Na podbój Europy; Barça - Panathinaikos 20:45 CET
Już za kilkanaście godzin na 16 europejskich stadionach rozpocznie się kolejna edycja najbardziej prestiżowych rozgrywek piłkarskich w Europie, a może i na świecie - Ligi Mistrzów. Piłkarze z 32 drużyn, reprezentujących 18 krajów, powalczą o wielkie pieniądze, sławę i niesamowity prestiż, jaki daje zwycięstwo w tych rozgrywkach.
Polscy kibice przyzwyczaili się już, że w Lidze Mistrzów nie ma ani jednego polskiego zespołu, jednak culés znad Wisły śledzić będą z uwagą zmagania Barcelony, która batalię o prawo gry w finale na Wembley rozpocznie już dziś meczem z Panathinaikosem Ateny.
Do spotkania z mistrzem Grecji, Barcelona przystępuje z nie najlepszymi humorami. W sobotę, ekipa z Katalonii zagrała bardzo słaby mecz, przegrywając z beniaminkiem z Alicante 0:2. Pomimo wielu deklaracji, gracze Guardioli zlekceważyli rywala, za co płaci się często najwyższą cenę.
Panathinaikos z kolei, na inaugurację zremisował dość niespodziewane ze Skodą (1:1), by w ostatniej kolejce wygrać w Salonikach z Arisem 1:0. Forma podopiecznych Nioplisa wzrasta, co widać na każdym kroku.
Dzisiejszy mecz to swego rodzaju forma rekompensaty dla kibiców, którzy dosyć napatrzyli się na przegraną w fatalnym stylu. Fani liczą na przebudzenie Davida Villi, który strzelałby gole nie tylko krajowym słabeuszom, ale też europejskich markom. Kontuzjowanymi zespole z Camp Nou są Carles Puyol oraz Jéffren i to ich raczej nie zobaczymy na murawie katalońskiego stadionu.
Twardy orzech do zgryzienia ma trener gości, Nioplias - dziś nie zagra na pewno trzech graczy, a jeden z piłkarzy, ze względu na chorobę, musiał odwołać swoją wizytę w Hiszpanii. Nieobecnymi są: Seitaridis, Christodoulopoulos, Petropoulos i Spyropoulos.
Optymizmem napawać mogą ostatnie mecze między Barceloną a Panathinaikosem, które w końcowym rozrachunku okazywały się być łaskawe dla Dumy Katalonii. W 2005 roku pierwszy mecz pomiędzy obiema ekipami skończył się bezbramkowym remisem, natomiast rewanż to popis gry Samuela Eto'o, który walnie przyczynił się do zwycięstwa 5:0.
Jak dobitnie przekonała się Barça w sobotę, nie ma łatwych rywali. Każdy przeciwnik zasługuje na szacunek, bo nieobliczalność i piękno piłki nożnej, polega na tym, że nigdy nie ma faworytów. Miejmy jednak nadzieję, że ostatnie spotkanie było jedynie wypadkiem przy pracy i dzisiejszy mecz pozwoli odbudować nieco nadszarpnięte morale, oraz zdobyć cenne trzy punkty.
Bramki z meczu Barcelona - Panathinaikos, 2 listopada 2005
[Źródło: Własne]
Polscy kibice przyzwyczaili się już, że w Lidze Mistrzów nie ma ani jednego polskiego zespołu, jednak culés znad Wisły śledzić będą z uwagą zmagania Barcelony, która batalię o prawo gry w finale na Wembley rozpocznie już dziś meczem z Panathinaikosem Ateny.
Do spotkania z mistrzem Grecji, Barcelona przystępuje z nie najlepszymi humorami. W sobotę, ekipa z Katalonii zagrała bardzo słaby mecz, przegrywając z beniaminkiem z Alicante 0:2. Pomimo wielu deklaracji, gracze Guardioli zlekceważyli rywala, za co płaci się często najwyższą cenę.
Panathinaikos z kolei, na inaugurację zremisował dość niespodziewane ze Skodą (1:1), by w ostatniej kolejce wygrać w Salonikach z Arisem 1:0. Forma podopiecznych Nioplisa wzrasta, co widać na każdym kroku.
Dzisiejszy mecz to swego rodzaju forma rekompensaty dla kibiców, którzy dosyć napatrzyli się na przegraną w fatalnym stylu. Fani liczą na przebudzenie Davida Villi, który strzelałby gole nie tylko krajowym słabeuszom, ale też europejskich markom. Kontuzjowanymi zespole z Camp Nou są Carles Puyol oraz Jéffren i to ich raczej nie zobaczymy na murawie katalońskiego stadionu.
Twardy orzech do zgryzienia ma trener gości, Nioplias - dziś nie zagra na pewno trzech graczy, a jeden z piłkarzy, ze względu na chorobę, musiał odwołać swoją wizytę w Hiszpanii. Nieobecnymi są: Seitaridis, Christodoulopoulos, Petropoulos i Spyropoulos.
Optymizmem napawać mogą ostatnie mecze między Barceloną a Panathinaikosem, które w końcowym rozrachunku okazywały się być łaskawe dla Dumy Katalonii. W 2005 roku pierwszy mecz pomiędzy obiema ekipami skończył się bezbramkowym remisem, natomiast rewanż to popis gry Samuela Eto'o, który walnie przyczynił się do zwycięstwa 5:0.
Jak dobitnie przekonała się Barça w sobotę, nie ma łatwych rywali. Każdy przeciwnik zasługuje na szacunek, bo nieobliczalność i piękno piłki nożnej, polega na tym, że nigdy nie ma faworytów. Miejmy jednak nadzieję, że ostatnie spotkanie było jedynie wypadkiem przy pracy i dzisiejszy mecz pozwoli odbudować nieco nadszarpnięte morale, oraz zdobyć cenne trzy punkty.
Bramki z meczu Barcelona - Panathinaikos, 2 listopada 2005
[Źródło: Własne]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (120)