Messi, si, si, si! Barça - Atlético 3:0

IceMan

5 lutego 2011, 21:12

Brak komentarzy
Od lat zespół Atlético Madryt zwykł sprawiać problemy drużynie Barcelony. Na tegoroczną Barçę nie ma jednak mocnych i marzenia Rojiblancos o jakiejkolwiek zdobyczy punktowej trzeba odłożyć przynajmniej do przyszłego sezonu. Podopieczni Quique Sáncheza Floresa dotrzymali jednak danego słowa. Nie przegrali tak wysoko, jak drugi zespół ze stolicy. Ten od Mourinho. Barcelona wygrała pewnie, a prawdziwy popis strzeleckich umiejętności dał najlepszy piłkarz na planecie Ziemia, Lionel z rodziny Messich.

Pierwsza szansa na zdobycie gola miała miejsce już w 4. minucie meczu, kiedy to w sytuacji sam na sam z De Geą znalazł się właśnie Messi. Argentyńczyk akcji jednak nie wykończył, gdyż ku górze powędrowała chorągiewka arbitra liniowego, która oznaczała pozycję spaloną. Nie była to jednak zbyt trafna decyzja pana w żółci, bo jeśli w tej sytuacji był spalony to ja w poniedziałek wygram szóstkę w totka bez wysłania kuponu. Błąd arbitra nie przeszkodził jednak Barcelonie, która z każdą minutą zyskiwała coraz większą przewagę nad rywalem ze stolicy. W 17. minucie Camp Nou oszalało. Pięknym rajdem w stylu Messiego popisał się... Messi, który mijał rywali z sobie tylko znaną łatwością, po czym strzelił bardzo precyzyjnie po ziemi i było 1:0. Chwilę później swoich sił spróbował bardzo aktywny dziś David Villa. Piłkarz słynący z fryzury przystrzyżonej równie skrupulatnie, co murawa na Camp Nou, uderzył mocno, ale tylko w boczną siatkę. Napór Blaugrany trwał jednak w najlepsze. Tradycyjnie imponować mógł pressing ze strony artystów pod batutą Pepa Guardioli. Doskonałym przykładem pressingu idealnego była akcja z 25. minuty z Alvesem w roli głównej. Brazylijczyk po stracie piłki niczym lew walczył o jej odzyskanie i jego wysiłek nie okazał się daremny. Dani przechwycił piłkę, odegrał do Pedro, który znalazł się w doskonałej sytuacji do strzelenia drugiego gola, jednak przegrał pojedynek z De Geą, który w stylu Sławomira Szmala obronił uderzenie błyskawicy rodem z Teneryfy.

Trzy minuty później szczęście opuściło już portero gości i było 2:0. Katalończycy na bardzo małej przestrzeni zrobili wiatrak z defensywy gości, delikatnym, dopieszczonym podaniem do Messiego popisał się Villa, a Argentyńczyk z zimną krwią po raz drugi pokonał młodego bramkarza Rojiblancos. Po zdobyciu drugiej bramki, gra zespołu Mistrza Hiszpanii nieco się uspokoiła. Zupełnie odwrotnie było z graczami przyjezdnych, którzy z każdą minutą grali coraz bardziej nerwowo, co kończyło się częstymi faulami. W 41. minucie o swojej obecności na boisku przypomniał Sergio Aguero, który ładnie zakręcił świątynią Piqué i Abidala, ale skończyło się tylko na kornerze. Odpowiedź dał wszędobylski David Villa którego techniczne uderzenie minimalnie minęło lewy słupek De Gei. Pierwszą połowę zakończyła efektowna szarża Sergio Aguero, który w okolicach pola karnego został brzydko sfaulowany przez Alvesa. Arbiter postanowił być łaskawy i za faul bez piłki ukarał Brazylijczyka tylko żółtą kartką.

Druga część gry rozpoczęła się równie spokojnie, co pierwsza. To Barcelona znacznie częściej była w posiadaniu piłki chcąc jak najszybciej stworzyć kolejne akcje bramkowe. W 49. minucie prawym skrzydłem z kontrą ruszył Sergio Aguero, który tuż przed polem karnym stracił piłkę na rzecz... Leo Messiego. Tak, dobrze widzicie, a ja dziś nic nie piłem. Messi po stracie piłki przez jednego z kolegów ruszył w pogoń za przeciwnikiem aż pod własne pole karne. Skutecznie. Owacja na stadionie była nie mniejsza niż po strzeleniu gola. Jednakże z chwilą pojawienia się na boisku Diego Forlána inicjatywę zaczęli przejmować dość nieoczekiwanie piłkarze Atlético, którzy raz po raz starali się zagrażać bramce Victora Valdésa. Kapitalną okazję do zdobycia kontaktowego gola przyjezdni mieli w 52. minucie, kiedy to popisali się ładną, zespołową i kombinacyjną akcją, ale Bóg Barcelonę kocha bardziej i Valdés do spółki z Piqué w niesamowitym stylu wybronili strzał Forlána. Podopieczni Quique Sáncheza Floresa z każdą minutą grali coraz odważniej, ale ze swoich obowiązków celująco wywiązywała się katalońska defensywa z Ériciem ‘królem skałą' Abidalem. Francuz był prawdziwą oazą spokoju. Swoją drogą to, co w tym sezonie wyprawia czarnoskóry defensor jest wręcz niesamowite. Francuz gra z taką pewnością i spokojem, że czasami szokuje nawet kolegów z zespołu. Trudno się zresztą dziwić.

Po raz pierwszy Barca, a właściwie Messi dopiero w 66. minucie ponownie zaatakowali bramkę de Gei. Argentyńczyk z dziecinną łatwością mijał kolejnych rywali i dopiero faul Filipe zatrzymał szarżę gracza urodzonego w Rosario. W 72. Minucie kapitalnie do akcji ofensywnej podłączył się Maxwell, który idealnie dośrodkował na głowę... Messiego, ten pięknie uderzył na bramkę De Gei, ale młody portero popisał się kapitalną interwencją. Z każdą kolejną minutą powiększała się przewaga gospodarzy. W 76. minucie niesamowitą asystę mógł zaliczyć Sergio Busquets. Mógł gdyby nie minimalnie chybiony strzał Pedro, który nie wykorzystał świetnej sytuacji bramkowej. Jednak, co się odwlecze to nie uciecze. W 79. minucie pięknie do Villi zagrał Messi, Asturyjczyk znalazł się w sytuacji sam na sam z De Geą, ale górą był bramkarz Atlético. Za wybronioną piłką popędził Messi, który wykorzystał nieporadność Godina i z najbliższej odległości wpakował piłkę do siatki. Asystę przy tej bramce zaliczyć można wcześniej wspomnianemu Godinowi który ‘popisał' się refleksem godnym wyznawczyni ojca Rydzyka maszerującej o lasce na niedzielną mszę w moherowym berecie. Barça mając pewne i wysokie zwycięstwo zwolniła tempo gry i spokojnie kontrolowała przebieg pojedynku. W 87. minucie honorowe trafienie na swoim koncie mógł zaliczyć Sergio Aguero, który uderzał głową po wrzutce Forlána, ale na posterunku był czujny Victor Valdés. Kilka chwil później arbiter główny zakończył mecz.

Obecny sezon dla Dumy Katalonii powoli staje się wręcz nie do opisania. Jesteśmy bowiem świadkami przepięknych kart historii, które pisze genialny Messi i jego partnerzy. Dzisiejsza wygrana z Atlético była jednocześnie szesnastym kolejnym zwycięstwem drużyny Guardioli w ligowych rozgrywkach. Historyczny rekord Realu został pobity. Cóż więcej napisać? Chyba po prostu dziękuję... czy można chcieć więcej? Barço, jesteś Wielka!

Bramki:
1:0 Messi 17'
2:0 Messi 28'
3:0 Messi 79'

FC Barcelona: Valdés, Alves, Piqué, Abidal, Maxwell, Xavi (84' Afellay), Busquets, Iniesta (80' Keita), Pedro (84' Bojan), Villa, Messi

Atlético Madryt: De Gea, Valera, Antonio López, Godín, Ujfalusi, Tiago, Assunçao (57' Koke), Mérida (46' Forlán), Reyes, Filipe Luis (76' Elias), Agüero

Żółte kartki:Alves, Messi (Barcelona), Ujfalusi, Tiago, Valera (Atlético)

Sędzia: J. Turienzo Álvarez

Widzów: 84 766

Statystyki:

15(8) - Strzały (celne) - 9(4)
11 - Faule - 15
5 - Rzuty rożne - 5
2 - Spalone - 2
71% - Posiadanie piłki - 29%
2 - Żółte kartki - 3

Gol na 1:0


Gol na 2:0


Gol na 3:0
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (0)

Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze