Oceny za mecz z Athletic Club

challenger

28 grudnia 2010, 04:09

28 komentarzy
Przypominamy zasady, jakimi kierujemy się podczas wystawiania not: kryterium oceny graczy.

Pamiętajcie, że przekonująca argumentacja może wpłynąć na zmianę ocen. Jednocześnie pragniemy zaznaczyć, że słowa "przekonująca" i "argumentacja" nie są równoznaczne z "dla mnie Xavi 7, a Messi 5,5".

Oceniający: challenger

Pinto - 5 - Były bramkarz Celty notuje drugi z rzędu występ z czystym kontem. Błąd w 36. minucie, gdy zostawił niekryty bliski słupek. Poza tym praktycznie poza grą, co nie pozwoliło mu zapracować choćby na "6".

Alves - 6 - W obronie pozytywnie, nie pozwalał nikomu szaleć na swojej stronie, skuteczny w przechwycie. Szkoda, że trwające 90 minut wysiłki Daniego, by wykreować sytuację bramkową nie skończyły się sukcesem. Defensywa Athletic Club dawała mu więcej frustracji niż swobody. Jego występ dobrze podsumowuje szarża z 6. minuty [KLIK!]. Fajnie. Tylko co z tego?

Piqué - 7 - Szkoda, że nie udało mu się zdobyć bramki w najlepszej okazji, jaką miała Barça w tym meczu - ale nie gańmy go za to zbyt ostro. To obrońca, od zdobywania bramek w takich sytuacjach (i przede wszystkim dochodzenia do nich!) są w tym zespole inni... Mówiąc zaś o obowiązkach samego Gerarda - to wywiązał się z nich bez zarzutu. Pamiętajmy jednak o dyskretnych chęciach Bilbao do zdobycia bramki, szczególnie po przerwie.

Abidal - 7 - Najbardziej rzucający się w oczy obrońca Blaugrany w tym meczu. Spokojnie radził w sobie w bezpośrednich pojedynkach z atakującymi rywalami i tłumił w zarodku wiele groźniejszych akcji. Łącznie 11 przechwytów i kilka bardzo wyrazistych interwencji (m.in. 24', 33', 46, 88'). Co więcej, chęć do inicjowania akcji swojego zespołu przejawiał przy każdej nadarzającej się okazji. Grający na remis rywale nie dali mu "zarobić" na wyższą ocenę, ale widzieliśmy jeden z lepszych występów Francuza na środku obrony.

Maxwell - 4 - Tak sobie. Tradycyjnie dla siebie, nie stronił od wypraw pod pole karne rywali, i - też tradycyjnie dla siebie - nie dawał tym wielu konkretów. Szkoda, że zmarnował kilka piłek, które mogły wywołać w polu karnym gości sporo niepokoju. Trochę lepiej w obronie, głównie dlatego, że przy swoich rzadkich szarżach gracze Bilbao wybierali inne rejony boiska; wyróżnić go można tylko za interwencję w 76. minucie.

Mascherano - 6 - Spokojnie i skutecznie spełniał swoją rolę, ale... Athletic dał mu za mało okazji do wykazania! Argentyńczyk mógł zanotować dosłownie parę udanych interwencji (wynosi grę wślizgiem do rangi sztuki) i przy słabnącej z każdą minutą sile ofensywnej gości przestał być potrzebny na boisku (zastąpił go bardziej ofensywnie ukierunkowany Adriano). Tym razem były gracz West Ham i Liverpoolu nie wyróżnił się niczym błyskotliwym w ofensywie, wpisując się w ospale grającą tego dnia drużynę Barçy. Ponadto, argumentu za wyższą oceną nie może stanowić 5 strat - niezależnie od tego, że obyły się bez konsekwencji.

Keita - 3 - Częściowe wyjaśnienie braku fajerwerków w ofensywie Barçy przez większość tego spotkania. Zdaniem wielu komentatorów najlepszym momentem jego występu było ustąpienie miejsca na boisku Messiemu. Nieprzypadkowo został zmieniony najwcześniej, jeden z najsłabszych występów Malijczyka w sezonie. Przy stale zwyżkującej postawie Mascherano, znakomitej formie Busquetsa i obiecującym Afellay'u, klub powinien się zastanowić, czy pobierający pensję nieprzystającą do boiskowej efektywności Keita jest na Camp Nou naprawdę niezbędny.

Xavi - 4 - Zdarzało mu się przeoczyć dobrze ustawionych partnerów i tracić koncentrację w okolicy pola karnego Iraizoza. Sporo jego podań przecięli Baskowie, szwankowały nawet rzuty rożne. Xaviemu nie pomagał fakt, że Iniesta znikał na lewe skrzydło, a "gra w trójkąty" z Bojanem i Keitą to niestety nie to samo. Po wyczerpujących meczach ostatnich kilkunastu dni mógł zdarzyć się Xaviemu słabszy mecz. I, bez zbędnej paniki, przyznajmy, że zdarzył się z Bilbao.

Pedro - 6 - Największym pozytywem jego występu było to, że przeżył sytuację z 60. minuty. Poza tym znów biegał, dryblował, dośrodkowywał i w kilku sytuacjach brakowało niewiele, by dało to efekt w postaci gola. Najbliżej było pod sam koniec pierwszej połowy; ehhh, gdyby tylko na swoim miejscu był środkowy napastnik... Pedro nie zaliczył słabego meczu, po prostu jego skuteczność przy broniącym większością drużyny rywalu była na poziomie niższym niż ostatnio.

Bojan - 3 - Epizodycznie tchnęło od jego poczynań dyskretnym optymizmem, ale całość - słabiutka. Zaczął od strzału (oklaski dla Iniesty za dogranie), ale nie zaskoczył Iraizoza. Z upływem minut powinno być lepiej, ale... nie było. Wstrzymywał akcje, podejmował złe decyzje, bał się dryblingu, bywał banalnie ogrywany. Nawet lekko przemęczony Pedro dawał drużynie dużo więcej niż teoretycznie świeżuteńki i głodny gry Bojan Krkić... Trudno rozwodzić się szeroko nad czymś, co każdy widzi gołym okiem: Bojan się popsuł. To miło, że raz na jakiś czas potrafi wykrzesać coś ciekawego wchodząc na ostatnie minuty i podmęczonego rywala, ale był to jeden z tych meczów, w którym od pierwszych minut gra Bojana powinna ociekać: zaangażowaniem, pewnością w grze i regularnością dobrych zagrań. A tymczasem... o czym on myślał w 57. minucie?! Bilbao było egzaminem, ale Bojan kompletnie go oblał.

Iniesta - 6 - Gdyby na bramce Athletiku nie stał pierwszy bramkarz, po 25. minucie byłoby pewnie 1:0; a tak - strzał Iniesty wybity na rzut rożny. Kilka błyskotliwych wymian piłki i dynamicznych zrywów. Brakowało w tym płynności i konsekwencji. No i niepotrzebnie tak ochoczo zbiegał z piłką do linii bocznej, gdzie przecież... no cóż, kończy się boisko. Pamiętajmy jednak, że cały czas miał przed sobą 4 obrońców i 2 piwotów, co ani przez chwilę nie ułatwiało mu życia.

Rezerwowi:

Adriano - 4 - Postawa Adriano to spore zaskoczenie negatywne. Dwukrotnie posłał piłkę gdzieś na orbitę - zamiast w pole karne. Trudno też pochwalić go za inne akcje.

Messi - 6 - Bez szału, ale akcja z 57. minuty pokazuje, jaką zmianę jakościową w grze daje wejście Leo. Kolegom z ataku dał szczyptę swobody, całej drużynie: trochę energii, a Piqué: piłkę-marzenie --- ale nie był to jeden z tych wieczorów Messiego jak z bajki. Inna rzecz, że rywale obskakiwali go za gęsto, by skończyło się czymś więcej niż to, co widzieliśmy.

Villa 5 - Wszedł, by Barça zaczęła wreszcie grać w tym meczu ze środkowym napastnikiem. Pomimo tego, że dochodził do sytuacji, to - podobnie, jak Messiemu - nie udało się Villi zbawić zespołu.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (28)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze