Villa: W Barcelonie będę się cieszył grą
28-letni David Villa Sánchez zaskakuje szybkością odpowiedzi na nurtujące kibiców pytania. Niecodzienną jak na piłkarza umiejętność wypowiadania się, można porównać do tego, co zwykł czynić na boisku - każde zdanie formułuje z taką samą sprawnością i pewnością siebie, jak mija obrońców i strzela na bramkę. Mimo to, wciąż uważa siebie za strzelca instynktownego, który jest skłonny do pomocy kolegom z drugiej linii. Swój zawód wykonuje z wielką pasją, ale poza placem gry przede wszystkim chce być wzorowym ojcem. Teraz koncentruje się na Mundialu, lecz nie ucieka od myśli, że niebawem wraz z Messim będzie czarował publiczność na Camp Nou.
Oto zapis wywiadu dziennikarza gazety La Vanguardia z Davidem Villą:
Mundial trwa w najlepsze. Jak sądzisz, jak Hiszpania powinna zagrać przeciwko Chile? Będzie się liczyć cierpliwość czy huraganowe ataki od pierwszego gwizdka?
Jest tylko jeden sposób na to, jak wejść w kluczowe spotkanie, by odnieść zwycięstwo i awansować. Trzeba mieć świadomość, że nie wygra się meczu ani na początku, ani na końcu, lecz w ciągu całych 90 minut. Musimy atakować z odpowiednią intensywnością i myśleć, że gramy przeciwko silnemu rywalowi. Całkowicie jednak ufam w zwycięstwo, a przy odrobinie szczęścia, także w awans z pierwszego miejsca.
W twojej opinii będzie to najlepszy dla Hiszpanii mundial?
W tej chwili nie ma na to czasu, by oceniać, czy obecne Mistrzostwa Świata będą dla nas dobre czy fatalne. W tej chwili w naszych głowach jest tylko piątkowy mecz z Chile, dlatego nie byłoby dla nas dobrze, gdybyśmy rozpraszali się myślami jedynie o tytule. Nie powinniśmy wybiegać w przyszłość poza tym, co czeka nas jutro.
Czego jeszcze brakuje Hiszpanii, by oczarować publiczność?
Przede wszystkim jedyną rzeczą, której nam nie brakuje, jest określenie, dlaczego jesteśmy tak nieskuteczni. Wiemy, że musimy poprawić naszą skuteczność i lepiej wykorzystywać nadarzające się okazje. Nie jesteśmy bardziej skoncentrowani na samej grze, lecz na wygrywaniu. Dotąd na mundialu zdobyliśmy jedynie dwa gole, a mogliśmy mieć ich znacznie więcej, dlatego nie jestem zadowolony. Powinniśmy strzelać bramki.
Jesteś lepszy na lewej stronie ataku czy na szpicy?
Gdy tylko gram, jest mi to obojętne, chociaż zależy to od rywala i systemu gry. Czasem lepiej jest grać na lewej stronie, ponieważ częściej udzielasz się w grze zespołu, lepiej wchodzisz w mecz i masz więcej miejsca. Dzieje się to wtedy, gdy np. w ataku gra Torres, który absorbuje uwagę środkowych obrońców i dzięki temu stwarza się dla mnie więcej wolnej przestrzeni. Dla mnie nie jest to żadnym problemem, bo zawsze wychodziłem ze środka pola, z dwóch różnych, wygodnych pozycji na boisku. Gra na skrzydle jest czasami najlepsza, jednak to, czego mi tam brakuje, to umiejętności gry defensywnej podczas walki o piłkę.
Urodziłeś się goleadorem czy z czasem się nim stałeś?
Myślę, że i jedno, i drugie. Zdobywanie bramek to rodzaj instynktu, wyczucia terenu i umiejętności bycia w danym miejscu, w odpowiednim czasie. Człowiek rodzi się z instynktem, ale musi on być stale ćwiczony. Możesz go lepiej wykorzystywać, gdy nad nim pracujesz. Z czasem będzie coraz lepszy, bo kocham ten zawód, kocham tę grę i to jest to, co zawsze chciałem robić. Jestem zakochany w piłce. Strzelanie bramek jest zasługą wszystkich, ale to napastnicy są za to odpowiedzialni. Napastnicy z tego żyją i są rozliczani z liczby zdobytych goli.
O co najczęściej pytasz swoich nowych kolegów z Barcelony?
Z biegiem dni już trochę się od nich dowiedziałem, ale w zasadzie interesuję się wszystkim, począwszy od kalendarza treningów, miasteczka sportowego, poprzez funkcjonowanie klubu aż po wewnętrzną organizację. Poza tym łączą mnie bliskie relacje z kolegami z Barçy. Nawet więcej - są moimi przyjaciółmi, bo już wspólnie doświadczyliśmy wielu przygód i radości.
Dla napastnika nie ma większego marzenia niż gra z Messim?
Marzeniem jest również gra z Xavim i Iniestą oraz z innymi zawodnikami z tej ekipy. Przybyłem do Barçy z myślą, żeby na boisku dobrze się bawić. Wierzę, że właśnie tak będzie.
Który z piłkarzy jest dla Ciebie wzorem?
Bez wątpienia, Messi. Na boisku wyprawia takie rzeczy, których nikt inny nie jest w stanie zrobić. Nigdy kogoś podobnego nie widziałem. Leo jest wyjątkowy, inny niż wszyscy. Po prostu trzeba go widzieć, żeby zrozumieć, że nikt na świecie nie osiągnie podobnego poziomu.
Luis Enrique powiedział, że na Camp Nou naznaczysz nową epokę.
Mam nadzieję, że tak będzie, ponieważ oznaczałoby to, że jako zespół będziemy kroczyć drogą sukcesów. Tak jak nową epokę naznaczył Luis Enrique, również jako zawodnik i teraz, jako trener, doprowadzając do awansu do Segunda A drużynę rezerw. Cieszyłbym się, gdyby pozostał w klubie, ponieważ zawsze był dla mnie wzorem.
Jaki jest David Villa prywatnie?
Na boisku jestem agresywnym wojownikiem, lecz poza placem gry jestem całkiem inny. Jestem o wiele spokojniejszy niż wtedy, gdy piłka jest w pobliżu. W życiu prywatnym jestem zupełnie inną osobą.
Co lubisz robić poza boiskiem?
Przede wszystkim spędzać czas z moją żoną i bawić się z moimi dwoma małymi córeczkami (Zaidą i Olayą). Bycie zawodowym piłkarzem i częste podróże sprawiają, że czasu nie jest zbyt wiele, dlatego każdy wolny moment poświęcam rodzinie. Moja najmłodsza córka nie ma jeszcze roku, dlatego więcej czasu spędza z mamą, która przez to ma więcej obowiązków. Starsza skończyła już cztery lata, uwielbia ze mną grać; odlicza też dni do momentu, kiedy pójdzie do szkoły. Staram się robić wszystko, by być dla nich normalnym ojcem i tworzyć normalną rodzinę. Nie obiecuję, że wygramy mundial, ale jeśli tak się stanie, pierwsze co zrobię to będę świętował z rodziną i przyjaciółmi.
Jesteś wierzący?
Nie na poziomie innych osób, lecz wierzę w inne rzeczy. Myślę, że istnieje coś ponad nami. Zawsze staram się nosić przy sobie medalik z wizerunkiem Matki Boskiej Santina de Covadonga (Patronka Asturii, dop. red.). Dzięki temu zawsze dopisywało mi szczęście.
Masz jakiś specjalny ‘rytuał', gdy wchodzisz na boisko?
Moją jedyną manią jest wchodzenie na murawę prawą nogą. Robię to z przyzwyczajenia.
Wracając do wydarzeń mundialowych, FIFA ostatecznie nie ukarała Cię za uderzenie w policzek Izaguirre w meczu z Hondurasem...
Nie chciałem nikomu zrobić krzywdy. To był odruch instynktowny, bez złośliwości.
[źródło: La Vanguardia]
Oto zapis wywiadu dziennikarza gazety La Vanguardia z Davidem Villą:
Mundial trwa w najlepsze. Jak sądzisz, jak Hiszpania powinna zagrać przeciwko Chile? Będzie się liczyć cierpliwość czy huraganowe ataki od pierwszego gwizdka?
Jest tylko jeden sposób na to, jak wejść w kluczowe spotkanie, by odnieść zwycięstwo i awansować. Trzeba mieć świadomość, że nie wygra się meczu ani na początku, ani na końcu, lecz w ciągu całych 90 minut. Musimy atakować z odpowiednią intensywnością i myśleć, że gramy przeciwko silnemu rywalowi. Całkowicie jednak ufam w zwycięstwo, a przy odrobinie szczęścia, także w awans z pierwszego miejsca.
W twojej opinii będzie to najlepszy dla Hiszpanii mundial?
W tej chwili nie ma na to czasu, by oceniać, czy obecne Mistrzostwa Świata będą dla nas dobre czy fatalne. W tej chwili w naszych głowach jest tylko piątkowy mecz z Chile, dlatego nie byłoby dla nas dobrze, gdybyśmy rozpraszali się myślami jedynie o tytule. Nie powinniśmy wybiegać w przyszłość poza tym, co czeka nas jutro.
Czego jeszcze brakuje Hiszpanii, by oczarować publiczność?
Przede wszystkim jedyną rzeczą, której nam nie brakuje, jest określenie, dlaczego jesteśmy tak nieskuteczni. Wiemy, że musimy poprawić naszą skuteczność i lepiej wykorzystywać nadarzające się okazje. Nie jesteśmy bardziej skoncentrowani na samej grze, lecz na wygrywaniu. Dotąd na mundialu zdobyliśmy jedynie dwa gole, a mogliśmy mieć ich znacznie więcej, dlatego nie jestem zadowolony. Powinniśmy strzelać bramki.
Jesteś lepszy na lewej stronie ataku czy na szpicy?
Gdy tylko gram, jest mi to obojętne, chociaż zależy to od rywala i systemu gry. Czasem lepiej jest grać na lewej stronie, ponieważ częściej udzielasz się w grze zespołu, lepiej wchodzisz w mecz i masz więcej miejsca. Dzieje się to wtedy, gdy np. w ataku gra Torres, który absorbuje uwagę środkowych obrońców i dzięki temu stwarza się dla mnie więcej wolnej przestrzeni. Dla mnie nie jest to żadnym problemem, bo zawsze wychodziłem ze środka pola, z dwóch różnych, wygodnych pozycji na boisku. Gra na skrzydle jest czasami najlepsza, jednak to, czego mi tam brakuje, to umiejętności gry defensywnej podczas walki o piłkę.
Urodziłeś się goleadorem czy z czasem się nim stałeś?
Myślę, że i jedno, i drugie. Zdobywanie bramek to rodzaj instynktu, wyczucia terenu i umiejętności bycia w danym miejscu, w odpowiednim czasie. Człowiek rodzi się z instynktem, ale musi on być stale ćwiczony. Możesz go lepiej wykorzystywać, gdy nad nim pracujesz. Z czasem będzie coraz lepszy, bo kocham ten zawód, kocham tę grę i to jest to, co zawsze chciałem robić. Jestem zakochany w piłce. Strzelanie bramek jest zasługą wszystkich, ale to napastnicy są za to odpowiedzialni. Napastnicy z tego żyją i są rozliczani z liczby zdobytych goli.
O co najczęściej pytasz swoich nowych kolegów z Barcelony?
Z biegiem dni już trochę się od nich dowiedziałem, ale w zasadzie interesuję się wszystkim, począwszy od kalendarza treningów, miasteczka sportowego, poprzez funkcjonowanie klubu aż po wewnętrzną organizację. Poza tym łączą mnie bliskie relacje z kolegami z Barçy. Nawet więcej - są moimi przyjaciółmi, bo już wspólnie doświadczyliśmy wielu przygód i radości.
Dla napastnika nie ma większego marzenia niż gra z Messim?
Marzeniem jest również gra z Xavim i Iniestą oraz z innymi zawodnikami z tej ekipy. Przybyłem do Barçy z myślą, żeby na boisku dobrze się bawić. Wierzę, że właśnie tak będzie.
Który z piłkarzy jest dla Ciebie wzorem?
Bez wątpienia, Messi. Na boisku wyprawia takie rzeczy, których nikt inny nie jest w stanie zrobić. Nigdy kogoś podobnego nie widziałem. Leo jest wyjątkowy, inny niż wszyscy. Po prostu trzeba go widzieć, żeby zrozumieć, że nikt na świecie nie osiągnie podobnego poziomu.
Luis Enrique powiedział, że na Camp Nou naznaczysz nową epokę.
Mam nadzieję, że tak będzie, ponieważ oznaczałoby to, że jako zespół będziemy kroczyć drogą sukcesów. Tak jak nową epokę naznaczył Luis Enrique, również jako zawodnik i teraz, jako trener, doprowadzając do awansu do Segunda A drużynę rezerw. Cieszyłbym się, gdyby pozostał w klubie, ponieważ zawsze był dla mnie wzorem.
Jaki jest David Villa prywatnie?
Na boisku jestem agresywnym wojownikiem, lecz poza placem gry jestem całkiem inny. Jestem o wiele spokojniejszy niż wtedy, gdy piłka jest w pobliżu. W życiu prywatnym jestem zupełnie inną osobą.
Co lubisz robić poza boiskiem?
Przede wszystkim spędzać czas z moją żoną i bawić się z moimi dwoma małymi córeczkami (Zaidą i Olayą). Bycie zawodowym piłkarzem i częste podróże sprawiają, że czasu nie jest zbyt wiele, dlatego każdy wolny moment poświęcam rodzinie. Moja najmłodsza córka nie ma jeszcze roku, dlatego więcej czasu spędza z mamą, która przez to ma więcej obowiązków. Starsza skończyła już cztery lata, uwielbia ze mną grać; odlicza też dni do momentu, kiedy pójdzie do szkoły. Staram się robić wszystko, by być dla nich normalnym ojcem i tworzyć normalną rodzinę. Nie obiecuję, że wygramy mundial, ale jeśli tak się stanie, pierwsze co zrobię to będę świętował z rodziną i przyjaciółmi.
Jesteś wierzący?
Nie na poziomie innych osób, lecz wierzę w inne rzeczy. Myślę, że istnieje coś ponad nami. Zawsze staram się nosić przy sobie medalik z wizerunkiem Matki Boskiej Santina de Covadonga (Patronka Asturii, dop. red.). Dzięki temu zawsze dopisywało mi szczęście.
Masz jakiś specjalny ‘rytuał', gdy wchodzisz na boisko?
Moją jedyną manią jest wchodzenie na murawę prawą nogą. Robię to z przyzwyczajenia.
Wracając do wydarzeń mundialowych, FIFA ostatecznie nie ukarała Cię za uderzenie w policzek Izaguirre w meczu z Hondurasem...
Nie chciałem nikomu zrobić krzywdy. To był odruch instynktowny, bez złośliwości.
[źródło: La Vanguardia]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (14)