Okiem Johana Cruyffa. Ciągle blisko, ciągle za plecami
Felieton Johana Cruyffa, który na łamach El Periódico ukazał się wczoraj, 31.01.2011
Permanentna bliskość Madrytu w erze Guardioli jest dla Barcelony w pewnym sensie pożyteczna. Wymusza na Blaugranie pobijanie rekordów.
Nie można powiedzieć, że ta liga jest już przesądzona, bo jeszcze nie jest. Jednak siedem punktów przewagi i dostojna różnica bramek to wiele, ponieważ Barça na pewno żadnych punktów nikomu za darmo nie odda. Ale: uwaga! Niech nikt nie spisuje Realu na straty. Od pierwszego dnia widoczna jest istotna różnica między oboma zespołami, ale podopieczni Mourinho starają się na wszelkie możliwe sposoby niwelować ten dystans i zrobią wszystko, by pomimo tego, co pokazali w sześciu ostatnich meczach, podchodzić do końcowej fazy ligowego sezonu z żywymi marzeniami o końcowym triumfie.
Mają tylko pewien problem. Nazywa się Barca.
Rekord za rekordem
Drużyna Guardioli jest po prostu bardzo dobra. Piłkarze wiedzą, jak grać i jest im kompletnie obojętne, gdzie grają i przeciwko komu. Kolejna kolejka, kolejny rekord. Ostatni z nich to zwycięskie 15 meczów zwycięstw z rzędu, wyrównanie osiągnięcia Realu Alfredo di Stefano. Nie jest to takie proste, skoro rekord ten przetrwał 50 lat.
Nie mówimy tutaj o jednym czy dwóch przebłyskach, odosobnionych momentach w grze. Jest ich tyle i trwa to już tyle czasu, że wydajność i wyniki tego zespołu są po prostu wyjątkowe. Nie ma tu nic z przypadku. Mało tego, oni nie kolekcjonują wyników typu 1:0. Grają dobrze, tak dobrze, że okazji na bramki jest wręcz w nadmiarze, a goleady wcale nie należą do rzadkości. Zdobycie bramek może zająć więcej czasu, jak podczas meczu w Alicante, albo mniej. Faktem pozostaje, że za nami 21 kolejek, a średnia Barçy to 3 bramki na mecz. W niektórych spotkaniach zespół wypracowuje sobie nawet 3-krotnie więcej okazji na kolejne gole. To, pod każdym względem, bardzo dużo.
Passa mistrzów
Nie wiem czy Barça wygra dużo, mało czy nic. Do przyznania nagród zastało jeszcze kilka miesięcy. Wiem jednak - i wiem to z własnego doświadczenia - że wydłużenie dobrej passy to nic łatwego. Gdy jako piłkarz grałem pięć lat w Barcelonie, moja najlepsza passa trwała 26 meczów ligowych, kiedy to nie przegraliśmy ani jednego spotkania pod rząd. Od mojego debiutu przeciwko Granadzie, aż do dnia, w którym w Gijón wygraliśmy Ligę. Od początku do końca - zero porażek.
Kto okazał się od nas lepszy? Barça Guardioli. W sumie 28 meczów. Kiedy znowu przegraliśmy? Będąc mistrzami. A drużyna Pepa? W spotkaniu z Betisem w Pucharze Króla. Mając w kieszeni półfinał.
Dlaczego Real za czasów Di Stéfano wygrał 15, a nie 16 spotkań pod rząd? Ponieważ w 15. kolejce, nieco za wcześnie, ogłosili się zwycięzcami. Do kiedy może trwać dobra passa Barcelony? Paradoksalnie, zależy to też od Realu. Dopóki Królewscy będą utrzymywali niewielką różnicę punktów, Barça jest doskonale przygotowana na to, aby nie przegrać ani jednego ligowego spotkania. Aż do dnia, w którym ogłosi się mistrzami.
Tak, przed nami jeszcze sporo spotkań. Ponadto, w futbolu dwa plus dwa to nie zawsze cztery - chcę przez to powiedzieć, że poziom wymagań wyznaczasz ty... ale i rywal(e) do tytułu. W tym wypadku to Real Mourinho. Grając lepiej lub gorzej, z Benzemą czy Adebayorem, w systemie z dwoma lub trzema* piwotami tj. z Khedirą i X. Alonso, lub Khedirą, X. Alonso i Lassem]. Dopóki Real podąża krok w krok, Barça nie przestaje sumować punktów. Być może za sprawą Madrytu wyjdzie Barcelonie kolejny rekord punktów, być może nie. W tamtym sezonie było ich 99, tyle właśnie wymagał Real Pellegriniego. W tym roku, jeśli Real wytrzyma napięcie, to tych punktów Barça będzie musiała uzbierać ponad 100. Ponadto, jeśli Madryt wytrzyma, to zostanie przekroczony rekord 107 goli należący do Realu z czasów Johna Toshacka, w którym grali Hugo Sánchez i Quinta del Buitre** [KLIK!].
Odnosząc się jeszcze raz do tego, co wiem i o czym przekonałem się sam... Naprawdę nie ma znaczenia, jak dobrą masz Barçę, Real zawsze jest blisko, zawsze za tobą. Zawsze tam jest i dzięki temu jesteś czujny. Od dłuższego czasu ciągle za tobą. Dzięki temu to oni są w nerwach, nie ty.
Trafna decyzja
Dla kontrastu, wspomnę o decyzji, w której nie dostrzegam nerwów, lecz rozsądek i logikę. To sprzedaż dwóch młodych piłkarzy przez Espanyol***. Są bardzo młodzi (obaj mają 21 lat) i krótko przebywali w pierwszej drużynie. Zespołowi nie ubędzie przez to doświadczenia. To był idealny moment na taki ruch, bez ryzyka destabilizacji drużyny notującej optymistyczne wyniki i będącej na dobrej drodze do europejskich pucharów. Idealny także dla ekonomii klubu. Biorąc pod uwagę ich nowy stadion, na pewno są tam długi do spłacenia.
Klub, który wychowuje i sprzedaje
Zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie kwestionował czy należało jeszcze poczekać i czy otrzymane pieniądze są wystarczające. Oferty za Dídaka Vilá i Victora Ruiza były, jakie były. Na pewno nie były pierwszymi, pewnie było ich więcej. To wyraźny znak, że z cantery płyną korzyści, a sam klub ma się dobrze. Jasne, zawsze będą na ciebie bardziej zwracać uwagę, jeśli jesteś u góry tabeli niż na dole. Wtedy łatwiej dostrzec efekty działania szkółki. Jednak dla mnie Espanyol od zawsze był klubem, który kształtuje zawodników i ich sprzedaje. Tutaj tkwi sukces. Ukształtować, sprzedać i zastąpić. Po pierwsze, sprzedać wtedy, gdy wiesz, że drużyna jest stabilna i pozwoli zrekompensować tę stratę. Po drugie, sprzedać, aby kupić to, czego brakuje. W tym okienku to Sergio García i Osvaldo. Po trzecie, sprzedać, aby mieć zyski.
____
* Tj. z Khedirą i X. Alonso, lub: Khedirą, X. Alonso i Lassem.
** Dla ścisłości, w omawianym sezonie 1989/1990 "Piątka Sępa" była już tylko "Czwórką Sepa", gdyż Miguel Pardeza przed sezonem 1985/1986 został najpierw wypożyczony, a rok później sprzedany - do Saragossy. Ustąpił on miejsca w drużynie (lato 1985) właśnie Sánchezowi, a potencjał Realu w drugiej połowie lat 80. i rekordowym sezonie 1989/1990 współtworzyli ponadto Francisco Buyo, Gordillo, Miguel "Chando" oraz Bernd Schuster (1988-1990), mający bardzo świeżo za sobą 8 lat spędzonych na Camp Nou.
*** Co zostanie dopowiedziane w kolejnym akapicie, Cruyff mówi tu o sprzedaży obróńców, Dídaka Vilà do AC Milan za 4 mln euro oraz Víctora Ruiza do SSC Napoli za 8,5 mln euro i pełnię praw do pomocnika Jesúsa Dátolo, przebywającego dotychczas w Espanyolu na zasadzie wypożyczenia.
[źródło: El Periódico; zdjęcie: TotalBarca]
Permanentna bliskość Madrytu w erze Guardioli jest dla Barcelony w pewnym sensie pożyteczna. Wymusza na Blaugranie pobijanie rekordów.
Nie można powiedzieć, że ta liga jest już przesądzona, bo jeszcze nie jest. Jednak siedem punktów przewagi i dostojna różnica bramek to wiele, ponieważ Barça na pewno żadnych punktów nikomu za darmo nie odda. Ale: uwaga! Niech nikt nie spisuje Realu na straty. Od pierwszego dnia widoczna jest istotna różnica między oboma zespołami, ale podopieczni Mourinho starają się na wszelkie możliwe sposoby niwelować ten dystans i zrobią wszystko, by pomimo tego, co pokazali w sześciu ostatnich meczach, podchodzić do końcowej fazy ligowego sezonu z żywymi marzeniami o końcowym triumfie.
Mają tylko pewien problem. Nazywa się Barca.
Rekord za rekordem
Drużyna Guardioli jest po prostu bardzo dobra. Piłkarze wiedzą, jak grać i jest im kompletnie obojętne, gdzie grają i przeciwko komu. Kolejna kolejka, kolejny rekord. Ostatni z nich to zwycięskie 15 meczów zwycięstw z rzędu, wyrównanie osiągnięcia Realu Alfredo di Stefano. Nie jest to takie proste, skoro rekord ten przetrwał 50 lat.
Nie mówimy tutaj o jednym czy dwóch przebłyskach, odosobnionych momentach w grze. Jest ich tyle i trwa to już tyle czasu, że wydajność i wyniki tego zespołu są po prostu wyjątkowe. Nie ma tu nic z przypadku. Mało tego, oni nie kolekcjonują wyników typu 1:0. Grają dobrze, tak dobrze, że okazji na bramki jest wręcz w nadmiarze, a goleady wcale nie należą do rzadkości. Zdobycie bramek może zająć więcej czasu, jak podczas meczu w Alicante, albo mniej. Faktem pozostaje, że za nami 21 kolejek, a średnia Barçy to 3 bramki na mecz. W niektórych spotkaniach zespół wypracowuje sobie nawet 3-krotnie więcej okazji na kolejne gole. To, pod każdym względem, bardzo dużo.
Passa mistrzów
Nie wiem czy Barça wygra dużo, mało czy nic. Do przyznania nagród zastało jeszcze kilka miesięcy. Wiem jednak - i wiem to z własnego doświadczenia - że wydłużenie dobrej passy to nic łatwego. Gdy jako piłkarz grałem pięć lat w Barcelonie, moja najlepsza passa trwała 26 meczów ligowych, kiedy to nie przegraliśmy ani jednego spotkania pod rząd. Od mojego debiutu przeciwko Granadzie, aż do dnia, w którym w Gijón wygraliśmy Ligę. Od początku do końca - zero porażek.
Kto okazał się od nas lepszy? Barça Guardioli. W sumie 28 meczów. Kiedy znowu przegraliśmy? Będąc mistrzami. A drużyna Pepa? W spotkaniu z Betisem w Pucharze Króla. Mając w kieszeni półfinał.
Dlaczego Real za czasów Di Stéfano wygrał 15, a nie 16 spotkań pod rząd? Ponieważ w 15. kolejce, nieco za wcześnie, ogłosili się zwycięzcami. Do kiedy może trwać dobra passa Barcelony? Paradoksalnie, zależy to też od Realu. Dopóki Królewscy będą utrzymywali niewielką różnicę punktów, Barça jest doskonale przygotowana na to, aby nie przegrać ani jednego ligowego spotkania. Aż do dnia, w którym ogłosi się mistrzami.
Tak, przed nami jeszcze sporo spotkań. Ponadto, w futbolu dwa plus dwa to nie zawsze cztery - chcę przez to powiedzieć, że poziom wymagań wyznaczasz ty... ale i rywal(e) do tytułu. W tym wypadku to Real Mourinho. Grając lepiej lub gorzej, z Benzemą czy Adebayorem, w systemie z dwoma lub trzema* piwotami tj. z Khedirą i X. Alonso, lub Khedirą, X. Alonso i Lassem]. Dopóki Real podąża krok w krok, Barça nie przestaje sumować punktów. Być może za sprawą Madrytu wyjdzie Barcelonie kolejny rekord punktów, być może nie. W tamtym sezonie było ich 99, tyle właśnie wymagał Real Pellegriniego. W tym roku, jeśli Real wytrzyma napięcie, to tych punktów Barça będzie musiała uzbierać ponad 100. Ponadto, jeśli Madryt wytrzyma, to zostanie przekroczony rekord 107 goli należący do Realu z czasów Johna Toshacka, w którym grali Hugo Sánchez i Quinta del Buitre** [KLIK!].
Odnosząc się jeszcze raz do tego, co wiem i o czym przekonałem się sam... Naprawdę nie ma znaczenia, jak dobrą masz Barçę, Real zawsze jest blisko, zawsze za tobą. Zawsze tam jest i dzięki temu jesteś czujny. Od dłuższego czasu ciągle za tobą. Dzięki temu to oni są w nerwach, nie ty.
Trafna decyzja
Dla kontrastu, wspomnę o decyzji, w której nie dostrzegam nerwów, lecz rozsądek i logikę. To sprzedaż dwóch młodych piłkarzy przez Espanyol***. Są bardzo młodzi (obaj mają 21 lat) i krótko przebywali w pierwszej drużynie. Zespołowi nie ubędzie przez to doświadczenia. To był idealny moment na taki ruch, bez ryzyka destabilizacji drużyny notującej optymistyczne wyniki i będącej na dobrej drodze do europejskich pucharów. Idealny także dla ekonomii klubu. Biorąc pod uwagę ich nowy stadion, na pewno są tam długi do spłacenia.
Klub, który wychowuje i sprzedaje
Zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie kwestionował czy należało jeszcze poczekać i czy otrzymane pieniądze są wystarczające. Oferty za Dídaka Vilá i Victora Ruiza były, jakie były. Na pewno nie były pierwszymi, pewnie było ich więcej. To wyraźny znak, że z cantery płyną korzyści, a sam klub ma się dobrze. Jasne, zawsze będą na ciebie bardziej zwracać uwagę, jeśli jesteś u góry tabeli niż na dole. Wtedy łatwiej dostrzec efekty działania szkółki. Jednak dla mnie Espanyol od zawsze był klubem, który kształtuje zawodników i ich sprzedaje. Tutaj tkwi sukces. Ukształtować, sprzedać i zastąpić. Po pierwsze, sprzedać wtedy, gdy wiesz, że drużyna jest stabilna i pozwoli zrekompensować tę stratę. Po drugie, sprzedać, aby kupić to, czego brakuje. W tym okienku to Sergio García i Osvaldo. Po trzecie, sprzedać, aby mieć zyski.
____
* Tj. z Khedirą i X. Alonso, lub: Khedirą, X. Alonso i Lassem.
** Dla ścisłości, w omawianym sezonie 1989/1990 "Piątka Sępa" była już tylko "Czwórką Sepa", gdyż Miguel Pardeza przed sezonem 1985/1986 został najpierw wypożyczony, a rok później sprzedany - do Saragossy. Ustąpił on miejsca w drużynie (lato 1985) właśnie Sánchezowi, a potencjał Realu w drugiej połowie lat 80. i rekordowym sezonie 1989/1990 współtworzyli ponadto Francisco Buyo, Gordillo, Miguel "Chando" oraz Bernd Schuster (1988-1990), mający bardzo świeżo za sobą 8 lat spędzonych na Camp Nou.
*** Co zostanie dopowiedziane w kolejnym akapicie, Cruyff mówi tu o sprzedaży obróńców, Dídaka Vilà do AC Milan za 4 mln euro oraz Víctora Ruiza do SSC Napoli za 8,5 mln euro i pełnię praw do pomocnika Jesúsa Dátolo, przebywającego dotychczas w Espanyolu na zasadzie wypożyczenia.
[źródło: El Periódico; zdjęcie: TotalBarca]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)