznie dotarła do urodzonego w stolicy Teneryfy gracza, który pewnym strzałem pokonał bramkarza gości. Wyspiarze nie poddali się i od razu po wznowieniu gry przeprowadzili akcję, po której zdobyli kontaktowego gola. Bramka nie została jednak uznana, gdyż na pozycji spalonej znalazł się jej strzelec, Nino. Gdy wydawało się, że mecz zakończy się wynikiem 3:2, czwartą bramkę dla Barçy zdobył Messi. Po znakomitej centrze Alvesa Argentyńczyk ze stoickim spokojem pokonał Aragonesesa, ustalając wynik spotkania. Chwilę później arbiter zakończył spotkanie.

Zadanie zostało wykonane. Choć nie bez problemów, Barcelona pokonała Tenerife 4:1 i po 36. kolejce Ligi BBVA wciąż pozostanie na fotelu lidera hiszpańskiej ligi. Warto zauważyć i pochwalić system szkolenia młodych piłkarzy w stolicy Katalonii: poza Alvesem, który zaliczył dwie asysty, bohaterami spotkania byli Messi, Bojan i Pedro - wychowankowie Barcelony, którzy zdobyli dziś wszystkie bramki dla ekipy z Camp Nou. Gra Barçy może nie była dziś olśniewająca, ale co najważniejsze skuteczna. Zwycięstwo wywrze na pewno presję na Realu Madryt, który jutro gra trudne spotkanie na Majorce. Niezależnie od wyniku tego spotkania walka o tytuł na pewno toczyć się będzie do ostatniego meczu, ale dzisiejsze 3 punkty to duży krok w kierunku obrony mistrzostwa.

Barcelona 4:1 Tenerife

Bramki:: 17' Messi, 63' Bojan, 77' Pedro, 90+3' Messi - 37' Román.

Sędzia: Delgado Ferreiro

Widzów: 30 000

Statystyki

4 Bramki 1
21 Strzały 4
8 Strzały celne 2
9 Rzuty rożne 2
3 Spalone 5
83% Posiadanie piłki 17%
0 Żółte kartki 3
0 Czerwone kartki 0


[źródło: Własne/ESPN]
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (265)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze