Okiem Johanna Cruyffa. "Splamić" koszulkę? Nie, dziękuję
Tematem nr 1 ostatnich dni dla culés pod każdą szerokością geograficzną była kwestia podpisania przez Klub umowy z Qatar Foundation. Było na ten temat wiele głosów, z felietonem Robertinho włącznie. By zdanie Cruyffa w tej szczególnej dla nas sprawie nie rozmyło się pośród wszystkich innych artykułów, poświęcony jej felieton Holendra publikujemy z pewną zwłoką. Na łamach El Periódico ukazał się 13.12.
Czy warto tracić tak wyjątkową cechę za kwotę niższą niż 10% Twojego budżetu? Nie sądzę. Ta unikatowość, wraz ze wszystkimi wartościami, które reprezentuje dla klubu - jest bezcenna.
Jestem absolutnie przeciwny umieszczeniu reklamy na koszulkach w zamian za gotówkę. I powiedziałbym to samo, jeśli byłby inny prezydent, inny zarząd, który zawarłby tę umowę. Tam, gdzie inni widzą ogromne liczby (30 milionów za każdy rok przez pięć sezonów), ja widzę, że to ledwie 6-7 % budżetu (w zależności od tego, czy rozegrane zostaną objęte kontraktem mecze towarzyskie*).
Złamana tradycja
Jesteś jedyny w swoim rodzaju. Nikt nie uchronił swoich koszulek od reklam w całej historii futbolu - a mimo to Barça pozostaje klubem nie tylko konkurencyjnym, ale jednym z najbardziej utytułowanych w dziejach. Dziś ponownie wspina się na najwyższy sportowy szczyt. Sprzedasz tę unikalność za 6 czy 7 procent budżetu? Z tym, co Barça dokonuje i reprezentuje teraz w świecie, nie ma innych metod pozyskania pieniędzy? Na tym kończy się genialność nowego zarządu? Czy może to poprzednicy byli głupi, skoro na to nie wpadli?
Tutaj nie chodzi o to, że "zostaliśmy zmuszeni przez..." czy "winę za to ponoszą...". Ten, kto świeżo zasiadł na fotelu Prezydenta, zupełnie nie różni się od swych poprzedników. Spośród nich "na dzień dobry" wszyscy mieli - lub mówili, że mają - księgi rachunkowe pełne rubryk zabarwionych na czerwono. Poprzednie gabinety mogły z tym zrobić to, co obecny zarząd, ale ani Núñez ani Gaspart się na to nie zdecydowali. Oznaka geniuszu czy głupoty? To genialne zdecydować się na coś, co robi 99,9 % klubów na świecie? A może jednak jesteś głupkiem, ponieważ czynisz to jako jeden z ostatnich? Doprawdy, obecny zarząd jest tak błyskotliwy, że po trzech miesiącach dostrzegł coś, czego przez siedem lat nie dostrzegał nikt? To tamci pewnie spali przez cały ten czas?
Ogromna różnica
Barça za sprzedaż swojej koszulki zainkasuje więcej niż jakikolwiek inny klub. Jest dziś w końcu najlepszą drużyną świata. Mam jednak dwa pytania. Po pierwsze, czyja to zasługa? I dlaczego ktoś uważa, że ma prawo podjąć tę decyzję właśnie teraz, mimo tego, że z szacunku dla tradycji nikt nie podjął jej wcześniej?
Mówi się o wielkich liczbach, ale oddanie tego, co odróżnia Cię od reszty, nie może być porównywane do stawek rynkowych, do innych umów sponsorskich. Pozbycie się takiej unikatowości - którą była koszulka bez reklam - byłoby warte zachodu, jeżeli pokrywałoby budżet w całości. No, ewentualnie 80 czy 60%. Ale nie: 6%! A tak jest w tym przypadku.
Moim zdaniem, w tej sytuacji, Barça więcej traci niż zyskuje. Robi ogromny krok do tyłu. Staje się zwyczajna. Rozumiejąc "zwyczajność" w tym szerszym znaczeniu - to coś, co robią już wszyscy. Barça to znak rozpoznawczy, proporzec tego miasta, całej Katalonii. Instytucja znana na całym świecie. I dlatego istnieją inne sposoby, aby zdobyć podobne pieniądze do tych, które pozyskano sprzedając koszulki na reklamę.
Skłania mnie to do wniosku, że zarząd przesyła tylko jedną informację: jesteśmy mało kreatywni.
Małym druczkiem...
I dlaczego pięć lat? Albo niemal sześć, jak przeczytałem. Moje doświadczenie z długoletnimi kontraktami podpowiada mi, że to, co dziś wydaje się sumą dużą, pojutrze będzie małą. A klub, do czego będzie musiał się zobligować w zamian? Ile meczów rocznie będzie musiał rozegrać pierwszy zespół? Ile związanych jest z tym uroczystości? Z kim i gdzie? Mając to wszystko na uwadze, końcowa suma jest inna niż ta, którą podaje się na początku. W każdej umowie najciekawsze informacje podane są małym druczkiem.
Warto zrobić ten krok? Według mnie - nie. Absolutnie nie. Barca, taka, jaką jest dziś, jest wyjątkowa. Unikatowa. Ze względu na canterę, na swoją filozofię futbolu, na model klubu. Faktem jest, że w świecie futbolu wszyscy nam obecnie zazdroszczą.
Do tego punktu, w którym jest teraz FC Barcelona, nie dotarliśmy w trzy miesiące, ale pracą przez długie, długie lata. Mając pełną świadomość tego, czego chcemy; kim jesteśmy; czego chcą nasi ludzie. Pieniądze - choć niewątpliwie ważne - nie są gwarancją sukcesu. Wystarczy przejrzeć budżety klubów w Hiszpanii, całej Europy czy świata, by przekonać się, że nie wygrywa ten, kto ma najwięcej pieniędzy. Albowiem futbol to gra piłką, za pomocą swojego stylu i pod sztandarem pewnych idei. Dzisiejsza Barça jest najlepszym dowodem na to, że można robić to dobrze, a nawet bardzo dobrze - rezygnując jednocześnie z pieniędzy za reklamy na koszulkach.
Droga na skróty
Błędy w zarządzaniu tak dużą instytucją zdarzają się każdemu. Zdarzają się innym klubom piłkarskim, innym organizacjom sportowym. Niemożliwe, by wszystko było tu idealne. Ale taki krok, jaki zrobiła teraz Barça stając się taką, jak inni - nie jest wart swej ceny. Jeśli kwestią są tylko pieniądze i pozbycie się długów już w pierwszym roku, w którym obejmujesz stery klubu - to inni [prezydenci Barçy - przyp. challenger] też potrafili to zrobić. Ale bez łamania tradycji, bez ruszania koszulki - choć przecież ona zawsze była zawsze pod ręką i każdy mógł ją do tego wykorzystać.
Czy ktoś płaci Barçy za logo UNICEF-u na jej koszulkach? Nie, to Barça łoży na konto tej organizacji. Półtora miliona rocznie, tak? Jeśli rzeczywiście w klubie dzieje się źle - obetnij ten wydatek. Precz z UNICEF-em! Precz z wartościami, które reprezentuje! I po problemie.
Bo wiesz, im więcej pieniędzy, tym więcej sukcesów... A nie, przepraszam, te już mamy. I swą wyjątkową tożsamość. I styl. I sposób, by rozprzestrzeniać to w świecie. Po co to zmieniać?
Brak wyobraźni
Wszystko obraca się więc wokół szybkiej gotówki, by uzdrowić ekonomię klubu. Genialnie. Jakim sposobem nie wpadliśmy na to wcześniej? Będziemy ostatnimi, którzy w końcu to dostrzegli. Ostatnimi, którzy wpadli na to, że z fasady koszulki można czerpać korzyści finansowe.
Może jestem idealistą lub romantykiem, ale moja sportowa mentalność zawsze dąży do rozwoju, ulepszeń. Aktualny model klubu pozwala harmonijnie się rozwijać. Jest na dłuższą metę rentowny, jest perspektywiczny. Jednocześnie jest unikalny w skali całego świata.
Nie rezygnowałbym z tej unikatowości, dopóki nie wyczerpią się wszystkie inne pomysły na pozyskanie kapitału.
* Kontrakt przewiduje, że pełna kwota za dany rok zostanie przelana na Camp Nou, gdy pierwsza drużyna Barçy rozegra minimum jeden mecz rocznie z rywalem wskazanym przez QF.
[źródło: El Periódico]
Czy warto tracić tak wyjątkową cechę za kwotę niższą niż 10% Twojego budżetu? Nie sądzę. Ta unikatowość, wraz ze wszystkimi wartościami, które reprezentuje dla klubu - jest bezcenna.
Jestem absolutnie przeciwny umieszczeniu reklamy na koszulkach w zamian za gotówkę. I powiedziałbym to samo, jeśli byłby inny prezydent, inny zarząd, który zawarłby tę umowę. Tam, gdzie inni widzą ogromne liczby (30 milionów za każdy rok przez pięć sezonów), ja widzę, że to ledwie 6-7 % budżetu (w zależności od tego, czy rozegrane zostaną objęte kontraktem mecze towarzyskie*).
Złamana tradycja
Jesteś jedyny w swoim rodzaju. Nikt nie uchronił swoich koszulek od reklam w całej historii futbolu - a mimo to Barça pozostaje klubem nie tylko konkurencyjnym, ale jednym z najbardziej utytułowanych w dziejach. Dziś ponownie wspina się na najwyższy sportowy szczyt. Sprzedasz tę unikalność za 6 czy 7 procent budżetu? Z tym, co Barça dokonuje i reprezentuje teraz w świecie, nie ma innych metod pozyskania pieniędzy? Na tym kończy się genialność nowego zarządu? Czy może to poprzednicy byli głupi, skoro na to nie wpadli?
Tutaj nie chodzi o to, że "zostaliśmy zmuszeni przez..." czy "winę za to ponoszą...". Ten, kto świeżo zasiadł na fotelu Prezydenta, zupełnie nie różni się od swych poprzedników. Spośród nich "na dzień dobry" wszyscy mieli - lub mówili, że mają - księgi rachunkowe pełne rubryk zabarwionych na czerwono. Poprzednie gabinety mogły z tym zrobić to, co obecny zarząd, ale ani Núñez ani Gaspart się na to nie zdecydowali. Oznaka geniuszu czy głupoty? To genialne zdecydować się na coś, co robi 99,9 % klubów na świecie? A może jednak jesteś głupkiem, ponieważ czynisz to jako jeden z ostatnich? Doprawdy, obecny zarząd jest tak błyskotliwy, że po trzech miesiącach dostrzegł coś, czego przez siedem lat nie dostrzegał nikt? To tamci pewnie spali przez cały ten czas?
Ogromna różnica
Barça za sprzedaż swojej koszulki zainkasuje więcej niż jakikolwiek inny klub. Jest dziś w końcu najlepszą drużyną świata. Mam jednak dwa pytania. Po pierwsze, czyja to zasługa? I dlaczego ktoś uważa, że ma prawo podjąć tę decyzję właśnie teraz, mimo tego, że z szacunku dla tradycji nikt nie podjął jej wcześniej?
Mówi się o wielkich liczbach, ale oddanie tego, co odróżnia Cię od reszty, nie może być porównywane do stawek rynkowych, do innych umów sponsorskich. Pozbycie się takiej unikatowości - którą była koszulka bez reklam - byłoby warte zachodu, jeżeli pokrywałoby budżet w całości. No, ewentualnie 80 czy 60%. Ale nie: 6%! A tak jest w tym przypadku.
Moim zdaniem, w tej sytuacji, Barça więcej traci niż zyskuje. Robi ogromny krok do tyłu. Staje się zwyczajna. Rozumiejąc "zwyczajność" w tym szerszym znaczeniu - to coś, co robią już wszyscy. Barça to znak rozpoznawczy, proporzec tego miasta, całej Katalonii. Instytucja znana na całym świecie. I dlatego istnieją inne sposoby, aby zdobyć podobne pieniądze do tych, które pozyskano sprzedając koszulki na reklamę.
Skłania mnie to do wniosku, że zarząd przesyła tylko jedną informację: jesteśmy mało kreatywni.
Małym druczkiem...
I dlaczego pięć lat? Albo niemal sześć, jak przeczytałem. Moje doświadczenie z długoletnimi kontraktami podpowiada mi, że to, co dziś wydaje się sumą dużą, pojutrze będzie małą. A klub, do czego będzie musiał się zobligować w zamian? Ile meczów rocznie będzie musiał rozegrać pierwszy zespół? Ile związanych jest z tym uroczystości? Z kim i gdzie? Mając to wszystko na uwadze, końcowa suma jest inna niż ta, którą podaje się na początku. W każdej umowie najciekawsze informacje podane są małym druczkiem.
Warto zrobić ten krok? Według mnie - nie. Absolutnie nie. Barca, taka, jaką jest dziś, jest wyjątkowa. Unikatowa. Ze względu na canterę, na swoją filozofię futbolu, na model klubu. Faktem jest, że w świecie futbolu wszyscy nam obecnie zazdroszczą.
Do tego punktu, w którym jest teraz FC Barcelona, nie dotarliśmy w trzy miesiące, ale pracą przez długie, długie lata. Mając pełną świadomość tego, czego chcemy; kim jesteśmy; czego chcą nasi ludzie. Pieniądze - choć niewątpliwie ważne - nie są gwarancją sukcesu. Wystarczy przejrzeć budżety klubów w Hiszpanii, całej Europy czy świata, by przekonać się, że nie wygrywa ten, kto ma najwięcej pieniędzy. Albowiem futbol to gra piłką, za pomocą swojego stylu i pod sztandarem pewnych idei. Dzisiejsza Barça jest najlepszym dowodem na to, że można robić to dobrze, a nawet bardzo dobrze - rezygnując jednocześnie z pieniędzy za reklamy na koszulkach.
Droga na skróty
Błędy w zarządzaniu tak dużą instytucją zdarzają się każdemu. Zdarzają się innym klubom piłkarskim, innym organizacjom sportowym. Niemożliwe, by wszystko było tu idealne. Ale taki krok, jaki zrobiła teraz Barça stając się taką, jak inni - nie jest wart swej ceny. Jeśli kwestią są tylko pieniądze i pozbycie się długów już w pierwszym roku, w którym obejmujesz stery klubu - to inni [prezydenci Barçy - przyp. challenger] też potrafili to zrobić. Ale bez łamania tradycji, bez ruszania koszulki - choć przecież ona zawsze była zawsze pod ręką i każdy mógł ją do tego wykorzystać.
Czy ktoś płaci Barçy za logo UNICEF-u na jej koszulkach? Nie, to Barça łoży na konto tej organizacji. Półtora miliona rocznie, tak? Jeśli rzeczywiście w klubie dzieje się źle - obetnij ten wydatek. Precz z UNICEF-em! Precz z wartościami, które reprezentuje! I po problemie.
Bo wiesz, im więcej pieniędzy, tym więcej sukcesów... A nie, przepraszam, te już mamy. I swą wyjątkową tożsamość. I styl. I sposób, by rozprzestrzeniać to w świecie. Po co to zmieniać?
Brak wyobraźni
Wszystko obraca się więc wokół szybkiej gotówki, by uzdrowić ekonomię klubu. Genialnie. Jakim sposobem nie wpadliśmy na to wcześniej? Będziemy ostatnimi, którzy w końcu to dostrzegli. Ostatnimi, którzy wpadli na to, że z fasady koszulki można czerpać korzyści finansowe.
Może jestem idealistą lub romantykiem, ale moja sportowa mentalność zawsze dąży do rozwoju, ulepszeń. Aktualny model klubu pozwala harmonijnie się rozwijać. Jest na dłuższą metę rentowny, jest perspektywiczny. Jednocześnie jest unikalny w skali całego świata.
Nie rezygnowałbym z tej unikatowości, dopóki nie wyczerpią się wszystkie inne pomysły na pozyskanie kapitału.
* Kontrakt przewiduje, że pełna kwota za dany rok zostanie przelana na Camp Nou, gdy pierwsza drużyna Barçy rozegra minimum jeden mecz rocznie z rywalem wskazanym przez QF.
[źródło: El Periódico]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (83)