Jeszcze Argentyna, czy już Messicelestes?
Magiczny Leo Messi raz jeszcze okazał się kluczem do zwycięstwa Argentyny w spotkaniu z Portugalią. Niczym bumerang wraca zatem pytanie, czy popularni Albicelestes nie są zbyt zależni od gwiazdy Barcelony? Czy może mamy już do czynienia z Messicelestes? Czy Argentyna ma "plan B"? Wątek ten porusza w swoim felietonie Daniel Edwards, dziennikarz portalu goal.com.
Cieszący się bezgranicznym zaufaniem i uwielbieniem Leo Messi, po nieudanych do niego i jego reprezentacji Mistrzostwach Świata w RPA, przeszedł metamorfozę i teraz traktowany jest niczym talizman przez wszystkich argentyńskich kibiców. W spotkaniu z Portugalią strzelił zwycięskiego gola i zanotował kolejny fantastyczny występ. Nasuwa się jednak oczywiste pytanie. Co będzie, gdy Leo nie zagra na najwyższych obrotach?
Z formą jaką aktualnie prezentuje Argentyńczyk, ciężko sobie wyobrazić, że słabszy okres jest w ogóle możliwy. W konfrontacji z reprezentacją Portugalii, Messi zagrał jako środkowy napastnik. Crack Barcelony nieustannie stwarzał zagrożenie, był w ciągłym ruchu i zanotował znacznie lepszy występ, niż te, które pamiętamy z Mundialu w RPA. Tam Argentyńczyk prezentował się przyzwoicie. Przebłyskiem geniuszu Messiego była asysta przy pierwszym golu, autorstwa Di Maríi.
Wspomniana sytuacja to kopia tej, którymi Atomowa Pchła wielokrotnie wprawiał w zachwyt kibiców Barcelony i sympatyków futbolu w ogóle. Messi przejął piłkę z prawej strony boiska, popędził z nią w kierunku bramki, zbiegł do środka i fantastycznie podał do napastnika Realu Madryt. Efekt? Gol do Argentyny. Leo pokazał, że po miesiącach frustracji w reprezentacji, rola "talizmana" wreszcie jest dla niego komfortowa. Dzieła dopełnił w ostatniej minucie meczu, gdy ze spokojem wykonał rzut karny, po faulu na Juanie Manuelu Martínezie. Choć ta bramka nie była tak spektakularna jak ta zwycięska w niedawnym spotkaniu z Brazylią, to jednak raz jeszcze Messi dowiódł, że w trudnych momentach krajanie mogą na niego liczyć.
Pomimo kolejnego wspaniałego występu, Leo zasłużył na sprawiedliwą krytykę. Zbyt często Messiego można było wypatrzeć na środku boiska, a nawet na własnej połowie. Zamiast przyjąć rolę typowego egzekutora, do czego usilnie namawia go nowy selekcjoner reprezentacji, Sergio Batista, Leo hasał niemal po całej długości i szerokości zielonej murawy. Brzmi trywialnie, ale piłkarze muszą być czasem egoistami. W tym sensie, niektórzy mogą uczyć się od Cristiano Ronaldo, który wie, że miejsce napastnika jest raczej w polu karnym przeciwnika, a nie na własnej połowie.
Za tym problemem ciągnie się kolejny dylemat, szczególnie widoczny w trakcie spotkania w Genewie. Czy Messi jest w stanie poradzić sobie z tak wieloma rolami, które przyjął na siebie w reprezentacji Argentyny? Czy nadmiar "obowiązków" nie przerośnie genialnego Argentyńczyka? Portugalczycy w konfrontacji z Albicelestes zaprezentowali fantastyczny sposób na zneutralizowanie swoich przeciwników. Ciągły pressing, ostra, czasami brutalna gra w środku pola i żądza wygranej o każdą piłkę w każdym sektorze boiska. Sny Estebana Cambiasso przybiorą postać Raula Meirelesa, który bezlitośnie ganiał za Argentyńczykiem. Chodzą słuchy, że w ferworze realizacji założeń taktycznych, Meireles pognał za Cambiasso nawet do szatni.
W rezultacie środek pola Argentyńczyków nie funkcjonował. Wzrok wszystkich sympatyków Albicelestes utkwił zatem w osobie Leo Messiego, który zmuszony został raz jeszcze pokazać swe nieprzeciętne umiejętności, by przechylić szalę zwycięstwa dla swojego zespołu. I wszystko jest dobrze, gdy Leo gra na najwyższych obrotach, ale jeśli nie, to Argentyna musi znaleźć alternatywę. Zmuszanie gwiazdy Barcelony do ciężkiej pracy w defensywie, pomocy w środku pola, stwarzania okazji i strzelania goli to zbyt dużo, nawet dla Messiego.
Na szczęście dla Batisty i całej reprezentacji, możliwe są inne rozwiązania, które mogą odciążyć Leo. W odwodzie mamy przecież Javiera Pastore, który jest znacznie bardziej kreatywny, niż Cambiasso, Banega, czy Mascherano. Co więcej, olbrzymi potencjał drzemie w Tevezie, który defensywę rywali rozbija o wiele efektywniej, niż sfrustrowany Di María.
Czasu na nowe rozwiązania jest jednak coraz mniej. W lipcu odbędzie się Copa America i Batista wie, że jak najszybciej musi odnaleźć równowagę, która pozwoli jak najlepiej wykorzystać geniusz Messiego. Przede wszystkim, potrzebna jest jednak recepta, która pozwoli drużynie być zespołem, nawet gdy wspaniałego Argentyńczyka zabraknie.
[źródło: goal.com]
Cieszący się bezgranicznym zaufaniem i uwielbieniem Leo Messi, po nieudanych do niego i jego reprezentacji Mistrzostwach Świata w RPA, przeszedł metamorfozę i teraz traktowany jest niczym talizman przez wszystkich argentyńskich kibiców. W spotkaniu z Portugalią strzelił zwycięskiego gola i zanotował kolejny fantastyczny występ. Nasuwa się jednak oczywiste pytanie. Co będzie, gdy Leo nie zagra na najwyższych obrotach?
Z formą jaką aktualnie prezentuje Argentyńczyk, ciężko sobie wyobrazić, że słabszy okres jest w ogóle możliwy. W konfrontacji z reprezentacją Portugalii, Messi zagrał jako środkowy napastnik. Crack Barcelony nieustannie stwarzał zagrożenie, był w ciągłym ruchu i zanotował znacznie lepszy występ, niż te, które pamiętamy z Mundialu w RPA. Tam Argentyńczyk prezentował się przyzwoicie. Przebłyskiem geniuszu Messiego była asysta przy pierwszym golu, autorstwa Di Maríi.
Wspomniana sytuacja to kopia tej, którymi Atomowa Pchła wielokrotnie wprawiał w zachwyt kibiców Barcelony i sympatyków futbolu w ogóle. Messi przejął piłkę z prawej strony boiska, popędził z nią w kierunku bramki, zbiegł do środka i fantastycznie podał do napastnika Realu Madryt. Efekt? Gol do Argentyny. Leo pokazał, że po miesiącach frustracji w reprezentacji, rola "talizmana" wreszcie jest dla niego komfortowa. Dzieła dopełnił w ostatniej minucie meczu, gdy ze spokojem wykonał rzut karny, po faulu na Juanie Manuelu Martínezie. Choć ta bramka nie była tak spektakularna jak ta zwycięska w niedawnym spotkaniu z Brazylią, to jednak raz jeszcze Messi dowiódł, że w trudnych momentach krajanie mogą na niego liczyć.
Pomimo kolejnego wspaniałego występu, Leo zasłużył na sprawiedliwą krytykę. Zbyt często Messiego można było wypatrzeć na środku boiska, a nawet na własnej połowie. Zamiast przyjąć rolę typowego egzekutora, do czego usilnie namawia go nowy selekcjoner reprezentacji, Sergio Batista, Leo hasał niemal po całej długości i szerokości zielonej murawy. Brzmi trywialnie, ale piłkarze muszą być czasem egoistami. W tym sensie, niektórzy mogą uczyć się od Cristiano Ronaldo, który wie, że miejsce napastnika jest raczej w polu karnym przeciwnika, a nie na własnej połowie.
Za tym problemem ciągnie się kolejny dylemat, szczególnie widoczny w trakcie spotkania w Genewie. Czy Messi jest w stanie poradzić sobie z tak wieloma rolami, które przyjął na siebie w reprezentacji Argentyny? Czy nadmiar "obowiązków" nie przerośnie genialnego Argentyńczyka? Portugalczycy w konfrontacji z Albicelestes zaprezentowali fantastyczny sposób na zneutralizowanie swoich przeciwników. Ciągły pressing, ostra, czasami brutalna gra w środku pola i żądza wygranej o każdą piłkę w każdym sektorze boiska. Sny Estebana Cambiasso przybiorą postać Raula Meirelesa, który bezlitośnie ganiał za Argentyńczykiem. Chodzą słuchy, że w ferworze realizacji założeń taktycznych, Meireles pognał za Cambiasso nawet do szatni.
W rezultacie środek pola Argentyńczyków nie funkcjonował. Wzrok wszystkich sympatyków Albicelestes utkwił zatem w osobie Leo Messiego, który zmuszony został raz jeszcze pokazać swe nieprzeciętne umiejętności, by przechylić szalę zwycięstwa dla swojego zespołu. I wszystko jest dobrze, gdy Leo gra na najwyższych obrotach, ale jeśli nie, to Argentyna musi znaleźć alternatywę. Zmuszanie gwiazdy Barcelony do ciężkiej pracy w defensywie, pomocy w środku pola, stwarzania okazji i strzelania goli to zbyt dużo, nawet dla Messiego.
Na szczęście dla Batisty i całej reprezentacji, możliwe są inne rozwiązania, które mogą odciążyć Leo. W odwodzie mamy przecież Javiera Pastore, który jest znacznie bardziej kreatywny, niż Cambiasso, Banega, czy Mascherano. Co więcej, olbrzymi potencjał drzemie w Tevezie, który defensywę rywali rozbija o wiele efektywniej, niż sfrustrowany Di María.
Czasu na nowe rozwiązania jest jednak coraz mniej. W lipcu odbędzie się Copa America i Batista wie, że jak najszybciej musi odnaleźć równowagę, która pozwoli jak najlepiej wykorzystać geniusz Messiego. Przede wszystkim, potrzebna jest jednak recepta, która pozwoli drużynie być zespołem, nawet gdy wspaniałego Argentyńczyka zabraknie.
[źródło: goal.com]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)