Pinto: Najtrudniejsza jest przerwa
José Manuel Pinto przybył do Barcelony na 6 miesięcy, ale zdecydował się zostać na dłużej - jest tu już 3,5 roku. Jest o krok od przedłużenia kontraktu - "klub mógłby zabić mi matkę, gdybyśmy nie osiągnęli porozumienia" - a 20. kwietnia zagra w swoim drugim finale Copa del Rey. Ale na razie wraca na ławkę. W meczu przeciwko Saragossie do składu wraca Víctor Valdés.
Luis Martín, El País: Przybyłeś na pół sezonu i zostałeś na trzy lata. Te sześć miesięcy były najdłuższe w historii futbolu?
José Manuel Pinto: Można tak powiedzieć. Ale ja wierzyłem. Wiedziałem, że widzą jak pracuję, jaki jestem. Zawsze mnie to wciąga. I daje nagrody. W życiu otrzymujesz to, co dajesz. Przybyłem zdecydowany żeby pracować i zostać, a nie przesiedzieć sześć miesięcy. Ledwie na świat przyszła moja córka i nie urodziła się w czepku, ale w wytwórni czepków. Zawsze byłem wojownikiem. Jestem pracusiem. Trzeba mieć cierpliwość. Wszystko co dasz, zostanie ci oddane przez życie.
W tym momencie jesteś w pokoju z Barçą?
Nie myślałem o tym, ale czuję się bardzo szczęśliwy. W szatni jestem szanowany i ufają mi. Nie pracuję aby siedzieć na ławce. Pracuję aby grać i jestem przygotowany. Jestem tak samo ważny, gdy gram i gdy nie gram. Sposób myślenia bramkarzy jest inny. Jesteśmy inni. To przychodzi z profesją.
To bardziej skomplikowane grać w obecnych okolicznościach niż gdyby się było podstawowym zawodnikiem?
(myśli) Prawdę mówiąc... (cisza) To skomplikowane. Z meczami zdobywasz pewność. Ciągłość jest ważna, ale (mówię o sobie) z racji że sposób myślenia jest inny, jest bardziej intensywna, poziom koncentracji jest wyższy niż tego potrzebujesz. Więc grasz bardziej skoncentrowany. Pewność zdobywam na treningach. Ciągłość mam na treningach. Ale prawda jest taka, że kiedy nie grasz, tracisz to co zyskałeś. To nie to samo kiedy na stadionie nie ma ludzi i światła, a kiedy obiekt jest wypełniony i zapalone są jupitery. To wrażenia, które dadzą ci tylko mecze. Wiedziałem, że Athletic z Llorente i Mallorca z Webó będą mnie sprawdzać. Jestem ostrzegany przed możliwością wyjścia w górę, ale ściskam pięść, bo wiem, że to najlepsze rozwiązanie. Bramkarz nie może mieć wątpliwości. Musi być odważny z ogromnym charakterem i bardzo odpowiedzialny.
Zawsze się mówi, że to pozycja szaleńców.
Odwaga to odwaga. Trzeba być odważnym, nie lekkomyślnym.
W Walencji zrobiłeś zagranie... lekkomyślne?
Mówisz o sytuacji, kiedy miałem wybić piłkę ale podałem do Abidala? To nie odwaga. W tamtym momencie widziałem Soldado i drugiego. Pierwszą opcją było wybicie piłki, ale zobaczyłem wolnego Abidala i oddałem mu ją.
Ktoś by się przyczepił przy okazji tamtej akcji, gdybyś nie był w Barçy?
Z pewnością. Ale dlatego że środkowi obrońcy nie są tacy jak w Barcelonie. W Celcie dawali mi piłkę, żebym wyczyścił. Tutaj mi podają abym rozpoczął akcję i ją oddał. Jeśli nie masz komu podać - wybijasz. Ćwiczymy sytuacje, które zdarzają się podczas meczu. Ćwiczenia z nogami są tak samo albo nawet bardziej ważne niż te ze strzelaniem. Najtrudniejsza w Barcelonie jest przerwa, w której twoi koledzy się przemieszczają. Musisz ją porzucić, aby pomóc obrońcom. W tym czasie widzisz, że napastnik biegnie... do wszystkich! Najtrudniej jest dać przerwę obrońcom.
Nawiązaniem do tego jest finał Copa del Rey z Athletikiem?
To może być przykład. Ale to zdarza się w każdym meczu. Przeciwko Valencii widziałem Matę, który biegł w naszą stronę co sił w nogach. Murawa była sucha, co zwiększało ryzyko, ponieważ piłka nie nadchodziła, a napastnik był coraz bliżej. Víctor (Valdés) miał wiele takich sytuacji.
Myślałeś już o tym, że 20 kwietnia na Mestalla staniesz naprzeciwko Cristiano Ronaldo?
Teraz skupiam się na treningach.
Co lubisz w byciu bramkarzem?
Wszystko. Zawsze chciałem być bramkarzem.
[źródło: El País]
Luis Martín, El País: Przybyłeś na pół sezonu i zostałeś na trzy lata. Te sześć miesięcy były najdłuższe w historii futbolu?
José Manuel Pinto: Można tak powiedzieć. Ale ja wierzyłem. Wiedziałem, że widzą jak pracuję, jaki jestem. Zawsze mnie to wciąga. I daje nagrody. W życiu otrzymujesz to, co dajesz. Przybyłem zdecydowany żeby pracować i zostać, a nie przesiedzieć sześć miesięcy. Ledwie na świat przyszła moja córka i nie urodziła się w czepku, ale w wytwórni czepków. Zawsze byłem wojownikiem. Jestem pracusiem. Trzeba mieć cierpliwość. Wszystko co dasz, zostanie ci oddane przez życie.
W tym momencie jesteś w pokoju z Barçą?
Nie myślałem o tym, ale czuję się bardzo szczęśliwy. W szatni jestem szanowany i ufają mi. Nie pracuję aby siedzieć na ławce. Pracuję aby grać i jestem przygotowany. Jestem tak samo ważny, gdy gram i gdy nie gram. Sposób myślenia bramkarzy jest inny. Jesteśmy inni. To przychodzi z profesją.
To bardziej skomplikowane grać w obecnych okolicznościach niż gdyby się było podstawowym zawodnikiem?
(myśli) Prawdę mówiąc... (cisza) To skomplikowane. Z meczami zdobywasz pewność. Ciągłość jest ważna, ale (mówię o sobie) z racji że sposób myślenia jest inny, jest bardziej intensywna, poziom koncentracji jest wyższy niż tego potrzebujesz. Więc grasz bardziej skoncentrowany. Pewność zdobywam na treningach. Ciągłość mam na treningach. Ale prawda jest taka, że kiedy nie grasz, tracisz to co zyskałeś. To nie to samo kiedy na stadionie nie ma ludzi i światła, a kiedy obiekt jest wypełniony i zapalone są jupitery. To wrażenia, które dadzą ci tylko mecze. Wiedziałem, że Athletic z Llorente i Mallorca z Webó będą mnie sprawdzać. Jestem ostrzegany przed możliwością wyjścia w górę, ale ściskam pięść, bo wiem, że to najlepsze rozwiązanie. Bramkarz nie może mieć wątpliwości. Musi być odważny z ogromnym charakterem i bardzo odpowiedzialny.
Zawsze się mówi, że to pozycja szaleńców.
Odwaga to odwaga. Trzeba być odważnym, nie lekkomyślnym.
W Walencji zrobiłeś zagranie... lekkomyślne?
Mówisz o sytuacji, kiedy miałem wybić piłkę ale podałem do Abidala? To nie odwaga. W tamtym momencie widziałem Soldado i drugiego. Pierwszą opcją było wybicie piłki, ale zobaczyłem wolnego Abidala i oddałem mu ją.
Ktoś by się przyczepił przy okazji tamtej akcji, gdybyś nie był w Barçy?
Z pewnością. Ale dlatego że środkowi obrońcy nie są tacy jak w Barcelonie. W Celcie dawali mi piłkę, żebym wyczyścił. Tutaj mi podają abym rozpoczął akcję i ją oddał. Jeśli nie masz komu podać - wybijasz. Ćwiczymy sytuacje, które zdarzają się podczas meczu. Ćwiczenia z nogami są tak samo albo nawet bardziej ważne niż te ze strzelaniem. Najtrudniejsza w Barcelonie jest przerwa, w której twoi koledzy się przemieszczają. Musisz ją porzucić, aby pomóc obrońcom. W tym czasie widzisz, że napastnik biegnie... do wszystkich! Najtrudniej jest dać przerwę obrońcom.
Nawiązaniem do tego jest finał Copa del Rey z Athletikiem?
To może być przykład. Ale to zdarza się w każdym meczu. Przeciwko Valencii widziałem Matę, który biegł w naszą stronę co sił w nogach. Murawa była sucha, co zwiększało ryzyko, ponieważ piłka nie nadchodziła, a napastnik był coraz bliżej. Víctor (Valdés) miał wiele takich sytuacji.
Myślałeś już o tym, że 20 kwietnia na Mestalla staniesz naprzeciwko Cristiano Ronaldo?
Teraz skupiam się na treningach.
Co lubisz w byciu bramkarzem?
Wszystko. Zawsze chciałem być bramkarzem.
[źródło: El País]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)