Okiem Johana Cruyffa. Guardiola "obrywa" za wszystkich

majik, challenger

8 grudnia 2010, 18:01

5 komentarzy
Utrzymujemy regularność w cotygodniowych felietonach Johana Cruyffa. Tym razem jeden z ciekawszych w tym sezonie, opublikowany przez El Periódico 6.12.2010

Sobotnie zamieszanie i jego osobliwy przebieg sprawiły, że Guardiola stał się laleczką voodoo*, w którą każdy chętny może swobodnie wbić swoją igiełkę. A ja zapytam: gdzie ten, kto miałby wyznaczyć przebieg wydarzeń?

Normalność zawitała w sobotę tylko na chwilę. Podczas meczu. Mała, 90-minutowa przerwa. Wcześniej - kompletny chaos. Ciągłe żonglowanie informacjami. Później - to samo, tyle że z Guardiolą w roli głównej, który musiał za wszystkich "świecić oczami".

Zwycięstwo pomimo chaosu
Ledwo minęło południe, rozpoczęła się w sobotę gremialna nagonka na Guardiolę, jakby to on osobiście był winny zaistniałej sytuacji. A przecież szkoleniowiec wykonywał tylko wytyczne klubu. Już po przybyciu do Pampeluny, oskarżenia w kierunku Pepa nie ucichły. Ba, po meczu rozbrzmiewały jeszcze głośniej. Skutkiem tego w sobotę Guardiola nie pełnił jedynie roli trenera Barçy. Zmienił się w jej rzecznika. Starał się wszystko wyjaśniać, tłumaczyć, lecz mimo to nadal mu się dostawało.

Jedyne, co zasługuje na uwagę w tym wszystkim, to zwycięstwo Barcelony 3:0. Ciężkie, choć z przebiegu spotkania w pełni zasłużone. Tym cenniejsze biorąc pod uwagę okoliczności, które mu towarzyszyły. Chyba zgodzimy się wszyscy, że sytuacja, która miała miejsce na lotniskach w Hiszpanii - była wyjątkowa? I dotknęła ćwierć miliona ludzi, którzy mieli plany na ten długi weekend**. Dotknęła także sportowców. Dlaczego teraz się w nich wątpi? W świadomości piłkarza nie mieszczą się słowa: zasadzka, pułapka, podstęp... Kiedy murawa jest dobra - gra. Kiedy murawa jest zła - też gra. Piłkarz dostosowuje się do każdych warunków. Jeśli każą mu lecieć samolotem - leci. Jeśli każą mu jechać autokarem - jedzie. Zawodnikowi trzeba jedynie podać datę i godzinę meczu, a on tam się stawi.

Kto odpowiada za przebieg wydarzeń?
Problemem nie był sam mecz, ale - to nie pierwszy raz - była nim sytuacja go poprzedzająca, gdzie mieliśmy sporo "bohaterów": Osasuna, Barcelona, Federacja, LFP. Czterech aktorów w tym spektaklu. Nawet pięciu, wliczając w to media. Bądź bawet sześciu, jesli dodamy do tego AENA (właściciel i zarządca hiszpańskich lotnisk) wraz z pracownikami. Wszyscy mają coś do powiedzenia i tu zaczyna się cały cyrk. Jedni mówią to, drudzy tamto, inni nic nie mówią. Sprzeczne wrażenie o całej sytuacji odnoszą na Camp Nou i w Pampelunie. Problem? Zważając na wyjątkowość tej sytuacji, największym problemem jest brak osoby, jednej konkretnej osoby, mającej na tyle władzy, by ocenić tę sytuację i znaleźć jej sensowne, sprawiedliwe dla wszystkich stron rozwiązanie.

Gdzie dzwonili wszyscy? Do Federacji. A tam nie było takiej osoby. Nie było osoby, która określiłaby czarno na białym, jakie decyzje zostaną ostatecznie podjęte. Albo mecz się odwołuje i nie ma już odwrotu, albo musisz spiąć się i stawić o konkretnej porze na murawie. Bierzesz autobus czy rower, ale wiesz na pewno, że mecz jest w tym miejscu i o tym czasie. W tym momencie nie ma żadnej dyskusji. Jedynym wyjątkiem mogłaby być sytuacja, w której wyruszasz "z" lub "na" wyspę.

Czy wnioski po absurdach piątkowo-sobotnich okażą się na tyle trwałe, by zostało z nich coś na przyszłość? Oby tak było. Czy można to lepiej zorganizować? Można. Pytanie nasuwa się inne: czy wszyscy "aktorzy" tej sytuacji byliby zainteresowani, by lepiej to zorganizować? Bo jak na razie wychodzi na coś zgoła odmiennego - każdy dba o własne interesy. Federacja ze swoim Pucharem Króla upiera się przy dwóch meczach, aby mieć większe zyski. LFP nawet nie chce słyszeć o zredukowaniu liczby ekip w Primera División. Federacja z kadrą narodową i swoimi decyzjami o kalendarzu meczów i wyjazdów przedsezonowych; wyglądających tak, a nie inaczej (podróże do Argentyny i Meksyku) w imię maksymalizacji zysków własnych, oczywiście (zyski finansowe i głosy na Mistrzostwa Świata 2018). Kluby, sprzymierzone bądź skłócone ze sobą w jednej wielkiej wspólnej walce o pieniądze z kontraktów telewizyjnych.

Z taką panoramą wydarzeń - jak ma się nie powtórzyć sobotnia farsa, ze swoimi fałszywymi obietnicami, sprzecznymi interesami*** i ciągłymi zmianami w planach?

Ponadto, zawsze znajdą się w tym wszystkim osoby, które doszukują się, czy 20-minutowe spóźnienie nie jest przypadkiem powodem do utraty punktów. I to nie trzech, ale sześciu. Śmiać się... czy płakać?

Mistrzostwa Świata w Rosji
Co do wyboru Rosji na organizatora Mistrzostw w 2018, nie mam żadnych uwag. Myśląc o tym - nie jako Holender, nie jako część w to zaangażowana, aczkolwiek Holandia prezentowała najlepszy projekt - wyobrażam sobie i rozumiem powody, dla których Mundial trafił w ręce rosyjskich organizatorów. Anglia już ma swoje Igrzyska Olimpijskie 2012, a Hiszpania miała swój Mundial w 1982. Był to wielki zastrzyk energii dla hiszpańskiej gospodarki po epoce Franco. Obecna Hiszpania ma niewiele wspólnego z tą sprzed 30 laty. W świecie sportu jest wręcz potentatem.

Rosja to ogromny kraj, który po zniesieniu komunizmu, popadł w przeciwległe ekstremum****. Mając wystarczająco pieniędzy - możesz budować stadiony, hotele. To może zrobić każdy. Ale tutaj ważne jest, by popularyzować futbol i Rosja z pewnością jest w tej kwestii rynkiem perspektywicznym.

To, co zostaje
Za nami celebracja sukcesu Hiszpanii, jej pierwszy tytuł na pierwszym Mundialu w Afryce. Za cztery lata powróci do Ameryki Południowej, do Brazylii. Za osiem, po raz pierwszy, kraj ze wschodu Europy. Mam jedynie nadzieję, że zastosuje się program Holandii, który nie tylko skupiał się na meczach Mistrzostw, ale także na tym, jak wykorzystać to całe przedsięwzięcie. Na tym musi skupić się FIFA, ponieważ, niestety, w RPA nie wykorzystano całego potencjału Mistrzostw. To przedsięwzięcie ma także na celu edukację i trening młodych, którzy dopiero mają przed sobą przyszłość.


* W oryginale: "el muñeco de los golpes"; dosłownie: "pacynka wielu uderzeń", ~ "pacynka (wystawiona) na uderzenia", "pacynka, w którą każdy może uderzać".

** W Hiszpanii trwa obecnie tzw. puente, czyli długi weekend. Na 6.12. przypada co roku Dzień Konstytucji, zaś 8.12 to uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Marii Panny (patronki Hiszpanii). Oba święta są w Hiszpanii wolne od pracy, a 6.12 wypadał w tym roku w poniedziałek, więc pomiędzy 4. a 8. grudnia mnóstwo ludzi wzięło w Hiszpanii urlopy, wielu miało zarezerwowane loty. Termin strajków bynajmniej nie był zatem przypadkowy. Nie podkreślały tego szczególnie tłumaczone i tu artykuły z hiszpańskiej prasy, bo... dla hiszpańskich mediów to przecież oczywiste:)

*** Abstrahując od tego, że Osasuna robiła wszystko, by mecz odbył się w sobotę z myślą o walkowerze w tle, nie mówiło się głośno o trwającym aż 15 minut (a był to nad wyraz cenny kwadrans, biorąc pod uwagę ew. konsekwencje przyjazdu po 20.30) podjeździe autobusu Barçy na stadion. Tyle trwało, nim otoczony przez agresywnych i wykrzykujących bluzgi fanów Osasuny, autobus przejedzie ostatnie 50 metrów dzielące go od bramy stadionu. Pełniejsze tło tego wątku można znaleźć w artykule Sportu z niedzieli [KLIK!], którego tłumaczenie zamieścił także portal totalbarca [KLIK!] .

**** Użyte w oryginale przez Cruyffa sformułowanie wskazuje, że ma tu na myśli ekstremum przepychu i wysokiej konsumpcji; zapomniał tylko dodać, że to cecha bardzo, bardzo wąskiej części rosyjskiego społeczeństwa.


PS: Nawiązując do zdjęcia - pośpiechowi Pedro nie należy się dziwić, przybył na peron 3 minuty przed odjazdem pociągu.


[źródło: El Periódico oraz Sport; totalbarca]
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (5)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze