Mascherano: Nie zagram więcej dla Liverpoolu
Javier Mascherano po tym jak odmówił gry w meczu z Manchesterem City, teraz zakomunikował, że nie zagra więcej w barwach Liverpoolu. Argentyńczyk po tym jak Liverpool odrzucił ofertę Barcelony, wczoraj udał się do sterników angielskiego klubu i ostrzegł, że już nigdy nie założy koszulki The Reds.
Argentyńczyk jest czysty jak łza. Pragnie od następnego sezonu występować w barwach Barcelony. Argentyńczyk robi wszystko co w jego mocy, by jego obecny pracodawca zaakceptował ofertę z Katalonii i pozwolił mu odejść. Dopuszcza się nawet czynów desperackich i drastycznych wobec obecnego klubu.
"Mały Wódz", jak nazywają Javiera w Argentynie stoi przed życiową szansą. Ma 26 lat i niepowtarzalną szansę odejścia do Barcelony, gdzie czekają z otwartymi ramionami jego wielcy przyjaciele, Leo Messi i Gabi Milito. Lecz nie tylko oni, gdyż na przyjście popularnego Masche czeka całe Barcelonismo. Argentyńczyk już w zeszłym roku był bliski odejścia z The Reds na rzecz Barçy. Teraz Mascherano nie przepuści okazji i zrobi wszystko, by odejść.
Żona silnym punktem operacji
Ponadto oprócz ambicji sportowych, Mascherano w podjęciu decyzji pomogły problemy osobiste. Żona Masche zawsze była bardzo ważna w podejmowaniu decyzji przez Argentyńczyka. Ona nie chce żyć w Liverpoolu. Nie potrafiła się dostosować do życia w mieście Beatlesów, do tego spotkania, że prawie nie opuszcza domu. Wychowuje dzieci i towarzyszy mężowi od czasu do czasu w imprezach promocyjnych, nic więcej. Za Barceloną przemawia znajomość języka oraz ciepły, przyjemny klimat, co sprawia, że rodzina Javiera czułaby się znacznie lepiej.
Liverpool z ogromnym zadłużeniem
Z drugiej strony, Javier Mascherano wie, że ma przewagę nad angielskim klubem. Liverpool ma ogromne problemy ekonomiczne i duże długi wobec Royal Bank of Scotland (RBS). Pieniądze są potrzebne na spłatę długów, dlatego też Liverpool nie chce włączyć w operację Aleksandra Hleba. Bank wywiera dużą presję na The Reds oczekując gotówki. Mascherano o tym wie...
Liverpool nie jest choćby w najmniejszym stopniu usatysfakcjonowany ofertą Barcelony, jednak zdaje sobie sprawę, że jest zmuszony do sprzedaży Argentyńczyka. Dlatego trener Roy Hodgson już się zabezpieczył i sprowadził do klubu zastępcę Mascherano, Duńczyka Christiana Poulsena. Liverpool jest świadomy swojej sytuacji, ale okno transferowe zamyka się 31 sierpnia i do tego czasu Wyspiarze będą chcieli wynegocjować jak najlepsze dla siebie warunki transferu.
W myśl tej zasady odrzucili pierwszą ofertę Barcelony (15 mln plus zmienne) i przekazali Katalończykom swoje żądania, a mianowicie 30 mln euro, czyli równowartość transferu Yaya Touré do Manchesteru City. Więcej niż pewne jest to, że Barça nie pokryje wymagań Liverpoolu, jednak z czasem, powinny pojawić się rozwiązania zadowalające wszystkie trzy strony.
Mascherano kwestią czasu
To jest główny powód dla którego transfer Mascherano nie został jeszcze zrealizowany. Jednak Liverpool, Barça i Javier są na siebie skazani i Sport nie ma wątpliwości, że Argentyńczyk będzie od następnego sezonu występował na Camp Nou. Roy Hodgson chciałby zachować Argentyńczyka i zapewnił, że nie sprzeda go za niską cenę. Jednak zapewne jest już pogodzony z tym, że Masche odejdzie.
[źródło: Sport]
Argentyńczyk jest czysty jak łza. Pragnie od następnego sezonu występować w barwach Barcelony. Argentyńczyk robi wszystko co w jego mocy, by jego obecny pracodawca zaakceptował ofertę z Katalonii i pozwolił mu odejść. Dopuszcza się nawet czynów desperackich i drastycznych wobec obecnego klubu.
"Mały Wódz", jak nazywają Javiera w Argentynie stoi przed życiową szansą. Ma 26 lat i niepowtarzalną szansę odejścia do Barcelony, gdzie czekają z otwartymi ramionami jego wielcy przyjaciele, Leo Messi i Gabi Milito. Lecz nie tylko oni, gdyż na przyjście popularnego Masche czeka całe Barcelonismo. Argentyńczyk już w zeszłym roku był bliski odejścia z The Reds na rzecz Barçy. Teraz Mascherano nie przepuści okazji i zrobi wszystko, by odejść.
Żona silnym punktem operacji
Ponadto oprócz ambicji sportowych, Mascherano w podjęciu decyzji pomogły problemy osobiste. Żona Masche zawsze była bardzo ważna w podejmowaniu decyzji przez Argentyńczyka. Ona nie chce żyć w Liverpoolu. Nie potrafiła się dostosować do życia w mieście Beatlesów, do tego spotkania, że prawie nie opuszcza domu. Wychowuje dzieci i towarzyszy mężowi od czasu do czasu w imprezach promocyjnych, nic więcej. Za Barceloną przemawia znajomość języka oraz ciepły, przyjemny klimat, co sprawia, że rodzina Javiera czułaby się znacznie lepiej.
Liverpool z ogromnym zadłużeniem
Z drugiej strony, Javier Mascherano wie, że ma przewagę nad angielskim klubem. Liverpool ma ogromne problemy ekonomiczne i duże długi wobec Royal Bank of Scotland (RBS). Pieniądze są potrzebne na spłatę długów, dlatego też Liverpool nie chce włączyć w operację Aleksandra Hleba. Bank wywiera dużą presję na The Reds oczekując gotówki. Mascherano o tym wie...
Liverpool nie jest choćby w najmniejszym stopniu usatysfakcjonowany ofertą Barcelony, jednak zdaje sobie sprawę, że jest zmuszony do sprzedaży Argentyńczyka. Dlatego trener Roy Hodgson już się zabezpieczył i sprowadził do klubu zastępcę Mascherano, Duńczyka Christiana Poulsena. Liverpool jest świadomy swojej sytuacji, ale okno transferowe zamyka się 31 sierpnia i do tego czasu Wyspiarze będą chcieli wynegocjować jak najlepsze dla siebie warunki transferu.
W myśl tej zasady odrzucili pierwszą ofertę Barcelony (15 mln plus zmienne) i przekazali Katalończykom swoje żądania, a mianowicie 30 mln euro, czyli równowartość transferu Yaya Touré do Manchesteru City. Więcej niż pewne jest to, że Barça nie pokryje wymagań Liverpoolu, jednak z czasem, powinny pojawić się rozwiązania zadowalające wszystkie trzy strony.
Mascherano kwestią czasu
To jest główny powód dla którego transfer Mascherano nie został jeszcze zrealizowany. Jednak Liverpool, Barça i Javier są na siebie skazani i Sport nie ma wątpliwości, że Argentyńczyk będzie od następnego sezonu występował na Camp Nou. Roy Hodgson chciałby zachować Argentyńczyka i zapewnił, że nie sprzeda go za niską cenę. Jednak zapewne jest już pogodzony z tym, że Masche odejdzie.
[źródło: Sport]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (49)